Let’s travel together.

Zabiła swoje dzieci, ponieważ przeszkadzały jej w spotkaniach z klientami.

0 5 571
23-letnia Louise Porton, oferowała swoje usługi seksualne klientowi, podczas gdy jedno z jej dzieci leżało umierające w szpitalu. Kobieta śmiejąc się mówiła: "Miałam dwie, teraz będzie jedna" na chwilę przed śmiercią swojej córki. Samotna matka udusiła trzyletnią Lexi Draper w styczniu 2018 roku, a dwa tygodnie później zabiła 16-miesięczną Scarlett Vaughan.

Początkująca modelka Louise Porton, została uznana winną popełnienia dwóch morderstw. Podczas rozprawy przysięgli usłyszeli, jak Porton zabiła swoje dzieci, ponieważ "przeszkadzały jej w robieniu tego, co chciała, kiedy chciała i z kim chciała."

Żywioł matki

Louise codziennie spędzała długie godziny rozmawiając z mężczyznami na portalach randkowych takich jak MeetMe i Badoo. Gdy kobieta wybierała się na spotkanie z klientem, zazwyczaj oddawała swoje dzieci pod opiekę bliskich.
Bywały także sytuacje, że dzieci były obecne w domu podczas gdy matka spędzała czas z mężczyznami. Pewnego razu, Louise powiedział jednemu z klientów, że "mogą uprawiać seks we wspólnym pokoju, w obecności jej dzieci".
Innego razu kobieta uprawiała seks w furgonetce, kiedy jej małe dzieci spały w domu.

Modelka

Louise działała na stronie internetowej PurplePor, pod pseudonimem "Lollypop", gdzie specjalizowała się w sesjach erotycznych, cosplay i glamour.
Kobieta chwaliła się tym, że była "otwarta na wszelkiego rodzaju sesje zdjęciowe", zgadzała się na wszystko. Pisała o sobie: "Jestem łatwą osobą, z którą łatwo się dogadać i jestem niezawodna."

Fakt, że jej córka przebywała w szpitalu, w bardzo ciężkim stanie, nie był w stanie odciągnąć młodej matki od pracy a okazję łapała dosłownie wszędzie. Podczas pobytu małej Lexi w szpitalu, Louise nawiązała nową znajomość ze szpitalnym ochroniarzem, z którym wymieniała wiadomości i oferowała uczestnictwo w erotycznych sesjach zdjęciowych.

Próby

W nocy 2 stycznia 2018 roku, Porton zadzwoniła pod 111, twierdząc, że jej trzyletnia córka Lexi dostała ataku i przestała oddychać. Kobieta zabrała córkę do szpitala, gdzie pozostała przez noc pod okiem lekarzy, a następnego dnia jej stan się ustabilizował i pozwolono dziewczynce wrócić do domu. Wczesnym rankiem 4 stycznia, Porton zadzwoniła pod numer 999, twierdząc, że Lexi znowu przestała oddychać. Sanitariusze przybyli pod wskazany adres, gdzie dokonano udanej akcji ratowniczej, ale Lexi została zabrana do szpitala na dokładniejsze badania.
Lekarze wierzyli wówczas, że dziewczynka miała infekcję dróg oddechowych. Podano jej antybiotyki i wypisano do domu 8 stycznia.

Podczas późniejszego śledztwa policja odkryje, że ​​8 stycznia Porton czytała artykuł w internecie zatytułowany „Mężczyzna popełnia samobójstwo przez zaklejenie ust klejem superglue”. Tego samego dnia szukała w swoim telefonie informacji: „Czy rzeczywiście można umrzeć, jeśli zatka się nos i zaklei usta taśmą?”

Jeden problem z głowy

Po południu 14 stycznia, Louise udała się z dwójką swoich dzieci i siostrą Karen do Brewers Fayre w Rugby. Wróciły do domu o godzinie 19:00. Tego samego dnia, około godziny 23:00, kobieta wyszukiwała w telefonie informacje na temat czasu, po jakim ustają funkcje życiowe organizmu oraz jak długo po utonięciu można reanimować człowieka. Wczesnym rankiem 15 stycznia Porton ponownie zadzwoniła pod numer 999. Tym razem Lexi nie oddychała. Przybyli na miejsce lekarze stwierdzili zgon. Jej skóra była "blada, a usta niebieskie" co sugerowało stężenie pośmiertne - a co za tym idzie, dziewczynka nie żyła już od jakiegoś czasu, prawdopodobnie kilku godzin.

