Let’s travel together.

Lipstick killer

0 1 189

North Kenmore Avenue to bardzo porządna dzielnica mieszkaniowa w Chicago, z otaczającym apartamenty parkiem dla dzieci i świetną komunikacją miejską. Jej położenie jest popularne zarówno wśród młodych rodzin jak i starszych mieszkańców z uwagi na bezpieczeństwo i tanie koszty utrzymania, atrakcyjne dla ludzi ze wszystkich środowisk. Ulica ta jednak nie zawsze była tak bezpieczna. W 1945 roku w mieszkaniu numer 4108, brutalnie zamordowano kobietę.

Był 5 czerwca, kiedy 44-letnia Josephine Ross została znaleziona martwa na podłodze jej mieszkania. Leżała w kałuży krwi, a zdemolowane mieszkanie wskazywało, że doszło w nim do walki. Kobieta została pchnięta nożem wiele razy, a wokół jej głowy owinięto sukienkę. Zwykle, gdy zabójca zakrywa twarz ofiary, sugeruje to, że odczuwają wyrzuty sumienia z powodu popełnionej zbrodni, która prawie zawsze jest rezultatem  impulsywnej przestępczości seksualnej.To morderstwo wydawało się inne. Nie było żadnych dowodów napaści na tle seksualnym, a śmierć była zdecydowanie wynikiem szalonego ataku. Policja znalazła kępę ciemnych włosów w dłoni Josephine, co oznaczało że zaciekle broniła się przed śmiercią. W pierwszej kolejności policja przesłuchała wszystkich byłych partnerów zamordowanej, jednak każdy z nich miał alibi. Chociaż mieszkańcy byli przerażeni perspektywą mordercy żyjącego w pobliżu, policja zapewniła ludzi, że nie ma się czym martwić i że pani Ross została zabita przez zaskoczonego włamywacza. Niestety sześć miesięcy później zabójca uderzył ponownie, a jego ofiarą padła rozwódka, Frances Brown. Kobieta została postrzelona oraz pchnięta nożem. Gdy sprzątaczka odkryła jej ciało, nóż wciąż tkwił w gardle ofiary. Na ścianie została napisana czerwoną szminką ponura wiadomość od mordercy. Poza tym zabezpieczono krwawy odcisk palca i spisano zeznania możliwego naocznego świadka. John Derick, konsjerż lobby, powiedział, że widział zdenerwowanego mężczyznę i usłyszał „możliwe strzały”, a wszystko to miało miejsce o godzinie 4 nad ranem. Biorąc pod uwagę brak technologii nadzoru w latach 40-tych, nie można było potwierdzić zeznań dozorcy.

Ostatnie znane morderstwo „szminkowego mordercy” było naprawdę szokującą zbrodnią przeciwko niewinnej, małej dziewczynce. Sześcioletnia Suzanne Degnan została porwana ze swojej sypialni w Edgewater w Chicago w styczniu 1946 roku. Jej okno w sypialni pozostawiono otwarte, a drewniana drabina wciąż była oparta o ścianę budynku. W tym czasie policja nie miała powodu sądzić, że jej porwanie było związane z poprzednimi morderstwami, ponieważ zabijanie małych dziewczynek nie pasowało do jego sposobu działania. Porywacz zostawił także wiadomość z żądaniem okupu. Działając w sposób anonimowy, detektywi udali się do kanału znajdującego się zaledwie przecznicę od rezydencji Degnan, gdzie odnaleźli ściętą głowę dziewczynki. Gdzie była reszta jej ciała? Śledczy stanęli przed ponurą perspektywą, że ktoś rozczłonkował małą dziewczynkę i niestety mieli rację. Jej tułów znaleźli w kanale burzowym, a obie nogi zostały porzucone w oddzielnych basenach. Jej maleńkie ramiona znaleziono miesiąc później w innym kanale. Odpompowana krew dziecka została odnaleziona w piwnicy pobliskiego budynku mieszkalnego.Ta zbrodnia była naprawdę przerażająca i bez zaawansowanej technologii kryminalistycznej ciężko było doprowadzić zabójcę do sprawiedliwości.

