Let’s travel together.

Zabójca nie próbował ukryć ciała, co wskazywało na to, że chciał aby je odnaleziono

0 1 323

Późnym wieczorem w poniedziałek 14 grudnia 1931 roku Pan Charles Page poinformował policję w Notting Hill o zaginięciu swojej 10-letniej córki Very. Nieśmiała, dobrze wychowana dziewczynka nie mogła uciec z domu. Ostrzegano ją także by nigdy nie rozmawiała z nieznajomymi i była ostrożna w kontaktach z dorosłymi. Vera nigdy nie spędziła nocy poza domem i nie mogła się doczekać świąt. Ostatni raz dziewczynka była widziana przez matkę wkrótce po tym, jak wróciła do domu ze szkoły o 16:30 tego popołudnia. Z zachwytem pokazała nowe certyfikaty, które otrzymała w szkole za wybitne umiejętności w zajęciach pływackich. Poprosiła mamę czy może pokazać je cioci. Dom jej ciotki znajdował się zaledwie kilka minut spacerem, dlatego mama wyraziła zgodę, a córka obiecała wrócić z powrotem na godzinę 17:30. To, że Vera dotarła do domu ciotki, jest pewne. Z dumą pokazała jej dyplomy, po czym udała się w drogę do domu. Ostatnia potwierdzona obserwacja dziewczynki miała miejsce pod apteką w pobliżu jej domu. To właśnie tam widział ją szkolny kolega, według którego Vera stała sama trzymając w ręku teczkę i patrzyła na witrynę sklepową, w której umieszczone zostały zestawy kosmetyczne. Według kolegi, opowiadała w szkole, że planowała kupić rodzicom kosmetyki na święta.

Około czterdziestu godzin później, w zimny poranek 16 grudnia, ciało młodej, ciemnowłosej dziewczynki zostało odkryte milę dalej. Zabójca nie próbował ukryć ciała, co wskazywało na to, że chciał aby je odnaleziono. Pamiętając o złożonym dwa dni wcześniej raporcie dotyczącym zaginionego dziecka, śledczy bez wstępnej identyfikacji mieli już pewność do kogo należy ciało. Nie trzeba też było czekać na raport z autopsji by wiedzieć, że Verę przed śmiercią zgwałcono. Jej majtki zostały rozerwane, a narządy płciowe były pokryte zaschniętą krwią. Wiadomo było także, że morderca porzucił ciało dziecka na chwilę przed jego odnalezieniem. Przez dwa dni padał ulewny dziesz, a ubranie Very wchłonęło tylko niewielką ilość wilgoci, i to od spodu. Ponadto, biorąc pod uwagę lokalizację publiczną, w której znaleziono ciało, było oczywiste, że dziewczyna została zabita gdzie indziej – prawie na pewno w pobliżu. Co ciekawe, jej płaszcz był poplamiony woskiem świecy i pyłem węglowym co sugeruje, że dziewczynka była przetrzymywana w miejscu bez elektryki, ogrzewanym węglem i oświetlanym świecami. Jeszcze ciekawsze jest to, że w momencie w którym podnoszono zwłoki, z łokcia Very odpadł plaster z opatrunkiem. Dziesięciolatka nie miała, żadnych ran ani zadrapań, więc plaster musiał należeć do zabójcy. Opatrunek pachniał silnie substancją chemiczną przypominającą amoniak. Sekcje zwłok dziecka przeprowadzono w tym samym dniu. Autopsja dowiodła, że dziewczynka została zabita poprzez uduszenie 24 godziny przed odkryciem jej ciała, a przed morderstwem została zgwałcona w sposób bardzo brutalny. Ponadto jej ciało było przetrzymywane przed jego porzuceniem w pobliżu źródła wytwarzającego ciepło. Opatrunek został przebadany przez patologa, który potwierdził, że przedmiot został wykonany z materiału dostępnego w wielu sklepach na terenie całego kraju i rzeczywiście został nasączony amoniakiem, a użyty został do opatrywania ropiejącej rany.

