Let’s travel together.

„Kasia znalazła się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej porze”- przerażająca zbrodnia wampira z Byczyny

0
Byczyna, niewielkie miasto w województwie opolskim. Oprócz ciekawych XV-wiecznych zabytków, miasto może poszczycić się opinią jednego z najstarszych miast na Śląsku. Jednym z najstarszych zabytków Byczyny jest kaplica cmentarna pod wezwaniem św. Jadwigi. Kaplica otoczona jest ze wszech stron grobami. W jednym w nich, spoczywa ciało Katarzyny G, pochowane tam 23 lata temu. Kasia G. miałaby dzisiaj 32 lata. Miałaby, gdyby 3 października 1996 roku, nie spotkała na klatce schodowej swojego sąsiada.

Dzień jak nie co dzień

Czwartek, 3 października, pod żadnym względem nie zapowiadał się nadzwyczajnie. Nawet pogoda dopisywała, jak wspominają mieszkańcy Byczyny: „było bardzo ciepło jak na jesień”. O godzinie 7.40, jak zwykle, 9-letnia Kasia, wyszła z domu do szkoły. Nic nie zwiastowało tragedii, która niebawem się rozegra.
Mama Kasi była spokojna o swoją córkę. Dziewczynka, oprócz tego, że była jedynym, długo wyczekiwanym i upragnionym dzieckiem, była również wzorową uczennicą, była grzeczna, nie opuściła jak dotąd ani jednego dnia w szkole, zbierała dobre stopnie. Kasia była oczkiem w głowie i dumą swoich rodziców.
Ale wróćmy do feralnego, jak się okaże, czwartku.
Dzień mijał jak zwykle, jednak około godziny 16, mama dziewczynki zaczęła się niepokoić. O tej porze, Kasia już dawno powinna była wrócić ze szkoły do domu. Nie wszczęła jednak wtedy alarmu bo przypomniała sobie, że jej mąż miał jechać do swojej chorej siostry i pomyślała, że Kasia pewnie pojechała z nim. Po powrocie męża, okazało się jednak, że Kasi z nim nie było. Wtedy uświadamiają sobie, że dziewczynka zaginęła.

Poszukiwania

Wieczorem tego dnia, Kasi szukało już całe miasto. W poszukiwaniach brali udział mieszkańcy Byczyny, policja, straż pożarna oraz harcerze z pobliskiego hufca. Rodzice szukali pomocy wszędzie.
Jasnowidz, do którego się zgłosili, był przekonany, że Kasia żyje.

– Została ogłuszona i przeniesiona do piwnicy domu z czerwonej cegły. Leży związana pod kartonami. Widzę długą ulicę… Pośpieszcie się! – powiedział.

Wskazówki jasnowidza zostały wzięte pod uwagę, nie dały jednak rezultatu.W piątek nikt w Byczynie nie uczył się, nie pracował. Ludzie przetrząsali lasy, zagajniki, szukali Kasi w stawach i gliniankach. Po dziewczynce śladu jednak nie było.
To było coś co się nie zdarzało. Nie w Byczynie. Miasteczko cieszyło się względnym spokojem, nie zdarzało się tu nic gorszego od pijackich kłótni i drobnych kradzieży. Dlatego też wyniki trwających ponad 2 dni poszukiwań, tak przeraziły i wstrząsnęły mieszkańcami Byczyny.

Znalezisko

W sobotę, 5 października, trójka harcerzy przyszła w okolice dzikiego wysypiska śmieci. Między chaszczami zobaczyli reklamówki poplamione krwią. Jeden z nich podszedł do siatek, zajrzał do środka i momentalnie zasłabł.

– W jednej reklamówce była głowa dziewczynki, w drugiej ręce i nogi – opowiada.
Później znajdowano kolejne części ciała 9-latki. Były porozrzucane po okolicy i poupychane w foliowych workach.
– Wszyscy baliśmy się wychodzić z domu. Również nastolatkowie, a nawet dorośli. Dzieci do szkoły odprowadzali rodzice, a po zmroku nikt nie wychodził na zewnątrz. Taki był strach przed wampirem – opowiada jeden z mieszkańców Byczyny.