W desperackiej próbie złapania mordercy policja przesłuchała setki podejrzanych i przeprowadziła badania wariograficzne około 170 z nich. W kilku komunikatach prasowych twierdzili, że złapali zabójcę terroryzującego miasto Chicago, ale zawsze się mylili. Ostatecznie zwolniono wszystkich podejrzanych.W czerwcu 17-letni William Heirens próbował włamać się do mieszkania, kiedy został przyłapany przez woźnego. Z jakiegoś powodu policja uznała Heirensa za szminkowego zabójcę.Przesłuchania trwały sześć kolejnych dni. Odmawiano mu wody, jedzenia oraz adwokata, a dwóch psychiatrów podawało mu nawet Pentothal sodu (silny barbituran) bez jego zgody. Tortury doprowadziły go, do tego, że przyznał się do popełnienia wszystkich zbrodni, mimo iż nie wiązały go z nimi żadne dowody. W dniu sądu, 7 sierpnia 1946 roku Heirens wziął pełną odpowiedzialność za trzy morderstwa. W nocy 4 września Heirens próbował popełnić samobójstwo w swojej celi i zaplanował, że zbiegnie się to w czasie zmiany strażników więziennych. Odkryto go wiszącego na prześcieradle, jednak został odratowany.

„Wszyscy wierzyli, że jestem winny… Gdybym nie żył, uniknąłbym osądzenia przez prawo, a tym samym uzyskał pewne zwycięstwo. Ale nawet nie odniosłem sukcesu. … Zanim wszedłem na salę sądową, mój doradca powiedział mi, żebym po prostu wziął winę na siebie i zamknął usta. Nie mogłem się nawet bronić”. 

Następnego ranka ogłoszono wyrok: potrójne dożywocie. Kiedy oczekiwał na przewiezienie do więzienia w Stateville szeryf zapytał go czy mała Suzanne cierpiała. Heirens po prostu odpowiedział: Nie mogę Ci powiedzieć czy cierpiała, szeryfie Mulcahy. Nie zabiłem jej. Powiedz panu Degnanowi, żeby zadbał o swoją drugą córkę, bo ktokolwiek zabił Suzanne, wciąż tam jest”. Prawdopodobnie niewinny William Heirens spędził resztę życia w więzieniu. Zmarł z przyczyn naturalnych 5 marca 2012 roku. W 1994 roku Dolores Kennedy utworzyła zespół ekspertów kryminalistycznych, aby zbadać morderstwa i znaleźli kilka niespójności, z których najbardziej godne uwagi było to, że zeznania Heirensa nie w pełni odpowiadały dowodom. Pismo znalezione na ścianie i to w liście z żądaniem okupu różniło się od pisma Heirensa. Przed jego aresztowaniem policja szczególnie zainteresowała się dozorcą Hectorem Verburghiem. 65-letni Hector pochodził z Belgii i nie umiał pisać po angielsku. Mając to na uwadze, czy to nie dziwne, że policja go aresztowała i oskarżyła o morderstwa? Jak człowiek bez znajomości języka angielskiego może bazgrać tak wymownie napisaną notatkę na ścianie jego rzekomej ofiary? Na tym się nie skończyło. Podobnie jak Heirens, Hector był również poddawany ekstremalnym torturom. Przez dwa dni policja przesłuchiwała go i biła tak bardzo, że doznał urazu barku. Na nim jednak nie udało się wymusić przyznania do zbrodni, których nie popełnił. W następstwie tego co go spotkało pozwał Departament Policji w Chicago i otrzymał wysokie odszkodowanie. Przy tak okropnym zachowaniu ze strony policji można śmiało powiedzieć, że człowiek skazany za te zbrodnie nie był prawdziwym zabójcą, a jedynie kozłem ofiarnym. Prawdziwa tożsamość szminkowego zabójcy nigdy nie została odkryta

Komentarze
Loading...