Let’s travel together.

Tajemnicze zaginięcie Roberta Hoaglanda. Nie zabrał ze sobą niczego, nawet butów….

0

Robert „Hoagy” Hoagland i jego żona Lori, nauczycielka sztuki kulinarnej w Newtown High School , mieszkali na Glen Road w Sandy Hook, w stanie Connecticut, gdzie wychowali trzech synów: Sam (21), Max (24), and Chris (25). Para w pewnym momencie rozstała się, pozostając w separacji dwa lata. Później jednak wrócili do siebie a Lori Hoagland wspomina, że zaczęli planować wspólną emeryturę.

24-letni syn Roberta i Lori, Max Hoagland, miał problemy z uzależnieniem od narkotyków, przez co w 2013 roku, trafił na odwyk. Robert porzucił pracę w restauracji i zatrudnił się w kancelarii swojego przyjaciela, pracował również jako rzeczoznawca nieruchomości. Robert chciał wspomóc leczenie syna najlepiej jak tylko potrafił. Jako, że wymagało to dość dużej sumy pieniędzy, Hoagland robił co mógł aby zarobić jak najwięcej.

Lato 2013

Robert i Lori planowali zabrać Maxa, tego lata, na pieszą wycieczkę po szlaku Appalachów. W lipcu, Lori pojechała z przyjaciółmi na dwutygodniową wycieczkę do Turcji; ona i Robert regularnie wymieniali e-maile, podczas jej nieobecności.

Na tydzień przed jej powrotem skradziono z ich domu, dwa laptopy. Robert wierzył, że to Max stoi za zniknięciem sprzętu. Podejrzewał, że syn mógł je sprzedać albo wymienić na narkotyki i poinformował o tym fakcie żonę. 25 lipca, z jednego z rachunków bankowych rodziny zostało wypłaconych 600 USD .

Dzień przed zaginięciem

Wieczorem 27 lipca, Robert i Lori odbyli krótką telefoniczną rozmowę, potwierdzając przy tym, plan odebrania jej po powrocie z Turcji. Plan zakładał, że Robert odbierze ją, dwa dni później, z międzynarodowego lotniska Johna F. Kennedy’ego w Nowym Jorku.

Dzień zaginięcia

Wczesnym rankiem, 28 lipca, Robert wsiadł do Volkswagena Golfa swojej żony. Udał się do lokalnej piekarni i kupił bułeczki na śniadanie, a następnie zatrzymał się na stacji Mobil na Church Hill Road ( Route 6 w USA i Route 34 w Connecticut ) w pobliżu autostrady międzystanowej nr 84 . O godzinie 6:45, kamery bezpieczeństwa wewnątrz lokalu, zarejestrowały go, płacącego za paliwo, a także kupującego mapę wschodnich Stanów Zjednoczonych. To był ostatni udokumentowany dowód jego obecności.

Po powrocie do domu on i Max zjedli śniadanie. Według późniejszych zeznań Maxa, po posiłku, jego ojciec zapłacił rachunki i przez pewien czas grał online w Scrabble. Około 10 /11 rano, Robert poszedł kosić trawnik a Max, wyszedł z domu, pożyczając samochód matki. Powiedział wtedy ojcu, że wróci za kilka godzin. Sąsiad zezna później, że widział tych dwoje rozmawiających na trawniku. To był ostatni raz kiedy widziano Roberta.

29 lipca

Następnego dnia, Robert nie pojawił się  na lotnisku o umówionej porze. Zaniepokojona Lori, próbowała dodzwonić się zarówno do ich domu, jak i do samego Roberta na telefon komórkowy. Nie otrzymała jednak żadnej odpowiedzi. Kobieta założyła,  że ​​Robert jest w drodze, a jego telefon się po prostu rozładował. Według Lori, takie sytuacje zdarzały się dość często.

Z lotniska, zamiast do domu w Newton, Lori udała się, do mieszkającego w pobliżu krewnego. Zaniepokojona kobieta zadzwoniła stamtąd do pracy Roberta. Dowiedziała się od jego szefa, że Robert nie pojawił się tego dnia w pracy.

