Let’s travel together.

„Tak giną polskie świnie” – Kaźń rodziny Ulmów, karą za miłosierdzie

0

„Patrzcie, jak giną polskie świnie, które przechowują Żydów” – Wykrzyknął niemiecki żandarm, po czym wycelował w szóstkę przerażonych dzieci.

Ulmowie

Józef i Wiktoria Ulmowie byli skromnym małżeństwem z szóstką dzieci, zamieszkałym we wsi Markowa pod Łańcutem, która w latach 40- tych, była wówczas największą wsią w Polsce. Wiktoria była w stanie błogosławionym i spodziewała się siódmego dziecka. Rodzina mieszkała trochę na uboczu, na wzniesieniu w drewnianym domku ze sporym poddaszem i dobudówką. Mimo, iż w domu się nie przelewało, Józef dbał o to by zapewnić swojej małżonce i dzieciom wszystko to co niezbędne do życia. Trudnił się więc pracą na roli, garbowaniem skór, posadził sad, wybudował ule, a jego miód był najlepszy we wsi. Był także złotą rączką, więc za drobną opłatą dokonywał niezbędnych w gospodarstwach napraw. Niewielki dochód dawała Józefowi także jego największa pasja czyli fotografowanie. To właśnie dzięki niemu, wszyscy mieszkańcy wsi, mogli uwiecznić na zdjęciach najważniejsze chwile z ich życia. Jednak to co szczególnie odznaczało Józefa, to jego gołębie serce.

This slideshow requires JavaScript.

 

Kryjówka dla Żydów

Przed II wojną światową w Markowej oprócz 4,5 tysiąca Polaków mieszkało około 120 Żydów. Sytuacja zmieniła się w 1942 r. Kiedy na terytorium okupowanej Polski rozpoczęto ich zagładę. Tylko nieliczni Żydzi z Markowej posłuchali Niemców i zgłosili się na rzekome przesiedlenie, trafiając w rzeczywistości do nazistowskiego obozu zagłady w Bełżcu. Pozostali robili wszystko aby się ukryć. Wśród nich były dwie rodziny: handlarz bydła Saul Goldman i jego czterech synów (rodzina powszechne znana jako Szallowie) i Gołda (Genia) Grünfeld oraz Lea Didner wraz z małą córeczką – Zamężne córki Goldmanów z Markowej.

Podczas gdy inni ukrywali się w lasach i budynkach gospodarczych, gdzie szybko zostali wytropieni i rozstrzelani na miejscu, Szallowie i Goldmanowie trafili pod dach Ulmów. Rodzina dała im kryjówkę, pomimo tego, że od roku wywieszano we wsi plakaty informujące, że każda, nawet najmniejsza pomoc Żydom, będzie karana śmiercią.

Prócz tego Józef pomagał jeszcze kobiecie o imieniu Ryfka i jej dwóm córkom oraz wnuczce. Zbudował dla nich ziemiankę w lesie oraz zaopatrywał w żywność. Niestety kryjówka została wykryta, a kobiety i roczna dziewczynka zginęły z rąk niemieckiego żandarma.

 

This slideshow requires JavaScript.

Posterunkowy Leś

Z uwagi na fakt, że dom Ulmów znajdował się na uboczu, mieszkający w nim Żydzi nie rzucali się w oczy i przez dwa lata udało im się uniknąć wyroku śmierci. Mężczyźni w dzień pomagali przy obejściu, a kobiety krzątały się po kuchni; To był priorytet Wiktorii: Aby nikt nie chodził głodny. Po zmroku wszyscy kładli się cichutko do łóżek i tak płynął czas. Czas, który przepełniony był ciągłym strachem. Najgorzej było zimą, kiedy każde skrzypnięcie śniegu na mrozie, mogło zwiastować nadejście Niemca.

Pewnego dnia w domu Ulmów zjawił się Włodzimierz Leś – posterunkowy z Łańcuta. Mężczyzna przyszedł pod pretekstem chęci wykonania fotografii, ale w rzeczywistości chciał sprawdzić czy Józef i Wiktoria nie ukrywają Żydów, których zresztą już dobrze znał. Przed wojną utrzymywał kontakty z Szallami i w zamian za ich majątek, zgodził się ich ukryć. W momencie, w którym Niemcy zaostrzyli represje dotyczące ukrywania Żydów, zagarnął całość i uciekł. Szallowie chcieli odzyskać swoje mienie więc nachodzili Lesia. Wedle wszelkiego prawdopodobieństwa Niemcy wpadli na trop żydowskich rodzin ukrywanych przez Ulmów właśnie przez jego donos. Zachowane dokumenty konspiracyjnej Ludowej Straży Bezpieczeństwa sugerują, że w obawie przed utratą żydowskiego majątku zdradził on żandarmerii niemieckiej kryjówkę Szallów.

Kaźń

Jak wynika z relacji świadków, 24 marca 1944 roku, pod osłoną nocy do Markowej przybyli funkcjonariusze Policji Generalnego Gubernatorstwa. Było ich kilku, nie więcej niż sześciu, a wśród nich sam Włodzimierz Leś. Towarzyszyła im grupa niemieckich żandarmów, a wśród nich Josef Kokott. Wszyscy zostali przywiezieni do wsi przez czterech woźniców z końmi i furami. To właśnie dzięki późniejszym zeznaniom jednego z nich – Edwarda Nawojskiego, można było ustalić przebieg masakry, która rozegrała się tuż przed świtem.