Ostateczne uwolnienie

29 stycznia Porton przeniosła się do hotelu Rugby, a następnego dnia wraz ze swoją siostrą i Scarlett wzięła udział w spotkaniu z firmą pogrzebową, aby omówić przygotowania pogrzebu Lexi. Kiedy organizator pogrzebu na krótko wyszedł z pokoju, usłyszał jak Louise śmieje się rozmawiając z jakimś mężczyzną przez telefon.

1 lutego Louise widać na nagraniu monitoringu, kiedy opuszcza hotel ze Scarlett w ramionach, a następnie wsiada do samochodu i rusza. Jakiś czas później, zatrzymała się na stacji paliw, gdzie niespiesznie zatankowała paliwo. Następnie pojechała do centrum handlowego w Rugby, skąd wykonała telefon pod numer alarmowy i oświadczyła, że jej córka nie oddycha. Louise utrzymywała, że podczas gdy dziewczynka spała, ona odkryła plamy krwi na jej poduszce. Scarlett zabrano do szpitala, gdzie chwilę po przybyciu została uznana za zmarłą.

Dawałam im wszystko, czego chciały

Śmierć obu dziewczynek nastąpiła na skutek uduszenia mechanicznego, ale Porton wielokrotnie zaprzeczała, jakoby miała coś wspólnego z ich śmiercią, powtarzała: "Dlaczego miałbym zabijać własne dzieci?" Dodała: "Moje dzieci nigdy nie były dla mnie ciężarem, a ja pogodziłam się z moim stylem życia z nimi".
"To prawda, że życie samotnej matki było trudne pod względem finansowym, ale nigdy nie prosiłam nikogo o pieniądze".
Podczas procesu Porton nadal starała się pokazać, że jest dobrą matką i twierdziła, że nigdy nie żałowała, że ma Lexi i Scarlett, których ojcu zakazano kontaktu z nimi.
Powiedziała: "Zabierałam ich do różnych miejsc, bawiłam się z nimi w parku i starałam się dać im wszystko, czego chciały."
Ale była właścicielka domu, w którym mieszkała Louis, Leigh-Anne Bradley, przedstawiła zupełnie inny obraz matki, która przy każdej okazji pozbywała się swoich dzieci. Powiedziała też, że Louise krzyczała i przeklinała na swoje dzieci w tych "rzadkich" momentach, kiedy sama się nimi opiekowała. Pani Bradley dodała: "One płakały i nie zawsze robiły to, o co ich prosiła. Mówiła im wtedy, żeby się zamknęły, albo dawała im coś, żeby przestały płakać."

Proces

Otwierając sprawę, prokurator Oliver Saxby QC powiedział: "Tych dwoje dzieci przeszkadzało jej w robieniu tego, co chciała, kiedy chciała i z kim chciała."
Z dowodów zebranych przez policję jasno wynika, że ​​Porton dwukrotnie próbowała zabić swoją starszą córkę córkę, zanim jej ostatecznie się to udało.

Sędzia podczas rozprawy powiedział „To były niewinne, małe dzieci, które były bezbronne i powinny móc polegać na matce, która je chroniła i wychowywała - Ale zamiast tego, odebrałaś im ich młode życie." Po czym dodał: „Tak czy inaczej wycisnęłaś życie z każdej ze swoich córek i dzwoniłaś po pogotowie dopiero wtedy, gdy wiedziałaś, że nie żyją. Jestem pewien, że w chwili śmierci zamierzałaś zabić każdą ze swoich córek. Dlaczego to zrobiłaś, wiesz tylko ty."

Sędzia był przekonany, że ​​Porton była odpowiedzialna za wydarzenia prowadzące do wcześniejszych przyjęć Lexi do szpitala w dniach 2 i 4 stycznia.

Louise Porton została skazana na dożywocie, z możliwością wcześniejszego zwolnienia po 32 latach.

Ojciec

Obecny podczas procesu, ojciec dziewczynek, Chris Draper, po zapadnięciu wyroku powiedział, że "jedynym pocieszeniem" jest to, że dziewczynki są tam razem. „Nienawidzę Louise. Żadna kara nie jest wystarczająca”.

Chris Draper zorganizował piękny pogrzeb dla dziewczynek. Wynajęto powóz ciągnięty przez białe konie, który wiózł ich malutkie trumienki do miejsca ich ostatecznego spoczynku.

Matka Louise, Sharon, zmarła w lutym 2020 roku. Kobieta odebrała sobie życie nie mogąc pogodzić się z faktem, że jej córka zamordowała z premedytacją swoje dzieci.

Po skazaniu córki, Sharon powiedziała: „Coś w jej głowie pękło. Stała się potworem, moja cudowna mała dziewczynka. Nie jest już tą szczęśliwą, kochającą dziewczyną, którą wychowałam. Nie uważam jej już za swoją córkę."

 

Autor: Kasia Magierska
Komentarze
Loading...