30 lipca

Następnego dnia, gdy Lori dotarła już do domu, znalazła tam telefon męża, klucze z domu, paszport i jego leki na nadciśnienie, wydawane na receptę. Nigdzie natomiast nie znalazła Roberta. Kosiarka, z której korzystał, stała na swoim miejscu. Mokasyny, które miał na sobie podczas porannych zakupów, jego ulubione letnie obuwie, były również w domu, podobnie jak druga para letnich butów.  Brudne ubrania Roberta znajdowały się w koszu na pranie. Jego Mini Cooper wciąż stał zaparkowany na podjeździe.

Nigdzie nie było również jej samochodu. Jakiś czas później, Lori dowiedziała się od policji, że jej syn Max został aresztowany, a w czasie aresztowania poruszał się samochodem matki.

Dochodzenie 

Rodzina Hoagland, poinformowała National Park Service Rangers o swoich podejrzeniach, że Robert mógł wybrać się samotnie na szlak Appalachów. Strażnicy parku narodowego wykazali zatem wzmożoną czujność względem potencjalnego, samotnego wędrowca napotkanego na szlaku.

Rodzina zaginionego Roberta, z pomocą przyjaciół, wydrukowała i rozdała ulotki ze zdjęciem Hoaglanda. Bliscy walczyli o to aby zwrócić uwagę mediów na tę sprawę. Policja Newtown również badała sprawę i wkrótce dowiedzieli się o wydarzeniach mających miejsce przed zniknięciem Roberta. Wśród odkryć śledczych znalazł się fakt, że Robert udał się do opuszczonego budynku przemysłowego w Bridgeport, aby skonfrontować się ze znajomymi Maxa w związku z kradzieżą laptopów, za którą Max był według niego odpowiedzialny.

This slideshow requires JavaScript.

Kolejne kroki

Tydzień po zniknięciu, dane Roberta zostały wprowadzone do bazy danych Krajowego Systemu Zaginionych i Niezidentyfikowanych Osób (National Missing and Unidentified Persons System).

6 sierpnia, Lori znalazła portfel męża (z 600 dolarami, które wcześniej wypłacił) i klucze do jego samochodu, ukryte pod lalką na krześle w ich sypialni. To odkrycie sprawiło, że zaczęła postrzegać jego zaginięcie, nie jako dobrowolne odejście ale skłaniała się ku teorii porwania.

W między czasie zwolniono Maxa z aresztu. Policja natomiast przesłuchała dwóch mężczyzn, których Max wskazał jako złodziei sprzętu z jego domu. Zastanawiali się czy mogą oni być powiązani ze sprawą zniknięcia Roberta. Max oraz domniemani złodzieje laptopów, zaprzeczyli jakoby posiadali jakąkolwiek wiedzy o miejscu pobytu Roberta, nie znaleziono też żadnych dowodów świadczących o tym, że kłamią.

Poszukiwania

Policja szukała również wskazówek w Internecie i na komputerach z których korzystał zaginiony. Na komputerze roboczym, Robert kilkakrotnie wpisywał pewien adres na Rhode Island, ale nie znaleziono żadnego związku z jego zniknięciem. Przeszukanie komputera domowego nie przyniosło niestety żadnego efektu, ponieważ zainstalowano w nim program, który pozwala użytkownikowi usunąć wszystkie zapisy wyników wyszukiwania. Program zainstalowano w nim około miesiąc przed zaginięciem mężczyzny.

Jesienią, Lori wraz z grupą wolontariuszy, przeszukali obszary leśne w Sandy Hook i jego okolice; policja sprowadziła również psy tropiące. We wrześniu policja z Newtown wykorzystała sonar do przeszukania jeziora Zoar oraz rzeki Housatonic, na obrzeżach miasta. Niestety, nie odnaleziono żadnego śladu Roberta.

W październiku 2013 roku, Chris Hoagland, najstarszy syn pary, porzucił swoją pracę w branży turystycznej w Hilton Head w Południowej Karolinie i zamieszkał z bratem i matką. Celem przeprowadzki było wsparcie rodziny i pomoc w codziennym życiu.

