Let’s travel together.

Historia prawdziwego Candymana

0 1 533

W latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku, Ronald Clark O’Bryan mieszkał wraz z żoną Daynene, oraz dwójką swoich dzieci, synem Timothym i córką Elizabeth, w Teksasie. O’Bryan pracował jako optyk. Był także diakonem w drugim kościele baptystów, gdzie śpiewał w chórze.

31 października 1974 roku, w Halloween, Ronald wraz ze swoim sąsiadem zabrali czwórkę dzieci, wśród których był  ośmioletni Timothy, na tradycyjny „Trick-or-treating”, czyli chodzenie od domu do domu w przebraniach. W zamian za nie robienie psikusów, dzieci zgodnie z tradycją otrzymują przeróżne słodycze. W pewnym momencie tego wieczoru, po odwiedzeniu domu, w którym lokator nie odpowiedział na pukanie do drzwi, dzieci zniecierpliwiły się i pobiegły do ​​następnego domu, podczas gdy O’Bryan postanowił poczekać jeszcze trochę. Gdy w końcu dogonił grupę pokazał pięć cukierków Pixy Stix. Pod koniec wieczoru O’Bryan dał dwa z nich dwójce dzieci sąsiada, a po jednym otrzymali Timothy i Elizabeth. Piąty cukierek Ronald podarował dziesięcioletniemu chłopcu, którego znał z kościoła.  Po skończonej późno w nocy zabawie, tuż przed snem, syn Ronalda chciał zjeść trochę słodyczy zebranych wcześniej. Timothy ze stosu słodkości wybrał właśnie Pixy Stix, czyli słodki proszek znajdujący się w słomce. Wiadomo że chłopiec miał problem z wydostaniem sproszkowanego przysmaku ze słomki. Pomógł mu w tym ojciec.

Natychmiast po spróbowaniu Pixy Stix, Timothy poskarżył się na gorzki smak. Wkrótce potem poczuł silny ból brzucha i zaczął wymiotować. Gdy chłopak zwiotczał w ramionach ojca by następnie zacząć wić się w konwulsjach, Ronald złapał syna i rozpoczął szaloną jazdę do pobliskiego szpitala. Niestety było za późno. Timothy zmarł po drodze, niecałą godzinę po zjedzeniu cukierka.

Śmierć ośmiolotka wywołała panikę w lokalnej społeczności. Mieszkańcy masowo oddawali na policję słodycze zebrane przez ich dzieci w noc Halloween, obawiając się że którekolwiek z dzieci może zostać otrute. Od początku śledztwa było jasne że to Pixy Stix był przyczyną śmierci chłopca. Po rozmowie i sprawdzeniu słodyczy pozostałych dzieci które wyszły z Timothym, okazało się że każde z nich również posiadało zatrute cukierki. Opakowania słodyczy zostały otwarte, część słodkiego proszku wysypana i zastąpiona śmiertelną trucizną. Natychmiast wykonana autopsja oraz badania przeprowadzone w policyjnym labolatorium, pozwoliły ustalić że był to cyjanek potasu.

„Cukierek który spożył Timothy zawierał wystarczająco dużo cyjanku, by zabić dwóch dorosłych, podczas gdy pozostałe cztery cukierki zawierały dawki, które mogłyby zabić nawet cztery dorosłe osoby” – powiedział patolog który badał Pixy Stix.

Ronald początkowo twierdził że nie pamięta w którym domu dostał zatrute cukierki. Policja od początku traktowała jego wymówki podejrzliwie. W trakcie prowadzonego śledztwa, szybko okazało się że grupa z którą słodycze zbierał Timothy, z powodu padającego deszczu odwiedziła niewiele domów. Następnie ustalono że w żadnym z odwiedzonych przez nich domów nie rozdawano Pixy Stixów. Pod naciskiem śledczych, ojciec ośmiolatka wskazał dom który w feralną noc odwiedziła cała grupa, a w którym nikt nie odpowiedział na pukanie. Twierdził że gdy dzieci wraz z sąsiadem oddalili się, przez uchylone drzwi ktoś podał mu 5 Pixy Stixów. Okazało się jednak, że jedyny mieszkaniec tego domu był w tym czasie w pracy, co potwierdziło ponad 200 osób.

W miarę rozwoju dochodzenia, śledczy zaczęli dostrzegać przerażającą prawdę. Okazało się, że Ronald był poważnie zadłużony, miał ponad 100 000 dolarów do spłacenia. W ciągu dziesięciu lat poprzedzających przestępstwo O’Bryan miał 21 miejsc pracy. Jego samochód miał zostać zajęty, a on zalegał z kilkoma pożyczkami bankowymi i stracił nawet swój własny dom. Uciekł się także do kradzieży w ostatnim miejscu pracy. Zdecydował więc, że najlepszym sposobem na zarobienie szybkich i dużych pieniędzy jest wykupienie polis na życie dla swoich dzieci. Ich łączna oszacowana wartość wyniosła 60 000 dolarów. 5 listopada 1974 roku, zaledwie kilka dni po śmierci Timothy’ego, prokuratura zebrała dostateczną ilość materiału dowodowego by aresztować Ronalda pod zarzutem zamordowania swojego syna. O’Bryan nieugięcie twierdził że jest niewinny i nie przyznawał się do zarzutów. Chociaż policja nigdy nie odkryła, kiedy i gdzie O’Bryan kupił truciznę, oskarżono go o morderstwo i cztery próby usiłowania zabójstwa. Podczas procesu wyszło na jaw że Ronald już od jakiegoś czasu wykazywał zainteresowanie cyjankiem potasu, usiłując min. dowiedzieć się jaka jest dawka śmiertelna i gdzie można nabyć tą truciznę.

3 czerwca 1975 roku, zgromadzonej Ławie Przysięgłych zajęło 46 minut, aby uznać O’Bryana winnego morderstwa i czterech prób usiłowania zabójstwa. Tym samym osobom następnie zajęło 71 minut, aby skazać go na śmierć . Ronald O’Bryan został stracony przez śmiertelny zastrzyk w jednostce Huntsville, 31 marca 1984 roku. W swoim ostatnim oświadczeniu O’Bryan podtrzymywał swoją niewinność, stwierdzając, że uważa karę śmierci za „niewłaściwą”. Dodał:

„… przebaczam wszystkim – i mam na myśli wszystko – tym, którzy byli zaangażowani w moją śmierć, niech Bóg was wszystkich błogosławi i niech wasze najlepsze błogosławieństwa będą zawsze wasze”

 

 

Komentarze
Loading...