Wampir

Sprawcę tej potwornej zbrodni szybko okrzyknięto „Wampirem z Byczyny”.
Krzysztof Pańków, urodzony 24 stycznia 1966 roku, był raczej bezkonfliktowym mieszkańcem Byczyny. Samotny, bezdzietny kawaler, pracował wcześniej w zakładzie pogrzebowym, gdzie zajmował się oporządzaniem zwłok przed pochówkiem.
Państwo G.(rodzice Kasi) mieli z nim dość dobre stosunki. Był ich najbliższym sąsiadem, mieszkali ze sobą „drzwi w drzwi”. Miał problemy finansowe i w tej biedzie pomagali mu często właśnie rodzice Kasi. Czasem pożyczyli pieniądze, innym razem podrzucili coś do jedzenia. Mieszkanie Krzysztofa było zresztą ich starym mieszkaniem – zamienili się, on dał im większe, oni mu mniejsze. Dzięki tej zamianie, Kasia miała więcej miejsca na swoje dziecięce sprawy. Zaprosili też Krzyska na komunię dziewczynki. Najadł się, napił, życzenia złożył.

This slideshow requires JavaScript.

Sąsiedzka współpraca

W dniu zaginięcia, gdy rodzice wraz z policją poszukiwali dziewczynki, odwiedzili wszystkie mieszkania w sąsiedztwie. Krzysztof bez oporu, otworzył szeroko drzwi aby wszyscy mogli zajrzeć do środka, powiedział im, że niestety, nic nie wie w tej sprawie. Sąsiedzi zerknęli do środka ale niczego nie zauważyli, tym bardziej, że w mieszkaniu panowała ciemność ponieważ Krzysztofowi wyłączono prąd. Przyjmując słowa Krzysztofa za prawdę, ruszyli w dalsze poszukiwania.
Jak się później okaże, w tym właśnie, ich byłym mieszkaniu, znajdowała się ich córka, od kilku już godzin martwa, poćwiartowana i spakowana do reklamówek.

Szaleństwo wampira

Feralnego czwartku, przed godziną 8, gdy dziewczynka opuściła swoje mieszkanie, spotkała na klatce schodowej, podpitego Krzysztofa Pańków. Pewnie zamienili kilka słów zanim sąsiad wciągnął dziewczynkę do swojego mieszkania.
Tę drastyczną zbrodnię zaczął od duszenia paskiem, potem brutalnie ją zgwałcił, prawdopodobnie dziewczynka już nie żyła. Po osiągnięciu satysfakcji przyszła pora na sprzątnięcie bałaganu i pozbycie się ciała. W tym celu wampir rozkawałkował zwłoki dziewczynki.

– Potem zaniósł jej zwłoki do łazienki i w wannie zaczął ćwiartować kuchennym nożem i piłką do metalu. Zrobił to podobno dlatego, bo gdzieś wyczytał, że tak najłatwiej pozbyć się zwłok – mówił jeden z policjantów pracujących przy sprawie.

Mieszkańcy bardzo szybko domyślili się, kto jest sprawcą tej bestialskiej zbrodni. Przypomnieli sobie, że kiedy oni szukali dziewczynki, Pańków biegał po mieście z reklamówkami w rękach.

Zatrzymanie

Policjanci zatrzymali Krzysztofa w jego mieszkaniu. Musieli szybko wepchnąć go do radiowozu, licznie zgromadzeni na miejscu mieszkańcy chcieli go zlinczować. Na przesłuchaniu, mężczyzna przyznał się do winy i wyjawił, że tułów dziecka zakopał w pobliżu silosów SKR w Jaśkowicach. Jak opowiada, w drodze do celu, zmęczył się jednak i podszedł do kiosku i kupił sobie piwo. Obok stali inni, niczego nieświadomi ludzie, a on spokojnie sączył trunek, mając przy nodze torbę z kawałkami zwłok Kasi.
Spytany przez pewnego dziennikarza, podczas wywiadu, Pańków odpowiada na pytanie, jak on sam wspomina to morderstwo:
Pańków: „Śnił się kiedyś panu koszmar?”
Dziennikarz: „Czasem ludzie mają koszmarne sny”
Pańków: „To proszę to pomnożyć przez milion to otrzyma pan obraz tego co tam się stało”.

Podczas wywiadu, stwierdził, że był w tym czasie w kiepskim stanie psychicznym i mógł zamordować każdego. – Stało się najgorsze, że to było dziecko – powiedział. Dodał również:

„Kasia znalazła się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej porze”.

