Let’s travel together.

Wymordował całą rodzinę – Francuski morderca, który zrodził się z kłamstwa

1

Historia morderstwa, którego dokonał francuz Jean- Claude Romand, została opisana w książce, która obecnie uchodzi za bestseller. Na jej podstawie, nakręcono również film. Nic w tym dziwnego, ponieważ ta zbrodnia, wstrząsnęła całą Francją. Oto sprawa mordercy, który zrodził się z kłamstwa.

Wybitny lekarz…

Urodzony w 1954 r. We Francji Jean, od zawsze marzył o tym aby w przyszłości zostać wybitnym lekarzem, dlatego też jako kierunek studiów obrał medycynę. Na dyplom jednak nie miał szans, ponieważ zamiast na uczelni, wolał spędzać czas w swoim pokoju, w akademiku. Nie przeszkadzało mu to w dalszym sprawianiu wrażenia, że studiuje. W dni egzaminów pojawiał się na uczelni jak wszyscy studenci, mając nadzieję, że przez stres zapomną, że w rzeczywistości został oblany. Dzięki swojemu sprytowi, jego przyjaciele myśleli, że skończył studia tak jak oni.

To był dopiero początek zawiłej sieci kłamstw, w którą Jean owinął później swoich najbliższych. Przez 18 lat żona mężczyzny, jego dzieci jak i rodzice, myśleli, że jest sławnym lekarzem specjalizującym się w leczeniu miażdżycy. Wierzyli także, że pracuje w WHO (Światowa Organizacja Zdrowia) i utrzymuje dobre stosunki na arenie politycznej. Jak tego dokonał?

Praca

Każdego ranka całował żonę i dzieci na pożegnanie i wychodził z domu do „pracy”. W rzeczywistości wcale nie jeździł do Genewy, ale w okolice granicy między Francją i Szwajcarią i sprawdzał informacje z bieżącej działalności WHO, by w ten sposób serwować swoim bliskim kolejne kłamstwa. Czasami zdarzały się także „podróże służbowe” do dalekich krajów, z których zawsze wracał bogatszy w doświadczenia i wiedzę. Jego rzekoma podróż odbywała się na  lotnisku, gdzie spędzał kilka dni w pokoju hotelowym, studiując czasopisma medyczne i przewodniki turystyczne.

Wyłudzacz

Jednym z problemów związanych z wyimaginowaną pracą jest to, że zarabia się w wyimaginowanych pieniądzach. Skąd więc Jean brał fundusze na utrzymanie swojej rodziny? Otóż w tajemnicy przed wszystkimi, sprzedał mieszkanie, które w młodości kupili mu rodzice. Pieniądze brał także od wszystkich krewnych, którzy polegali na jego zapewnieniach, że inwestuje je w różne przedsięwzięcia. Utrzymywała go także kochanka. Tak to było kolejne kłamstwo „doktora”. Kiedy wieczorami mówił żonie, że jedzie spotkać się z kolegami ze studiów, spędzał czas z nią. Łącznie, przez te wszystkie lata, wyłudził od bliskich 2,5 miliona franków.

Teść

Jean-Claude Romand był zdecydowany zrobić wszystko, aby dotrzymać kroku swojemu kłamstwu, które wkrótce zaczęło wychodzić na jaw. Najpierw w 1988 r. Jego teść chciał wycofać część zainwestowanych pieniędzy. 2 tygodnie później zginął w wypadku. Mężczyzna spadł ze schodów, czego oczywiście jedynym świadkiem był Jean. Chociaż nigdy nie udowodniono mu, że był odpowiedzialny za śmierć teścia, biorąc pod uwagę późniejsze wydarzenia, można domniemywać, że to on zepchnął go ze schodów. W ten sposób nie tylko rozwiązał problem pożyczki, ale także zyskał. Teściowa po śmierci męża, przeniosła się do mniejszego mieszkania, pozostawiając dom córce.

Po cienkim lodzie

Cztery lata później o zwrot pieniędzy poprosiła kochanka, a kiedy Jean zwlekał, zaczęła mieć wątpliwości, dlatego też postanowiła sprawdzić listę pracowników WHO, na której nie znalazła nazwiska Romand. Ten wówczas zrozumiał, że niedługo zostanie całkowicie zdemaskowany, a rodzina dowie się, iż przez 18 lat ich oszukiwał. Nie było czasu, musiał działać.

Morderstwa

Nocą 9 stycznia 1993 r. Pobił swoją żonę na śmierć, co uczynił w ich sypialnianym łóżku, wałkiem do ciasta. Następnie zachowywał się tak jakby nic się nie stało. Obmył wałek z krwi i schował go do szuflady, a następnie położył się obok zakrwawionych zwłok i zasnął. Następnego dnia opiekował się swoimi dziećmi: karmił je, oglądał z nimi bajki, tylko po to by na wieczór podać im sok z barbituranami i zastrzelić podczas snu. Następnego dnia odwiedził swoich rodziców. Zastrzelił swojego ojca, a potem matkę. Nie oszczędził nawet psa.

Po wszystkim uciekł z miejsca zbrodni i skierował się do domu, gdzie zażył tabletki nasenne i rozniecił ogień. Został uratowany przez strażaków i trafił do aresztu gdzie przyznał się do winy. W 1996 r. Za pięć morderstw został skazany na dożywocie z możliwością zwolnienia warunkowego po 22 latach. W 2019 r. Wyszedł na wolność.

Autor, Dorota Ortakci

This slideshow requires JavaScript.

1 komentarz
  1. Anna mówi

    Serio? Za 5 zabójstw wyszedł po 23 latach? Jakoś ciężko mi w to uwierzyć :/

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.