Let’s travel together.

Niewidzialny chłopiec- Christoffer Gjerstad, symbol ludzkiej znieczulicy

1

Zdjęcie główne przedstawia ośmioletniego Christoffera Kihle Gjerstad. Ładny, blond włosy chłopczyk spogląda na nas smutnymi, poważnymi oczami, a jego wargi są zaciśnięte. Dziś to przejmujące zdjęcie symbolizuje wszystko na co zamykamy oczy. Śmierć tego małego chłopca wstrząsnęła całą Norwegią i jest przykładem skrajnego zaniedbania, nie tylko ze strony opiekunów, ale i otoczenia. Ludzie widzieli krzywdę Christoffera przez kilka miesięcy, ale nie zareagował nikt…

Pogodne, szczęśliwe dziecko

Urodzony 9 września 1996 r. Christoffer był żywym i pogodnym dzieckiem. Chłopiec nawet dobrze zniósł rozwód rodziców, do którego doszło w 2000 r. Po prostu zaakceptował fakt, że z tatą spędzał tylko co drugi weekend. Wszyscy którzy znali chłopca, widzieli w nim szczęśliwe dziecko, które uwielbiało pomagać mamie w kuchni, jeździć z dziadkiem traktorem, wspinać się po drzewach i bawić żołnierzykami. Jednym słowem, Christoffer był normalnym, radosnym kilkulatkiem.

ADHD

Wszystko to uległo zmianie w 2004 r. kiedy matka zaczęła spotykać się z mężczyzną o imieniu Kim Morten Larson. W lutym opuściła farmę rodziców i zamieszkała wraz z nowym partnerem w Kodal w gminie Vestfold, z czasem odcinając syna od dziadków i taty. Mniej więcej w tym samym czasie u Christoffera zdiagnozowano ADHD. Lekarz przepisał dziecku lek Ritalin , który stosuje się w leczeniu zespołu nadpobudliwości psychoruchowej z deficytami uwagi. Psychiatra ocenił stan chłopca jako dobry i uspokoił matkę, twierdząc, że regularne zażywanie leków pomoże w zwiększeniu zdolności do skupienia uwagi, koncentracji na wykonywanej czynności i zapanowania nad problemami z zachowaniem. Kim zainteresował się swoim pasierbem i ku zadowoleniu matki, to on dawkował mu leki i doglądał go w nocy.

Przygaszony, posiniaczony

Niestety zachowanie Christoffera zaczęło się zmieniać i to wcale nie na lepsze. Nie był już tym małym szczęśliwym chłopcem. Stał się zamknięty w sobie i wydawało się, że nie lubi przebywać wśród ludzi. Zaczął mieć także problemy ze snem, a na jego skórze coraz częściej zaczęły pojawiać się siniaki. Kiedy ludzie pytali co mu się stało, odmawiał udzielenia odpowiedzi. Nigdy na nic się nie skarżył więc zakładano: „Siniaki? A cóż to strasznego? Każde dziecko je ma”. Jednak z czasem otarcia i zasinienia na kolanach ruchliwego chłopca, które nie budziły podejrzeń, zaczęły pojawiać się także na jego twarzy, głowie czy plecach. Chociaż obrażenia te widzieli nauczyciele ze szkoły, do której Christoffer uczęszczał, nigdzie tego nie zgłosili, a tym bardziej nie próbowali mu pomóc.

Pogorszenie stanu zdrowia

W styczniu 2005 r. Christoffer zaczął mieć kłopoty z tikami głowy, których nie był w stanie kontrolować, a także cierpiał na mdłości i wymioty. Badający go lekarz zauważył że dziecko ma siny policzek, podbite oko i guza na czole. Chłopiec także wyznał, że ojczym daje mu „biały proszek”, po którym źle się czuje. Rodzice wytłumaczyli lekarzowi, że Christoffer cierpi na ADHD i on sam zadaje sobie obrażenia, a białym proszkiem miał być Ritilin. Lekarz przyjął ich tłumaczenia i nie zostawił dziecka na obserwacji, ale puścił do domu.