Ostatnie pożegnanie

Na cmentarz w Byczynie w ostatniej drodze Kasi towarzyszyło trzy tysiące osób. Był nawet biskup kaliski, dwunastu księży, a trumnę z ciałem nieśli harcerze. Żałoba pogrążyła całe miasto, nic już nie było takie jak wcześniej… Na szkole, w której dziewczynka raptem zaczęła trzecią klasę, jeszcze długo wisiała biało-czerwona flaga z kirem. W sobotę, w dniu odnalezienia szczątków Kasi, w Byczynie odwołano wszystkie imprezy.

Zaciśnięte piąstki

Pracownik domu pogrzebowego, który zajmował się przygotowaniem zwłok do pochówku, zrobił co w jego mocy by połączyć części ciała Kasi w jedno. Z jedną rzeczą jednak nie umiał sobie poradzić, były to ręce dziewczynki. Przed śmiercią dziewczynka czuła taki ból, że zaciskała dłonie tak mocno, że paznokcie wbiły się głęboko w mięso. Wbiły się tak silnie, że z powodu pośmiertnego stężenia nie udało się rozprostować jej palców. Z tak zaciśniętymi piąstkami spoczęła w trumience.
Dziewczynkę pochowano w białej sukience z pierwszej komunii świętej, w tej samej w której przyjmowała życzenia od Krzysztofa Pańków…

Wyrok

Krzysztof Pańków został oskarżony o zgwałcenie ze szczególnym okrucieństwem oraz morderstwo. 28 sierpnia 1997 roku zapadł wyrok, w którym za pierwszy z czynów został skazany na 8 lat pozbawienia wolności oraz 5 lat pozbawienia praw publicznych, z kolei za drugi otrzymał dożywotnie pozbawienie wolności oraz 10 lat pozbawienia praw publicznych. Orzeczona kara łączna za wszystkie czyny to dożywotnie pozbawienie wolności oraz pozbawienie praw publicznych na 10 lat.

Przed odczytaniem wyroku oskarżony w swojej mowie końcowej powiedział:
– Nie mogę prosić ludzi o cokolwiek dla siebie, więc zwracam się do sądu o sprawiedliwy wyrok. Proszę o wymierzenie kary śmierci.
Rodzice Kasi, również dopominali się kary śmierci dla Wampira z Byczyny:
– Miałam w życiu tylko jeden kwiat – mówiła łamiącym się głosem matka.

– Ten kwiat potrzebował opieki, potrzebował troski. Nie potrafił się bronić. Został w brutalny sposób zaatakowany, zniszczony i rozrzucony po polach. Dlatego domagam się jak najwyższego wymiaru kary i żeby ta kara ustrzegła te wszystkie kwiaty, które jeszcze są, jeszcze cieszą nasze oczy. Bo moich oczu już nic nie ucieszy.

Wyrok nie uprawomocnił się gdyż oskarżony i jego obrońca złożyli apelację, w której wnieśli o łagodniejszy wymiar kary. Adwokat uznał między innymi, że Sąd Wojewódzki w Opolu wydał wyrok pod naciskiem opinii publicznej.

Odwołanie

Sąd Apelacyjny we Wrocławiu uznał jednak, że nie ma podstaw, by tak twierdzić i utrzymał wyrok w mocy. Podkreślił także, że fakt, iż od zgwałcenia do zabicia Kasi minęły około dwie lub trzy godziny, dowodzi, że oskarżony miał czas na przemyślenie swojego postępowania i dalszych zamiarów. Sąd uznał, że mimo tego, iż Pańków nie był wcześniej karany za zbrodnie na tle seksualnym, są nikłe szanse na jego resocjalizację i sprawia potencjalne zagrożenie dla społeczeństwa.

Opuszczając sprawę rozpraw, mama Kasi powiedziała:
– Jedna rzecz mnie tylko pociesza, że jego ręka nie dotknie już więcej żadnego dziecka!
Wyrok uprawomocniono dopiero w marcu 1998 roku.
Krzysztof Pańków odsiaduje swój wyrok w Zakładzie Karnym nr 2 w Strzelcach Opolskich, w jednym z najcięższych więzień w kraju. Pańków figuruje w Rejestrze Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym.

 

Autor: KaPaMa
Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.