Let’s travel together.

Dziecko w śniegu

0 1 896

W 1988 roku Julie Bowers była 24-letnią matką dwóch małych chłopców: dwuletniego Bena i 11-miesięcznego Dusty’ego. Kobieta wraz z dziećmi i mężem mieszkała w małym mieście Kincardine w Ontario, nad brzegiem jeziora Huron. Było to miejsce, w którym ludzie żyli w poczuciu bezpieczeństwa i spokoju, nie zastanawiając się dwa razy przed zostawieniem dziecka w samochodzie, by móc załatwić swoje sprawy. I tak właśnie w pewien styczniowy dzień, zeznała policjantom Julie. Według młodej matki, Dusty zasnął w samochodzie, a ona wraz ze starszym synem udała się do banku. Kiedy wróciła, malucha nie było w samochodzie. Zdarzenie miało miejsce na kilka dni przed jego pierwszymi urodzinami. 

Szokująca wiadomość o porwaniu dziecka szybko rozprzestrzeniła się w miasteczku zamieszkiwanym przez zaledwie 6 tysięcy osób. Wezwano policję prowincji Ontario, aby pomogła niedoświadczonej w takich sprawach, lokalnej policji. Powstały blokady dróg, a wszyscy mieszkańcy przeczesywali miasteczko z nadzieją na odnalezienie dziecka. Obawa o życie malucha rosła z godziny na godzinę. Minęła doba, a po chłopcu nie było śladu. Wtedy też za namową szwagierki, Julie udała się na komisariat by opowiedzieć śledczym swój szokujący sen. W tym koszmarze widziała Dusty’ego, leżącego w białym puchu w okolicznym, ośnieżonym lesie. Prowadzący śledztwo oficer, od samego początku miał pewne podejrzenia co do roszczeń kobiety odnośnie rzekomego porwania, a kiedy usłyszał o śnie wiedział, że ten trop doprowadzi ich do zaginionego dziecka. Rzeczywiście, 26 godzin po tym, jak zgłoszono jego zaginięcie, ciało Dusty’ego znaleziono w zalesionej okolicy na obrzeżach miasta. Bielutką twarz chłopczyka, pokrywał równie biały śnieg. Jego błękitna czapeczka została zsunięta na oczy, a na policzkach widać było zamarznięte łzy. Ten widok wstrząsnął wszystkimi. Nawet najbardziej wykwalifikowani i odporni śledczy płakali nad ciałkiem małego Dusty’ego. Jak cierpieć musiało niespełna roczne dziecko, pozostawione na pewną śmierć w środku lasu, na zimnym śniegu?

Julie Bowers została oskarżona o morderstwo pierwszego stopnia. Kobieta przez cały czas utrzymywała swoją niewinność, a kiedy dwa lata później odbył się jej proces, ława przysięgłych dała wiarę jej słowom. 

„NIE!!!! NIEEEE!!!!! Nie zamordowałam swojego syna. Zobaczyłam go we śnie. W okół niego były drzewa i śnieg… Tylko śnieg”

Julie została uznana za niewinną. Dlaczego sąd podjął taką decyzję? Otóż na rozprawie zjawiło się bardzo dużo świadków, w tym przypadkowi przechodnie i pracownice pobliskich sklepów.Wszyscy ci ludzie w dniu domniemanego porwania dziecka, 14.01.1988 roku na własne oczy ujrzeli zrozpaczoną matkę, która biegała w amoku po ulicy, wchodząc do każdego otwartego lokalu, krzycząc „dzwońcie na policje, porwali moje dziecko”. Po drugie, Julie zaraz po zaginięciu syna spędziła długie godziny na komisariacie, a popołudnie i wieczór wraz z mężem i najbliższą rodziną. Według raportu sekcyjnego, Dusty, który został wyjęty z samochodowego fotelika przed południem, został porzucony w lesie około godziny 15:30, czyli kilka godzin po tym jak zgłoszono jego zaginięcie. W tym czasie matka przebywała na przesłuchaniu, a ojciec dziecka dołączył do niej po tym jak na wieść o zaginionym synu zwolnił się z pracy. Kluczową rolę odegrała także opinia biegłego sądowego. Według niego dziecko zmarło na skutek hipotermii, na nic nie chorowało, było dobrze odżywione i zadbane. Raport sekcyjny biegłego, przekazano ekspertowi z zakresu hipotermii. Doktor Janice po przeanalizowaniu raportu z sekcji zwłok i wnikliwemu badaniu próbek tkanek pobranych z ciała dziecka doszła do wniosku, że dziecko zostało pozostawione w lesie w godzinach wieczornych, co ostatecznie oczyściło matkę z zarzutów. Przypomnijmy, kobieta ten czas spędziła z kilkoma członkami najbliższej rodziny. To także potwierdzili sąsiedzi, którzy pukali do jej domu ze słowem otuchy.

W trackie procesu skupiono się także na dwóch braciach kobiety: Johnie i Alanie. Dzięki świadkom wyszło na jaw, że w chwili zaginięcia malucha, przejeżdżali oni drogą od punktu A do punktu B, ale osobno (AB- odcinek łączący miejsce zaginięcia chłopca z drogą kierującą na obrzeża miasta gdzie znaleziono jego ciało ). Zeznania mężczyzn od samego początku były niespójne. Obaj bracia przyznali, że jechali drogą B-Line w dniu zniknięcia Dustina. John zeznał sądowi, że jechał tą drogą zanim usłyszał o zniknięciu Dustina z powodu „przeczucia, że ​​coś jest nie tak z członkiem rodziny”. Alan zeznał, że jechał tą drogą po tym jak dowiedział się, że dziecko zniknęło z nadzieją, że natknie się na jego trop. Po wnikliwym przeanalizowaniu raportów dotyczących tych dwóch mężczyzn, sąd orzekł, że nie są oni związani ze śmiercią chłopca.

Kolejnym etapem procesu były zeznania świadka obronnego Gudrun Schlegel. Te zeznania były najsilniejszym dowodem na to, że Dustin został uprowadzony. Pracownica banku, w którym wcześniej zjawiła się Julie, zeznała, że ​​nieznany jej mężczyzna niosący na rękach dziecko pasujące do opisu Dustin’a, minął ją około godziny 13:00, 14-tego stycznia, kiedy opuściła miejsce pracy w przerwie na lunch. Według niej mężczyzna wsiadł do ciężarówki wraz z dzieckiem i odjechał. Jak dotąd policja nie zidentyfikowała tego człowieka. 

Dlaczego dziś zdecydowałam się napisać o tym małym, biednym dzieciątku? Otóż kilka dni temu detektywi zajmujący się tą sprawą, odkryli poufny dokument, który może być przełomem w jej rozwiązaniu. Teraz możemy tylko oczekiwać na sprawiedliwość dla Dustin’a.

Co myślicie o tej sprawie? Czy mordercą okaże się matka?

.

 

 

 

 

 

Komentarze
Loading...