Let’s travel together.

Siedziała jak gdyby nigdy nic przy jego łóżeczku i patrzyła na obrzękniętą buzię

0 5 825
W przeddzień Dnia Matki 2009 r. 29 letnia Belinda Magana napisała na swoim My Space życzenia dla swojej mamy: „Wszystkiego najlepszego mamo. Ciesz się każdą chwilą”. Następnego dnia zadzwoniła na policję zgłaszając zaginięcie swojego syna, co okazało się późnej okropnym kłamstwem.

Malachi

Dwuletni Malachi Magana był owocem gwałtu, dlatego matka traktowała chłopca zupełnie inaczej niż jego czteroletniego brata. Nigdy go nie pokochała, ani nie poczuła więzi, która zazwyczaj bezwarunkowo powstaje między matką, a dzieckiem. W oczach swojego syna widziała oczy gwałciciela, co wkrótce doprowadziło do niewyobrażalnej tragedii. Nienawiść do dziecka nasiliła się kiedy kobieta zamieszkała ze swoim nowym partnerem. 43-letni wówczas Michael Narine uważał, że Belinda nie stosuje odpowiedniej dyscypliny wobec swoich dzieci. Za najdrobniejsze przewinienia wprowadzał kary, a jego uwaga skupiła się w szczególności na Malachi’m, który jeszcze do końca nie rozumiał co wolno, a czego nie.

Zaginięcie

10 maja 2009 r. Belinda zadzwoniła pod numer alarmowy, wyjaśniając, że podczas grillowania w pobliskim parku, jej syn Malachi zaginął. Kalifornijska policja zorganizowała masowe poszukiwania dziecka, angażując w nie psy tropiące i helikoptery, ale od samego początku wątpiono w historię kobiety. Specjaliści, analizując nagraną rozmowę z dyspozytorem, zwrócili uwagę na niezwykły dla tej sytuacji, ton głosu kobiety, który brzmiał jakby opowiadała o zgubionym bochenku chleba, a nie o własnym dziecku. Podczas przesłuchania pary pojawiły się także niespójności i rozbieżności w ich zeznaniach. Jedyne co ich łączyło, to brak wyrażenia niepokoju, a do tego nie angażowali się oni w poszukiwania dziecka w przeciwieństwie do reszty społeczeństwa.

Odnalezienie ciała i sekcja zwłok

W drugim dniu poszukiwań, przyparta do muru Belinda wskazała policjantom miejsce w którym porzucono zwłoki Malachi’ego. Zeznała, że podczas jej nieobecności w domu, Michael zabił dziecko. Zmaltretowane ciało chłopca, owinięte w foliowy worek, odnaleziono w płytkim grobie na trudnym, górzystym terenie tuż przy drodze Lytle Creek. Sekcja zwłok namalowała traumatyczny obraz przemocy, której doświadczył dwulatek. Maleńkie ciałko nosiło ślady poparzeń I i II stopnia, obejmujących dłonie, głowę szyje i plecy. Do tego od góry do dołu, było pokryte ogromnymi siniakami. Zarówno przebieg gojenia poparzeń jak i krwiaków był inny co oznacza, że dziecko przez dłuższy czas było ofiarą niewyobrażalnych tortur. Nie udało się ustalić jednoznacznej przyczyny śmierci. Malachi mógł umrzeć zarówno na skutek urazu głowy jak i sepsy, spowodowanej niegojonymi oparzeniami. Zarówno Belinda jak i Michael zostali oskarżeni o morderstwo i stanęli przed sądem, gdzie ze szczegółami opowiedzieli o ostatnich dniach dziecka.

Skala przemocy

Belinda zeznała, że od 4 do 9 maja, Michael wprowadził w domu „nowe zasady”, karcąc małego Malachi’ego, za każde najmniejsze przewinienie. W skutek tego dziecko było ciągle bite, szarpane i rzucane o ścianę czy podłogę. Obrażenia, których chłopiec doznał w wyniku tych tortur powodowały ogromny ból, który dziecko co oczywiste wyrażało płaczem. Łzy działały na Michaela jak płachta na byka…6 maja, kiedy Belinda była na placu zabaw ze swoim starszym synem, jej partner oblał Malachi’ego wrzątkiem, co spowodowało oparzenia pokrywające 45 % powierzchni ciała. Belinda po powrocie do domu, usłyszała, że doszło do wypadku. Według opowieści jej partnera, chłopczyk wylał na siebie garnek z gotującą się wodą. Matka nie zrobiła niczego, by pomóc cierpiącego dziecku. Zamiast zabrać chłopca do szpitala, poparzenia pokryła zasypką, obwinęła syna kocem i położyła do łóżka. Cierpiące dziecko nie zasnęło. Krzyczało z bólu, a ten krzyk doprowadzał do szału Michael’a

W kolejnych dniach bił chłopca pasem i kopał go po całym ciele. Robił to do momentu w którym Malachi przestał płakać. Wtedy zatriumfował i udał się na dyskotekę, a Belinda, która nie była zakładnikiem kata – miała samochód, telefon i nie była w żaden sposób kontrolowana, nie zrobiła nic by pomóc własnemu dziecku. Zamiast tego siedziała przy jego łóżku, patrząc na obrzękniętą twarz i słuchając płytkiego oddechu, który wkrótce ustał…

Proces

Oskarżeni, którzy zasiedli przed dwiema osobnymi ławami przysięgłych, zostali uznani za winnych torturowania dziecka i jego zabójstwa. W oświadczeniach otwierających fazę karną zastępca prokuratora okręgowego opisał zachowanie Belindy w areszcie, które miało miejsce podczas oczekiwania na proces. Kobieta była agresywna i zaatakowała dwie osadzone. Jedną schwytała od tyłu, próbując pociąć jej twarz, a drugą brutalnie skopała. To podkreśliło fakt, że Belinda była osobą brutalną, pozbawioną skrupułów, a przede wszystkim wyrzutów sumienia. Jeśli chodzi o Michaela był on już wcześniej, dwukrotnie skazywany za przemoc domową w stosunku do swoich dwóch byłych żon. Kobiety zjawiły się na rozprawie i szczegółowo opisały krzywdę, którą doświadczyły z jego rąk.

Mimo, że nic nie przywróci życia małemu Malachiemu, jego oprawcy otrzymali najwyższą z możliwych kar. Karę śmierci. Opis pod zdjęciami dziecka jest zbędny…Sądzę, że każdy z Was widzi smutek, niepewność, strach i opuchnięte oczko…

Autor, Dorota Ortakci

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Komentarze
Loading...