Wskazówki

We wrześniu tego samego roku, odnotowano dwie obserwacje mężczyzny pasującego do opisu Hoaglanda na Rhode Island, które graniczy z Connecticut. Widziano mężczyznę z plecakiem, idącego wzdłuż Rhode Island,  Route 117 i w okolicy autostrady międzystanowej nr 95, w pobliżu Warwick. Okazało się jednak, że to nie był Robert.

Niedługo potem, pracownicy Departamentu Transportu w Rhode Island zgłosili, że widzieli podobnego mężczyznę, również z plecakiem, idącego na zachód, drogą Rhode Island Route 165, w pobliżu granicy stanu Connecticut w Voluntown. Policja jednak była w stanie zlokalizować tego człowieka ani ustalić jego tożsamości. 

W styczniu 2014 roku, do policji dotarła nowa informacja. Ktoś zgłosił na policję, że widział Hoaglanda sklepie z używanymi rzeczami, Savers w Brookfield. Podobno prowadził on samochód z tablicami rejestracyjnymi z Nowym Jorku. Zapis z kamer sklepowych(prawdopodobnie ze względu na słabą jakość nagrania), nie pozwolił jednak jednoznacznie potwierdzić lub zaprzeczyć czy był to Robert.

Mija rok

Około rok po zaginięciu Roberta, pod koniec lipca 2014 r., zgłoszono kolejną obserwację w pobliżu Newtown. Pewien mężczyzna zeznał, iż widział, jak Hoagland wchodzi do budynku więzienia hrabstwa w Carmel, które leży w niewielkiej odległości od Connecticut. Mężczyzna przypominający Hoaglanda miał wyjść z budynku po około dwóch minutach. Niestety, po raz kolejny nie udało się zidentyfikować tego mężczyzny.

W tym czasie, niektórzy przyjaciele i rodzina Hoaglanda, narzekali na mozolne tempo poszukiwań Roberta. Uważali oni, że w tej sprawie, prawdopodobnie doszło do przestępstwa.  Policja jednak utrzymywała, że Hoagland, ​​opuścił miejsce zamieszkania z własnej woli. Takie podejście policji, zdaniem bliskich zaginionego, miało oszczędzić im wydatków związanych z większymi poszukiwaniami.

„Wiemy tylko, że pojechał na stację benzynową Church Hill Road Mobil, zatankował samochód i kupił mapę. Jesteśmy w tym samym miejscu, w którym byliśmy pierwszego dnia” – powiedział jeden z oficerów. Bliscy zarzucili policji, że ta nie upubliczniła tej sprawy ani nie zwróciła się o pomoc do innych organów ścigania.

W listopadzie 2014 r. policja z Newtown otrzymała kolejną wskazówkę, wg której, Robert może pracować w restauracji w Myrtle Beach w Południowej Karolinie. Śledczy jednak zaznaczają, że nie wiedzą jak długo może im zając sprawdzenie tej informacji.

Co wiadomo?

Niewiele ponad to, że po pożegnaniu się z synem, Robert, po skończonej pracy w ogrodzie, odłożył kosiarkę na miejsce i zniknął… Nie zabierając żadnych osobistych rzeczy, w tym dokumentów, telefony, kluczy, lekarstw… oraz butów.

Rodzina nie wierzy w dobrowolne oddalenie się od domu. Nic na to nie wskazuje poza samym faktem, że zniknął. Wiemy, że nie stawił się w pracy 29 lipca 2013 roku ani nie odebrał żony z lotniska. Jedno i drugie zachowanie było zupełnie nietypowe i niepodobne do Roberta.

Czego nie wiemy?

Po co Robert kupował mapę na stacji benzynowej, dzień przed zaginięciem?

Co sprawiło, że opuścił dom i wyszedł zostawiając wszystko, nawet buty?

Po co wypłacił sumę 600 dolarów?

Robert nadal pozostaje osobą zaginioną.

 

Autor: KaPaMa

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.