Let’s travel together.

Ćwiartował zwłoki i mieszkał z rozkładającymi się ciałami. Seryjny morderca z Katowic

0 1 166

Był jednym z najsławniejszych polskich seryjnych zabójców. Uchodził za przystojnego i z łatwością podrywał kobiety. Jego koledzy z huty „Baildon” nie mogli uwierzyć, że grzeczny i schludny Boguś Arnold to zwyrodnialec.

Stara, czteropiętrowa kamienica przy ul. Dąbrowskiego 14. Małe pomieszczenie na strychu było kiedyś pralnią, potem przerobiono je na lokal zastępczy. Zajął go młody mężczyzna, z zawodu elektryk . Opowiadał, że jest rozwodnikiem i musi na nowo układać sobie życie, bo został z niczym. Sąsiedzi go rozumieli i nawet mu współczuli.

Ale mało kto wiedział, że 34-letni Bogdan Arnold rozwodził się już trzy razy z własnej winy. Żony oskarżały go o ataki agresji. Wyznał potem, że pierwszą żonę otruł, drugiej pozwolił odejść cało, ale trzeciej nienawidził. Nie udało się sprawdzić, czy naprawdę otruł jedną z żon. I ile w ogóle zabił kobiet. Oskarżono go o cztery zabójstwa.

Koledzy mówili, że jest uczynny, chociaż skryty. Był też elegancki. Dbał o siebie, to fakt. Milicja znalazła obok balii z rozkładającym się ciałem jego niedawno używane kosmetyki do golenia. Mieszkał z zamordowanymi kobietami przez kilka miesięcy. Ale gdy latem stało się to już niemożliwe, wyprowadził się nie wiadomo gdzie.

Rój much wokół okien na poddaszu zaniepokoił sąsiadów. Bali się o Arnolda. Milicja musiała wzywać straż pożarną, żeby dostać się do środka. Kiedy wybito okna, nie było już pytań. Chodziło tylko o to, ile jest ofiar, kim są i jak straciły życie. Już pod parapetem znaleziono zwłoki młodej kobiety, ubranej w sukienkę. Na jej szyi ktoś zacisnął pętlę z pończochy. Zginęła dwa tygodnie temu. Na skrzyni obok leżały kolejne zwłoki kobiety, miała około 40 lat. Zaduszono ją kablem, cztery miesiące temu.

W wannie znaleziono jeszcze jedno ciało, kobieta nie miała głowy i nóg. Zginęła prawie w tym samym czasie, co druga ofiara. Głowę odkryto w kotle do prania bielizny. Czwarte zwłoki również leżały w wannie. Około 30-letnia kobieta zginęła pół roku temu.

Morderca bardzo chciał pozbyć się zwłok. Ale to było trudne. Rąbał ciała na kawałki; część rozgotował, próbował spalić, rozpuścić w chlorku, wyrzucić na śmietnik. Resztę poupychał gdzie się dało. Latem 1967 roku muchy i smród stały się nie do wytrzymania.

Lokatora szybko znaleziono na hałdach huty Silesia. Postanowił przyznać się do zabójstw już na pierwszym przesłuchaniu. Dlaczego zabijał? Bo przez nieudane małżeństwa nienawidził kobiet. Poza tym uważał, że kobiety poznane nocą w barze, pójdą z nim do łóżka z miłości. Uważał, że jest atrakcyjny. A kiedy chciały pieniędzy, wpadał w złość, dusił je i bił. Kiedy już wymierzył im karę, miał kłopot. Zostawały mu trupy. Tłumaczył, że jakoś musiał sobie radzić.

Proces był krótki. Nie chciano zagłębiać się w kwestię, czy Bogdan Arnold był poczytalny czy też nie. Wzięto pod uwagę, że w pracy przecież był normalny. Sąd Wojewódzki w Katowicach uznał go więc za winnego i skazał na karę śmierci. Rada Państwa nie skorzystała z prawa łaski.

– Żałuję jedynie tego, że nie zabiłem trzeciej żony – powiedział w ostatnim słowie.

Tylko przez chwilę okazał ludzkie uczucia, gdy przed śmiercią poprosił o zdjęcie matki. Wyrok wykonano w grudniu 1968 roku.

źródło: wRealu24.pl

Komentarze
Loading...