Let’s travel together.

Wtedy miałem w głowie myśl, że kogoś zabiję, że to będzie jego ostatnia podwózka…

0 2 479

16 letni Marcin z Podhalańskiej wsi, był lubianym i wesołym chłopcem. Uwielbiał jazdę na nartach oraz kochał konie. Udzielał się w Ochotniczej Straży Pożarnej, a w przyszłości chciał zostać strażakiem. Latem dorabiał jako fiaker na Gubałówce. Mimo, że Marcin nie był prymusem, nikt nigdy nie powiedział o nim złego słowa. Nastolatek nie wdawał się w bójki i wiódł spokojne życie.

10 sierpnia 2014 roku, odbywał się coroczny festyn straży pożarnej. Marcin wybrał się na tą imprezę wraz z rodzeństwem. Wydarzenie miało miejsce kilkaset metrów od ich domu.

„Dzwoniłam do Marcina około 1:30, ale nie odbierał. Wtedy zadzwoniłam do córki Ani. Odebrała i powiedziała, że syn  dobrze się bawi, że wszystko jest w porządku i że niedługo wracają do domu.”– opowiadała mama.

Jednak kobieta nie mogła zasnąć, ogarnięta złym przeczuciem, które jej nie zmyliło. Marcin nie wrócił do domu. Początkowo bliscy sądzili, że bym może po imprezie udał się do kolegi, jednak szybko się okazało, że tam go nie było. Szwagier chłopca, przypomniał sobie, że w dniu festynu Marcin powiedział: „Albo mnie dziś pobiją, albo zabiją”. Wiadomo było, że Marcin podpadł grupie okolicznych bandziorów, którzy terroryzowali wieś. Przypadkiem dowiedział się o ich ciemnych interesach.

W poniedziałek około godziny 7:00 rano, pracownicy leśni dostrzegli w błocie ciało chłopca. Na głowę miał naciągnięty kaptur. Nie miał przy sobie dokumentów, a na jego boku leżał telefon komórkowy, na którym ktoś napisał słowo „Sasquatch”- (Wielka stopa). Jest to też tytuł jednej z piosenek znanego rapera. W klipie autor tekstu morduje w lesie, ludzi maczetą. Rodzina dowiedziała się o śmierci Marcina o godzinie 11:00.

„Dostaliśmy wiadomość, że telefon Marcina jest do odebrania w prokuraturze. Myśmy stwierdzili, że co on mógł narobić skoro jego telefon znalazł się aż tam. Przecież jakby zrobił coś bardzo złego, to powinniśmy go odbierać na policji. Nie pomyśleliśmy, że coś mu się stało. Zaraz potem przyszła policja i powiedzieli, że mój syn został zamordowany. Zostały po nim tylko medale…”– wspominała matka.

Wstępne wyniki sekcji zwłok wykazały, że chłopiec zginął od tępych uderzeń w głowę, zadanych najpewniej młotkiem. Ciosów było w sumie 5, ale już pierwszy był śmiertelny. Komendant Wojewódzki powołał specjalną grupę, mająca za cel wytypowanie sprawcy. Początkowo wydawało się, że nie ma żadnego punktu zaczepienia. Podejrzenia padały na trzech chłopców z którymi Marcin miał zatargi, ale z powodu braku dowodów, cała trójka została zwolniona z aresztu. Jednak działania prowadzone przez śledczych przyczyniły się w końcu do ustalenia samochodu, aż wkrótce sprawcy tej straszliwej zbrodni. Jak się okazało, morderca nie miał żadnego motywu, poza chęcią dowiedzenia się jak to jest zabić człowieka. 22 letni Józef, mieszkał w sąsiedniej wsi, ale nie znał swojej ofiary. Prowadził normalne życie, miał pasję, pracę, był dobrym synem. Nikt nawet nie domyślał się co planuje od dłuższego czasu, tylko dlatego że prowadził podwójne skryte życie. Fascynowały go zbrodnie, seryjni mordercy i chciał dowiedzieć się jak to naprawdę jest- odebrać komuś życie. W dniu festynu, zjawił się na miejscu swoim bordowym audi a4.

„Wtedy miałem w głowie myśl, że kogoś zabiję, że to będzie jego ostatnia podwózka”– mówił podczas przesłuchania.

Tego wieczoru Józef zabrał na stopa dwie osoby. Pierwszy mężczyzna wzbudził w nim sympatię, co uchroniło go przed śmiercią. Drugi był zbyt rosły i Józef obawiał się, że nie da sobie z nim rady. Trzecią i ostatnią osobą był pijany już 16 latek. Marcin ochoczo przyjął propozycję podwiezienia. Zaraz po wejściu do samochodu zasnął. Józef wjechał w las, gdzie wywlekł chłopca z samochodu i zadał pierwszy cios młotkiem w tył jego głowy. Po wszystkim udał się do domu, gdzie ukrył narzędzie zbrodni, zmienił ubranie i udał się na myjnie samochodową, gdzie z wielką starannością umył auto. Przez kolejny miesiąc prowadził normalny tryb życia- żartował, spotykał się z przyjaciółmi, chodził do pracy… Wpadł dopiero kiedy policja przeglądając wideo z myjni, zainteresowała się zabłoconym samochodem.

„To było niezmiernie ciężkie przeżycie. Nie dość, że gdy widziałam tego mordercę, wszystko stawało mi w gardle, to jeszcze nie mogłam pojąć dlaczego zabił moje dziecko. Na pytanie dlaczego go zabił, odpowiedział że nie wie”- mówiła matka Marcina.

Mimo wyrażenia skruchy i przeprosin skierowanych w stronę rodziny zamordowanego, prokuratura domagała się kary dożywotniego pozbawienia wolności. W rezultacie morderca został skazany na 25 lat więzienia.

Komentarze
Loading...