Let’s travel together.

„Teraz jedyne czego chcę to móc pochować mojego syna”- zaginięcie Lee

0 6 106
Piętnastoletni Lee zaginął w 1988 roku. W miarę upływu lat jego sprawa ucichła, aż do 2011 r. Kiedy to za sprawą nowego świadka wyszły na jaw szokujące informacje.

 

Rodzina Boxell

Lee Boxell przyszedł na świat 16 lutego 1973 roku w rodzinie Christine i Peter Boxell. 2 lata później na świecie pojawiła się jego siostra Lindsey. Peter był wysokiej rangi architektem i z uwagi na jego zawód, rodzina przez większość czasu mieszkała w Niemczech, gdzie mężczyzna pracował przy projekcie tworzenia bazy wojskowej. Do Wielkiej Brytanii wrócili w 1984 r. Lee został opisany przez swoich bliskich jako uczynny, życzliwy, wrażliwy i nad wyraz spokojny jak na swój wiek. Chłopiec nie sprawiał problemów wychowawczych, był sumiennym uczniem i osiągał bardzo dobre wyniki w nauce.

Spotkanie z przyjacielem

Sobota 10 września 1988 r. Była wyjątkowo ciepła i słoneczna. O godzinie 10:30, Lee ubrany w czarne dżinsy, białą koszulkę i zamszowe buty, opuścił swój dom w Cheam (Południowy Londyn) i udał się na spotkanie z przyjacielem. Chłopcy umówili się w mieście Sutton, gdzie spędzili kilka godzin w lokalnym centrum handlowym. O godzinie 13:00, po wspólnym lunchu kolega oznajmił, że musi wracać do domu. Lee nie miał w tym dniu żadnych obowiązków, a dzień był zbyt piękny, aby spędzić go w czterech ścianach. Podczas pożegnania oznajmił swojemu kumplowi, że być może uda się na stadion piłkarski, aby obejrzeć mecz pomiędzy drużynami Charlton Athletic FC, a Millwall FC.

Lee zaginął

Kiedy Lee nie wrócił do domu, a rodzice zgłosili jego zaginięcie, poszukiwania rozpoczęły się od licznych apeli do kibiców, którzy tego dnia oglądali rozgrywki. Miało to miejsce na kilku stadionach piłkarskich. Mimo licznego odzewu, żadnej z możliwych obserwacji nie udało się potwierdzić. Za wiarygodne wskazówki, śledczy uznali tylko relację dwóch świadków. Jeden z nich, twierdził, że o 14:20 widział chłopca pod sklepem Tesco na Sutton High Street. To oznaczałoby, że mało prawdopodobne jest to, że chłopiec dotarłby na czas, na mecz, który miał w zamyśle obejrzeć. Inny świadek twierdził, że widział chłopca pasującego do opisu Lee, na stacji kolejowej Sutton. Był on w towarzystwie mężczyzny w średnim wieku. Tą wskazówkę, śledczy uznali za najbardziej wiarygodną.

Nadzieja umiera ostatnia

W następnych tygodniach, rodzice zaginionego chłopca nie opuszczali domu, żyjąc nadzieją, że ich dziecko pojawi się w drzwiach. Rok później z Peterem skontaktował się anonimowy rozmówca, który powiedział, że Lee pracuje na targu w zachodnim Londynie. Peter podążył tym tropem i zlokalizował nastolatka. Mimo iż nie był on jego synem był do niego bardzo podobny. W kolejnych latach, mimo wysiłków rodziców, którzy robili wszystko by sprawa zaginięcia ich syna nie schodziła z łam, ucichła. Dopiero w 2012 r. Mała informacja od nowego świadka nagle zmieniła wszystko.

„SZOPA”

Świadek ten twierdził, że na kilka miesięcy przed zaginięciem, Lee odwiedzał lokalny klub młodzieżowy, znany pod nazwą „Szopa”. Klub działał w kościele św. Dunstana w Cheam. Miejsce to nie było wcześniej znane policji, ale dochodzenie otwarte po wskazówce od świadka ujawniło, że w 1988 r. W Cheam działała zorganizowana szajka przestępców seksualnych, gustujących w dzieciach. Założyciel „Szopy” i kościoła, były żołnierz William Lambert, wykorzystywali dzieci w zrujnowanej chacie, która stała na terenie kościoła. William twierdził, że był czarnoksiężnikiem, który mógł przekazać swoje moce dzieciom, ale tylko poprzez współżycie. Jego proces rozpoczął się w 2011 r. 75- letni wówczas mężczyzna, został skazany na 11 lat więzienia, za molestowanie czterech dziewczynek w wieku od 11 do 15 lat. Wszystkie w latach 1985-1990 uczęszczały do jego klubu.

Teoria

Główna teoria głosi, że Lee, który według świadka uczęszczał do klubu, mógł zjawić się w nim w dniu swojego zaginięcia. Być może, zobaczył coś czego nie powinien, a dokładniej poczynania Williama z którymś z dzieci. Znając jego charakter, na pewno próbowałby pomóc ofierze, w wyniku czego mógł zostać zamordowany. Idąc tym tropem w 2013 roku, przekopano przykościelny cmentarz, na którym William był grabarzem.  Wykopaliska niosły nadzieję na rozwiązanie zagadki zaginięcia chłopca, jednak wraz z ich zakończeniem, nadzieja została rozwiana.

„Krążyły plotki, że Lee wciąż żyje” – mówił Peter. „Chciałbym, żeby to była prawda, ale jest to bardzo mało prawdopodobne. Teraz jedyne czego chce, to móc pochować mojego syna „

Autor, Dorota Ortakci

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Komentarze
Loading...