Kolejne wizyty w szpitalu

W poniedziałek 17 stycznia Christoffer został w domu sam ze swoim ojczymem. Kiedy z pracy wróciła matka, zastała swojego syna całego w siniakach. Kim wyjaśnił, że ośmiolatek poślizgnął się na mokrej podłodze. Na jej polecenie zawieźli dziecko do szpitala, skąd po raz kolejny puszczono go do domu. W środę 19 stycznia chłopczyk wrócił do szkoły. Widok był szokujący- podbite oko, mocno opuchnięta twarz, ogromny guz na głowie i kilka mniejszych. Nauczyciel wysłał dziecko do szpitala będąc przekonanym, że personel powiadomi opiekę społeczną. W szpitalu zdementowano teorię rodziców, że nadpobudliwe dziecko zadało sobie obrażenia same, ale opieki nie zawiadomiono. Chłopiec po raz kolejny został odesłany do domu.

Obojętności ciąg dalszy

W następnym tygodniu Christoffer zjawia się w szkole z nowymi obrażeniami. Tak bardzo cierpiał, że nie mógł pisać. Pokazał nauczycielowi ranę na ramieniu, a na palcach ślady wyglądające jak oparzenia. Na pytanie kto mu to zrobił, nie odpowiedział. Do szkoły wezwano matkę, a ona ponownie stwierdziła, że syn rani się podczas ataków związanych z chorobą. Doradzono jej aby porozmawiała z lekarzem Christoffera.

21:45

Następnego dnia, 2 lutego 2005 r. Christoffer nie idzie do szkoły, leży w swoim pokoju i źle się czuje. Dziecko wymiotuje, a matka wyczuwa na jego głowie ogromny guz. Mimo tego nie zabiera syna do szpitala. Idzie na spacer i pozostawia go pod opieką ojczyma. Kiedy wraca zastaje swojego syna martwego w łóżku z papierowym ręcznikiem wystającym z ust. Walka o życie, która trwała ponad godzinę, skończyła się o 21:45.

Rodzice zeznali policji, że znaleźli chłopca z chusteczką higieniczną wetkniętą w nos i gardło. Policjanci rutynowo sprawdzili, czy ośmiolatek mógł popełnić samobójstwo. Sąsiadka mieszkająca ścianę obok zeznała, że słyszała huk „jakby ktoś mocno uderzył w ścianę”. Chwilę później zapadła cisza.

17 cm

Sekcja zwłok wykazała, że oprócz powierzchownych obrażeń, chłopiec miał złamanie czaszki o długości 17 cm i poważne uszkodzenia mózgu. Według eksperta kryminalistyki, złamanie było tak duże, że chłopiec nie mógłby go sobie wyrządzić sam, nawet podczas upadku.

4 lata do sprawiedliwości

Niestety w przypadku Norwegii, śledztwa próbujące ustalić przyczynę śmierci poranionego i pobitego dziecka, często prowadzą donikąd. Zawiesza się je z powodu braku wystarczającej ilości dowodów, a  władze nie chcą brać pod uwagę scenariusza, w którym to rodzice znęcają się nad własnym dzieckiem.Tak też stało się w sprawie Christoffera.

Po jakimś czasie wznowiono dochodzenie, jednak śledztwu ponownie groziło zawieszenie z powodu braku niepodważalnych dowodów. Ostatecznie oskarżenie i osądzenie Kim Mortena Larsona zajęło cztery lata. Wyrok był jednak śmieszny… Za zamordowanie dziecka otrzymał jedynie osiem lat pozbawienia wolności.

Niewiara matki

Jeśli chodzi o matkę Christoffera, po jego śmierci  urodziła dwójkę dzieci, które zostały jej odebrane za rażące zaniedbania. W lipcu 2011 roku została osądzona za współudział w przemocy skutkującej śmiercią Christophera, a w kwietniu 2012 roku została osadzona w więzieniu na dwa i pół roku. Musiała także zapłacić odszkodowanie biologicznemu ojcu Christoffera. Kobieta nigdy nie uwierzyła także, że to Kim zabił jej dziecko: „On siedzi za niewinność. Mój syn popełnił samobójstwo”– Mówiła.

Niestety Christoffer nie zaznał spokoju nawet po śmierci. Na przestrzeni wielu lat, ktoś wielokrotnie niszczył miejsce jego pochówku. Dziadkowie chłopca, zgłaszają to na policję średnio osiem razy w roku, podejrzewając, że stoją za tym członkowie rodziny skazanego mężczyzny.

Autor, Dorota Ortakci.

This slideshow requires JavaScript.

1 komentarz
  1. Paula mówi

    Straszna historia 😔

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.