Let’s travel together.

Tajemnicza historia zaginięcia rodziny Schulze

0
Drage, Niemcy. W lipcu 2015 roku trzyosobowa rodzina (ojciec, matka i 12-letnia córka) zniknęła bez śladu z wioski, niedaleko Hamburga w Niemczech. Jakiś czas później mężczyzna został znaleziony martwy. Policja uważa, że ​​zmarł w wyniku samobójstwa. Matka i córka pozostają zaginione do ​​dnia dzisiejszego. Okoliczności dotyczące zaginięcia rodziny Schulze można określić jako niejasne i dziwne.

Portret rodziny

Marco Schulze (ur. 1974), Sylvia Schulze (ur. 1972) i Miriam (ur. 2003) byli kochającą się rodziną. Sylvia miała również dorosłą córkę z pierwszego małżeństwa, która nie mieszkała już z matką. Rodzina mieszkała w Drage, liczącym 4000 mieszkańców, położonym na przedmieściach Hamburga, nad rzeką Elbe. Ojciec pracował w fabryce chemicznej i miał dwie dodatkowe prace jako kierowca ciężarówki i pomocnik na ranczu koni. Matka pracowała jako zastępca kierownika w sklepie spożywczym. Oboje zostali opisani jako rzetelni, pomocni i opiekuńczy.

Rano

Rankiem, 22 lipca 2015 roku, w ostatni dzień szkoły, rodzice Miriam zgłosili, że ich córka nie przyjdzie tego dnia do szkoły, ponieważ jest chora. Dziewczynka nie pojawiła się również tego dnia na umówionej wizycie u lekarza.
Jej ojciec, Marco miał dzień wolny i był w domu opiekując się chorą córką. Sylvia Schulze tego dnia udała się jak zwykle do pracy. Około 13:45 otrzymała SMS-a od Marco, w którym mężczyzna poinformował ją, że Miriam czuje się gorzej i poprosił, aby jak najszybciej wróciła do domu.

Popołudnie

Sylwia wyszła z pracy o godzinie 16:20, a do domu dotarła pół godziny później, o 16:50. Od tamtej pory kobiety już nigdy nie widziano..
Wieczorem Marco otrzymał telefon z stadniny koni, czy mógłby pomóc następnego dnia. Mężczyzna wahał się i nie wiadomo, czy ostatecznie się zgodził. Wiadomo jednak, że tego samego dnia około godziny 19:30 widziano go w stadninie.

Wieczór i następny dzień

Widziano go również, gdy tego wieczoru wynosił śmieci. Istnieje również doniesienie, że był widziany w sąsiedniej wiosce, rankiem następnego dnia, 23 lipca, kiedy jechał samochodem swojej żony. To był ostatni raz, kiedy widziano go żywego.

24 lipca

24 lipca współpracownicy Sylvii zgłosili jej zaginięcie, po tym jak drugi dzień się nie pojawiła w pracy, ani nie odbierała telefonu. Gdy policja dowiedziała się, że 24 lipca Marco również nie pojawił się w pracy, postanowili wkroczyć do ich domu. Policja nie zastała nikogo w domu. Po trójce nie było śladu. Niektóre z okien były otwarte, dwa samochody należące do małżeństwa stały zaparkowane w garażu, w domu były dwa koty, portfele i dokumenty całej trójki. Nie odkryto żadnych śladów walki ani dowodów wskazujących na popełnienie przestępstwa.

Dochodzenie

Dalsze dochodzenie wykazało, że w domu brakowało ulubionego pluszaka należącego do Miriam i zielonego roweru (który później znaleziono na stacji kolejowej kilka wiosek dalej). Telefony komórkowe małżeństwa ostatni raz logowały się w sieci po południu / wieczorem 22 lipca.

Zwłoki

Przez kolejne trzy dni policja, strażacy i okoliczni mieszkańcy brali udział w poszukiwaniach rodziny, ale nie przyniosły one żadnych efektów. Dopiero w piątek 31 lipca odkryto ciało Marco w rzece Elbe. Zwłoki mężczyzny były obciążone betonowym blokiem o wadze 25 kg. Do bloku został przywiązany również rower.