Tamtej nocy wszyscy wyjątkowo mocno spali i nikt nie słyszał niczego niepokojącego. Na dworze panował jeszcze mrok, kiedy Niemcy skradali się do zabudowań Józefa i Wiktorii, a kiedy kilku z nich wpadło do domostwa, na ucieczkę było już za późno. Zresztą nawet nie było gdzie uciekać gdyż dom był otoczony.

Wkrótce rozległo się kilka strzałów – pierwsi, jeszcze podczas snu, zginęli dwaj bracia Szallowie oraz Gołda Goldman. Świadkiem tych makabrycznych wydarzeń byli furmani, w tym Edward – zmuszeni do oglądania egzekucji aby wiedzieć jaka kara dosięgnie tego kto odważy się nieść pomoc Żydom. Świadek zrelacjonował: „Porucznik Dieken kazał nam patrzeć, a swoim żandarmom strzelać. Kolejno do jednego brata Szalla, potem do Lejki i jej maleńkiej córeczki, potem do kolejnego Szalla, a na koniec do ojca. Następnie wyprowadzono przed dom Józefa, Wiktorię i dzieci…Te krzyki, ten lament, wołanie mamy i taty. To było przerażające. „

W momencie, w którym Józef tulił drżącą ze strachu Wiktorię, którą będącą w 9 miesiącu ciąży złapały skurcze, zdrajca Leś, stał nieopodal, naciągając na oczy czapkę, jakby to miało zmazać jego winę. Kiedy Niemiec pociągał za spust, zabijając małżeństwo, ośmioletnia Stasia, półtoraroczna Marysia, sześcioletnia Basia, pięcioletni Władzio, czteroletni Franio i trzyletni Antoś stali i patrzyli: Przerażeni, wyrwani z objęć matki i ojca, pobrudzeni ich krwią. Ten, który strzelał, żandarm Joseph Kokott nie miał za krzty litości. Spojrzał na kolegów, a potem na dzieci i wrzasnął po polsku: „Patrzcie jak giną polskie świnie, które przechowują Żydów” i pociągnął za spust; raz, drugi, trzeci…szósty.

This slideshow requires JavaScript.

Poród w grobie

Po brutalnej egzekucji Niemcy wpierw ograbili ciała swoich żydowskich ofiar. Znaleziono przy nich kosztowności co mogło jedynie oznaczać, że dobroduszna Wiktoria nie żądała żadnej zapłaty za pomoc. Zgodnie z opinią mieszkańców wioski, dając schronienie Żydom, małżeństwo musiało kierować się jedynie chęcią pomocy bliźniemu.

Następnie zarekwirowano dobytek Ulmów, a w tym wyprawione skóry, materace i naczynia. Po wszystkim, niemieccy zbrodniarze sprowadzili sołtysa, każąc mu „posprzątać bałagan” i oddali się alkoholowej libacji. Poruszony sołtys zapytał: „Dlaczego zabiliście dzieci?”, „Żeby wieś nie miała z nimi kłopotu” – usłyszał w odpowiedzi.

Kilka dni później, wstrząśnięci zbrodnią mieszkańcy wsi, po kryjomu wykopali ciała zamordowanych, chcąc zapewnić im godny pochówek. Ciała umyto, złożono w trumnach i pochowano przy domu: Każda rodzina w swoim osobnym grobie. Wtedy właśnie dokonano smutnego odkrycia… Dziecko Wiktorii, które zaczęło się rodzić w trakcie egzekucji zdołało wydostać na świat główkę i część klatki piersiowej zanim zmarło.

Wyroki

Tuż po zakończeniu niemieckiej okupacji w Markowej, ciała Ulmów przeniesione zostały na miejscowy cmentarz. Ekshumowane zostały także szczątki zamordowanych Żydów. Prawdopodobny prowodyr zbrodni – posterunkowy Leś – pół roku później, z wyroku polskiego ruchu oporu został zastrzelony. Główny wykonawca zbrodni, Josef Kokott. W 1957 roku został aresztowany, a wyrokiem wydanym przez sąd w 1958 r. Skazany na karę śmierci, którą później zmieniono na dożywocie. Zmarł w polskim więzieniu w 1980 r. Dowódca żandarmów zmarł zanim postawiono go przed sądem, a pozostałych uczestników egzekucji nigdy nie dosięgła ręka sprawiedliwości.

Małżeństwo Ulmów, za ratowanie Żydów, zostali w 1995 r. Włączeni do grona Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata. Ich brutalne morderstwo jest symbolem martyrologii Polaków mordowanych przez Niemców za niesienie pomocy Żydom.

Zdjęcia pochodzą ze Zbiorów cyfrowych Muzeum Polaków Ratujących Żydów podczas I wojny światowej im. Rodziny Ulmów w Markowej.

Autor, Dorota Ortakci.

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.