Let’s travel together.

Dziewczyna w ślepym zaułku- przygoda życia, która okazała się ostatnią

0 2 906

W 1996 roku dziewiętnastoletnia Karina Holmer pomyślała, że chce dla siebie lepszego życia. Młoda kobieta z małej wioski w Szwecji od zawsze miała wielkie marzenia, a jednym z nich była Ameryka. Życie w wielkim mieście, nocne kluby, nowe miejsca, ciekawi ludzie. Jednym słowem eksplozja kulturowa, która była snem większości nastolatek z małych miast. Pewnego dnia, przepełnionego szarością codziennych obowiązków, Karina puściła los na loterii. Kupon był szczęśliwy i wzbogacił nastolatkę o 1500 dolarów. Taka kwota wystarczyła na wyjazd do USA i przygodę życia, która niestety okazała się jej ostatnią.

Karina planowała podjąć w Ameryce pracę w charakterze Au Pair, czyli niani pracującej dla rodzin, które w zamian za opiekę nad pociechami oferują zakwaterowanie i zarobki na drobne wydatki. Większość dziewcząt w wieku Kariny, pracowała dla agencji, które szkoliły kobiety w zakresie opieki nad dziećmi, zabezpieczały wizy i wybierały sprawdzonych pracodawców. Jednak Karina wybrała inną drogę. Przyjechała do USA w ciemno, bez wizy, z fałszywymi dokumentami i na własną rękę zaczęła szukać pracy. Brzmi strasznie? Ale się udało.

W marcu 1996 roku, nastolatka zaczęła pracować dla zamożnej pary artystów mieszkających w Dover w stanie Massachusetts. Frank Rapp był fotografem komercyjnym, a jego żona Susan, malarką. Frank był na tyle dobry w tym co robił, że mógł sobie pozwolić na studio w dzielnicy Fort Point w Bostonie, słynącej z przepychu i dużej ilości klubów nocnych. Dzięki temu, Karina w ciągu tygodnia wzorowo spełniając swe obowiązki, w weekendy mogła bawić się w Bostonie. Za zgodą pracodawców, podczas swoich eskapad, nocowała w studiu Franka co miało zapewnić jej bezpieczeństwo. Jak można przypuszczać, nocna podróż ze stolicy do Dover niosła za sobą pewne ryzyko. Tym bardziej jak jest się śliczną nastolatką.

Przyjaciele i rodzina w Szwecji cieszyli się szczęściem Kariny, dlatego zaskoczeniem dla wszystkich okazał się list napisany w maju, w którym nastolatka  poinformowała, że skraca swą amerykańską przygodę

„Stało się coś strasznego. Powiem więcej jak wrócę do domu” – jej rodzina sądziła, że dziewczynę po prostu przerosły obowiązki, a jak wiadomo opieka nad dziećmi nie należy do najłatwiejszych. Tylko jej przyjaciółka przeczuwała, że ​​coś innego niepokoi Karinę. Ale co to było, tego nie dowiemy się już chyba nigdy.

21 czerwca Karina wyjechała do popularnego klubu w Boylston Place, zwanego Zanzibarem. Było to idealne miejsce spotkań dla młodych cudzoziemców z fałszywymi dowodami osobistymi. Przez całą noc była widywana przez wielu ludzi, za  każdym razem chronologicznie bardziej odurzona. Przed zamknięciem dyskoteki, straciła przytomność w jednej z łazienek i została wyprowadzona z klubu przez bramkarza. W zaułku na zewnątrz rozmawiała z mężczyzną z którym wcześniej wesoło tańczyła.

Następne godziny stały się mglistą mieszanką możliwych obserwacji, ponieważ władze próbowały później śledzić jej podróż. Jeden z nowo poznanych znajomych twierdził, że widział jak Karina wsiada do samochodu z grupą mężczyzn. Inny powiedział, iż dziewczyna oznajmiła, że wybiera się na prywatną imprezę. Ktoś przysięgał, że widział ją idącą ulicą tuż przed świtem. Gdziekolwiek Karina poszła tamtej nocy, wiadomo gdzie skończyła.

Jej tors został znaleziony nad ranem, w śmietniku na tej samej ulicy na której wcześniej się bawiła. Został odnaleziony  przypadkowo, przez bezdomnego, który rozdarł foliowy worek z nadzieją, że jego zawartością będą puszki. Tors nastolatki był nagi. Według biegłego z zakresu medycyny sądowej, precyzyjnie odpiłowany tuż nad biodrami. Co najbardziej zaskakujące w tej sprawie, był dokładnie wymyty. Ofierze zmyto nawet makijaż. Bezpośrednią przyczyną śmierci nastolatki było uduszenie. Drugiej części jej ciała, nigdy nie odnaleziono. Policja rozważała, że miało to na celu ukrycie istotnych dowodów tj. Molestowania seksualnego, albo wczesnej ciąży. Jedynym dowodem pozostawionym przez morderce, był pojedynczy odcisk palca, pozostawiony na foliowym worku. Mimo iż śledztwo w sprawie morderstwa młodej Szwedki, trwa już 22 lata, nadal nie ustalono do kogo należy.

5 lat przed śmiercią Karina Holmer napisała wiersz zatytułowany „Życie”

„(…)Najbogatszym darem, jaki kiedykolwiek otrzymałeś, jest ŻYCIE. Nie marnuj go, nie deptaj, ale trzymaj jak najwyżej w swoich rękach (…)”

 

 

Komentarze
Loading...