Badanie lekarskie pomogło ustalić, że mężczyzna prawdopodobnie zmarł w nocy z 23 na 24 lipca, a jego śmierć została uznana przez policję za samobójstwo. Policja z ogromną dokładnością przeszukiwała rzekę z nadzieją na odnalezienie matki i córki. Bez skutku.

Dochodzenie

Co więc wydarzyło się w środę 22 lipca? Oprócz już znanych nam faktów, policja dotarła do informacji, że Marco widziano tego dnia w sklepie, jak kupował paczkę papierosów. Wiemy, że następnego dnia o godzinie 7:30 był widziany w samochodzie żony. Pytanie brzmi: skąd wracał? 5 sierpnia, na policję zadzwonił wiarygodny świadek, który oświadczył, że widział rodzinę Schulze, w dniu zaginięcia. Około godziny 18 byli nad jeziorem Mühlenteich w Holm-Seppensen- w miejscu oddalonym około 40 km od ich domu. Twierdził również, że słyszał spór i krzyki dochodzące od strony jeziora. Psy tropiące wyczuły zapach całej trójki. Trop Sylwii i Miriam urwał się nad brzegiem zbiornika. Natomiast ślad Marco, nie tylko prowadził do wody, ale także od niej. Po przeszukaniu dna jeziora niczego nie znaleziono.

Podejrzenia

Policja szybko nabrała przekonania, że ​​Marco zabił swoją żonę i córkę, a następnie popełnił samobójstwo. Według doniesień dorosłej córki Sylvii, Marco stracił prawo jazdy, a tym samym jego drugą pracę jako kierowca ciężarówki. Mężczyzna jechał pod wpływem alkoholu i został złapany przez policję. Wydarzenie miało miejsce na kilka dni przed jego zaginięciem. Krążyły też plotki, że Sylvia chciała opuścić męża. Ale policja  ​​nie znalazła dowodów na istnienie problemów w ich rodzinie i nie wierzą, że Sylvia chciała opuścić Marco.
Żeby było dziwniej, policja oświadczyła, że ​​mają powody, by sądzić, że ostatni dzień przed zniknięciem był „inny niż zwykle” i że było coś, co „przygnębiło rodzinę” oraz, że mogło tam dojść do poważnego konfliktu. Ale nigdy nie ujawnili, co mogło być jego przyczyną.

Sprzeczności

Istnieją pewne fakty, które się nie zgadzają w tej całej opowieści Świadek widział rodzinę wczesnym wieczorem w środę 22 lipca, ale tego dnia o godzinie 17:25 Marco, wykonał z domu połączenie a o 19.30 miał być widziany w stadninie. Raczej nie jest możliwe by w ciągu dwóch godzin, pokonałby 40 km, zabił rodzinę, ukrył ciała tak, aby nie można było ich znaleźć i wrócił z powrotem do domu. Mógł oczywiście umieścić ciała w swoim samochodzie, i pozbyć się ich później. Ale dlaczego w takim razie zabiłby rodzinę w miejscu publicznym, a nie w domu? Oczywiście istnieje jeszcze teoria, że ktoś inny zabiły lub porwał Sylwię i Miriam, zabił Marco i upozorował jego samobójstwo.

Z ujawnionych informacji wynika, że Marco wcześniej nie miał powodu aby popełnić morderstwa ani samobójstwa. Według policji motyw pojawił się nagle, dzień przed zaginięciem. To przemawiałoby za nieplanowanym zabójstwem. Ale fakt, że nie znaleziono żadnych dowodów ani śladów matki i córki świadczy o tym, że zbrodnia ta musiała być dobrze zaplanowana. Jak było naprawdę?

Co dalej?

Sprawa pozostanie otwarta do czasu znalezienia zaginionego lub uznania go za zmarłego (co może nastąpić najwcześniej w 2031 r., ponieważ osoby zaginione jako dzieci można uznać za zmarłe dopiero po ukończeniu przez nich 28 lat).

Sprawa nadal czeka na swoje wyjaśnienie.

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.