Oczywiście zabójstwo małej Very było szeroko nagłaśniane i wzbudzało silne oburzenie społeczeństwa. Biorąc pod uwagę znane ruchy Very wieczorem, gdy zniknęła, w połączeniu ze znajomością jej charakteru i faktu, że jej ciało musiało być ukryte w ogrzewanym miejscu w rozsądnej odległości od miejsca znalezienia, policja przeprowadziła dochodzenie od drzwi do drzwi zarówno w Notting Hill, jak i Kensington. 17 grudnia kobieta mieszkająca w pobliżu miejsca odnalezienia ciała przyniosła na policję czerwony berecik, podarte przemoczone papiery i kikut świecy. Matka Very potwierdziła, że berecik należał do jej córki. Wśród podejrzanych był 40-letni pracownik pobliskiej pralni. Percy Orlando Rush swobodnie przyznał, że znał małą Verę, ponieważ jego rodzice zamieszkiwali ten sam budynek co rodzina Page. Zeznał, że rzadko rozmawiał z dziewczynką, ale często widywał ją bawiącą się na podwórku. Zaprzeczył jakiemukolwiek udziałowi w zabójstwie, a wszystkie dowody przedstawione poniżej były poszlakowe, wskutek czego nigdy nie oskarżono go o morderstwo. Policja odkryła, że  mężczyzna pasujący do opisu Percy’ego został zauważony pośpiesznie pchający taczkę rano 16 grudnia, w pobliżu miejsca, gdzie później tego ranka znaleziono zwłoki. Ta taczka była przykryta czerwonym suknem. Co najważniejsze,  miał on ropiejącą ranę na palcu lewej ręki, i nie była ona zabezpieczona opatrunkiem. Zapytany o to przyznał, że 9 grudnia zranił palec w pracy i tak od tej daty nosił dwa oddzielne opatrunki na ranie, aż do dnia 12 grudnia, kiedy to nie nałożył opatrunku chcąc by rana szybciej wyschła, zmniejszając ryzyko zarówno bólu, jak i infekcji spowodowanej przez amoniak, na który był narażony, piorąc flanele w pralni, w której pracował. Zapytany o to co robił 14 grudnia wieczorem, odparł, że jego żona była w odwiedzinach u swojej schorowanej matki, a on nie chcąc wracać po pracy do pustego domu do późnych godzin wieczornych spacerował i odwiedzał okoliczne sklepy. Pomimo wątpliwej – w pewnym sensie wygodnej – relacji co do jego ruchów, jego własne oświadczenie stworzyło decydujący, wolny okres, zbiegający się dokładnie z czasem, w którym Vera opuściła dom ciotki i była ostatnio widziana przez przyjaciela. Rush został zwolniony z aresztu policyjnego w oczekiwaniu na dalsze dochodzenie.

21 grudnia na policję zgłosił się świadek, który zeznał, że rankiem kiedy odnaleziono ciało Very, drzwi do pobliskiej szopy w której składowano węgiel były uchylone. Śledczy udali się z nakazem przeszukania do domu Rush’a mając nadzieję na znalezienie kluczowego dowodu, czyli opatrunku, który można by było dopasować do tego znalezionego przy ciele dziecka. Nie znaleziono niczego, a sam Rush z ironicznym uśmiechem na twarzy przyznał, że materiały opatrunkowe spalił. Chociaż istniały dowody poszlakowe wskazujące na jego winę policja nie mogła znaleźć żadnego dowodu fizycznego by ostatecznie połączyć go z morderstwem. Proces rozpoczął się 10 lutego 1932 roku i już po kilku minutach wydano oświadczenie : ” Nie ma żadnego bezpośredniego dowodu. To tylko poszlaki, które nie są wystarczające by oskarżyć tego mężczyznę o zabójstwo dziewczynki. Na chwilę obecną zabójca Very Page pozostaje nieznany”
Tak niestety pozostało do tej pory. Nikt nigdy nie odpowiedział za morderstwo dziecka.

 

Komentarze
Loading...