Let’s travel together.

„Mężczyzna w czerni” – Czy niemiecki pedagog stoi za morderstwem francuskiego chłopca i zaginięciem wychowanków ośrodka w Rewalu?

0

10- letni Jonathan Coulom, nazywany przez rodziców „Titi” bądź „Cowboy”, był francuskim chłopcem z niewielkiej miejscowości Orval. Z uwagi na swoją niską i wątłą posturę, wyglądał na młodszego. Do tego był bardzo nieśmiały i nieufny. Nadrabiał jednak pogodnym i szczerym uśmiechem i tak jak jego rówieśnicy pasjonował się piłką nożną, samochodami i motorami.

Obóz nad morzem

31 marca 2004 r. Jonathan pojechał wraz ze swoją klasą na obóz, do nadmorskiej miejscowości Saint-Brévin, która o tej porze roku była praktycznie wyludniona. 7 kwietnia, gdzieś w środku nocy, chłopiec zniknął.

Jonathan mieszkał w pokoju z pięcioma kolegami. Wszyscy położyli się do łóżek około godziny 23:00 ponieważ wieczorem była organizowana impreza. Z uwagi na to, że po  wewnętrznej stronie drzwi nie było klamki, dla bezpieczeństwa nigdy całkowicie ich nie zamykano. Wychowawca ostatni obchód robił o 2:00 w nocy i wtedy też zwrócił uwagę, że drzwi do pokoju są otwarte na oścież. Nie zapalając światła, zajrzał do środka i sądząc, że cała piątka jest w swoich łóżkach, a drzwi otworzył przeciąg, przymknął je i wrócił do siebie.

W samej piżamce

Zaginięcie Jonathana odkryto dopiero o 7:00 rano. Jego koledzy z pokoju nie słyszeli w nocy niczego podejrzanego, tak samo zresztą jak nauczyciele, którzy spali na tym samym piętrze. Chociaż chłopiec zniknął, w szafie pozostały wszystkie jego ubrania jak i portfel z kieszonkowymi od rodziców. Tamta noc była wyjątkowo chłodna i deszczowa, a fakt, że dziecko było boso i w samej piżamie, przemawiał za tym, że zostało porwane.

Chwilę później rozpoczęto masowe poszukiwania, a kilkuset policjantów dzień i noc, niestrudzenie przeszukiwało niezamieszkałe domy letniskowe, motele, wydmy, linie brzegową czy lasy. Sprowadzony na miejsce pies, stracił trop na drodze, tuż przy bramie wjazdowej na teren pensjonatu, co sugerowało, że Jonathan został wywieziony.

Obciążony i związany

Pomimo ogromnej nadziei na pozytywny finał tej sprawy, miesiąc później, 19 maja 2004 r. Znaleziono zwłoki Jonathana. Wtedy też stało się jasne, że padł on ofiarą wyrachowanego przestępcy seksualnego, który nie tylko znał okolicę, ale popełnił wcześniej nie jedną zbrodnię.

Ułożone w pozycji embrionalnej, nagie ciało chłopca, wyłowiono z małego stawu mieszczącego się na terenie dworku, w oddalonej o kilkadziesiąt kilometrów, miejscowości Guérande. Staw nie był widoczny z zewnątrz posesji, gdyż znajdował się pod samymi oknami dworu, więc morderca musiał dobrze znać to miejsce. Szyja, kostki i nadgarstki Jonathana, przewiązane zostały nylonowym sznurkiem. Węzły jakie zastosowano, to jedne z podstawowych szesnastu węzłów żeglarskich. Zwłoki dodatkowo obciążono betonowa płytą o wadze 18- kilogramów.

Zgodnie z opinią patologa, który przeprowadził autopsję, chłopiec od momentu porwania do momentu śmierci był przez jakiś czas przetrzymywany. Dalece posunięty rozkład ciała, uniemożliwił jednoznaczne stwierdzenie, że Jonathan padł ofiarą gwałtu, ale wskazywał na to fakt, że był nagi. Nie utonął, a jego ciało nie nosiło śladów żadnych obrażeń, więc prawdopodobnie został uduszony.

Człowiek w czerni

Śledztwo prowadzone przez te wszystkie lata, niejednokrotnie trafiało na fałszywe wskazówki, a ogromna teczka z aktami sprawy zawiera tysiące próbek DNA i kilkaset kartek z zapisów z przesłuchań. Nigdy nie została jednak zamknięta, a w ostatnim czasie wzbogacona o trop, który pochodzi z Niemiec.

Martin Ney znany jako „Człowiek w masce” czy „Człowiek w czerni„, to niemiecki pedagog i seryjny morderca, który w kwietniu 2011 r. Został zatrzymany w Hamburgu i przyznał się do napaści na tle seksualnym i zabójstwa trzech niemieckich chłopców. Dennis Klein, Dennis Rostel i Stefan Jahr, w wieku od 8 do 13 lat, zostali zamordowani w północnych Niemczech w latach 1992- 2001. Co istotne od lat 80- tych, nauczyciel napastował bądź próbował, około 40 dziewcząt i chłopców w wieku od 7 do 14 lat. Przestępstw dopuszczał się zawsze w nadmorskich miejscowościach, a jego celem były kolonie, obozy czy placówki wychowawcze.

Wyznanie

Chociaż w przypadku wielu innych morderstw i przestępstw seksualnych popełnianych na dzieciach, modus operandi był taki sam, Martin Ney nie przyznał się do żadnej innej zbrodni, w tym tej popełnionej na Jonathanie. Za zabójstwa trójki chłopców, został skazany na dożywocie, a śledczy nie mieli żadnego formalnego dowodu na połączenie go z innymi przestępstwami. Nowa wskazówka pojawiła się dopiero w 2019 r. I pochodziła od współwięźnia.

Martin Ney miał przyznać się koledze z celi do porwania, zgwałcenia i zamordowania Jonathana. Dziwił się także, że nie został zdemaskowany wcześniej, ponieważ miał wtedy zgubić swój skórzany portfel z dokumentami – być może jedyny, fizyczny i wciąż nieosiągalny dowód, który przemawiałby za tym, że był na terenie Francji w 2004 r. Zeznania współwięźnia, uznano za znaczące i wiarygodnie, ponieważ przedstawił szczegóły, które nigdy nie zostały ujawnione i prócz samego mordercy wiedzieli o nich nieliczni śledczy i sędzia.

Śledztwo w toku

Martin Ney pozostaje także w kręgu zainteresowania śledczych z Grecji, Ukrainy oraz Polski, gdzie 31 marca 1999 r. Z Rewalskiego ośrodka zniknęło dwóch czternastoletnich chłopców: Andrzej Ziemniak i Łukasz Sas. Podobnie jak i w pozostałych przypadkach, Młodzieżowy Ośrodek Wychowawczy, w którym przebywali chłopcy, znajdował się nad morzem, gdzie podejrzany miał zaledwie 650 kilometrów.

Autor, Dorota Ortakci.

This slideshow requires JavaScript.

 

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.