Let’s travel together.

Po kilku godzinach aktywnego udziału w akcji poszukiwawczej, odkrył, że poszukiwaną osobą jest on sam.

0

50-letni Beyhan Mutlu z İnegöl w Turcji, w drodze powrotnej do domu z „nakrapianej” imprezy z kolegami napotkał grupę poszukiwawczą. Mutulu postanowił pomóc w poszukiwaniach zaginionego mężczyzny, którym okazał się być on sam.

İnegöl to miasto znajdujące się w prowincji Bursa, w północno-zachodniej części Turcji. To właśnie tam, w nocy z 28 na 29 września 2021 roku doszło do niecodziennego incydentu. Tej nocy Beyhan Mutlu spotkał się ze swoimi przyjaciółmi i po wypiciu kilku „głębszych” udał się do pobliskiego lasu (przyp. aut. zgaduję, że za potrzebą). 

Mężczyzna zniknął. Nie wrócił już na imprezę ani do domu, gdzie czekała na niego żona. Zmartwiona małżonka, która po kilku godzinach braku kontaktu z ukochanym postanowiła zawiadomić o zaginięciu męża władze. Szybko ustalono, że Mutlu udał się do lasu i to tam był widziany po raz ostatni. Sprawę potraktowano poważnie i do akcji poszukiwawczej zaangażowano żandarmerię oraz kilka profesjonalnych grup ratowniczych. Po jakimś czasie dołączyli do nich również mieszkańcy okolicznych terenów.

Beyhan

Nie jest jasne co mężczyzna robił w lesie, ale po jakimś czasie natknął się na grupę poszukiwawczą i postanowił do nich dołączyć. I tak szukał zaginionej osoby przez kolejnych kilka godzin, aż do czasu, gdy usłyszał jak ktoś woła jego imię. Beyhan odpowiedział natychmiast: „Jestem tutaj”. W ten oto sposób mężczyzna dowiedział się, że jest osobą zaginioną, a co więcej, brał udział we własnych poszukiwaniach.

Do policjanta, który go później przesłuchiwał powiedział: „Panie oficerze, nie karz mnie zbyt surowo. Mój ojciec mnie zabije”. Po wszystkim policja odwiozła zagubionego pana Mutlu do domu. Nie jest jasne, czy cudownie odnaleziony 50-latek został w jakiś sposób ukarany.

Przypadek Beyhana Mutlu nie jest jedynym, gdzie osoba zaginiona brała udział w swoich poszukiwaniach. W 2012 roku pewna azjatycka turystka poszukiwała siebie – w dosłownym tego słowa znaczeniu – w Isalndii…

Kobieta zaginęła w trakcie wycieczki do kanionu Eldgja. Na stronie rumbomundo.com możemy o nim przeczytać:

Eldgjá jest unikalnym zjawiskiem przyrodniczym. Surowym, dziewiczym, obrazującym ogromną potęgę islandzkiej przyrody. Wraz z pięknym dwustopniowym wodospadem Ófærufoss, płynącą wewnątrz rzeką Ófærá oraz skalnymi jaskiniami tworzy malowniczy krajobraz, niespotykany z żadnym innym miejscu na wyspie.

Z geologicznego punktu widzenia Eldgja to szczelina erupcyjna systemu wulkanicznego Katla, którego główny krater leży ok. 80 km na południowy zachód. Katla jest jednym z bardziej aktywnych wulkanów Islandii (ponad 20 erupcji w ciągu 1100 lat), a leży pod lodowcem Mýrdalsjökull, którego grubość dochodzi nawet do 700 m. Ostatnia erupcja Katla, która przebiła się przez lód, miała miejsce w 1918 r.

Nie wymieniona z imienia i nazwiska turystka zaginęła podczas wycieczki, która miała miejsce w ostatni weekend 2012 roku. W sobotę turystka oddzieliła się od swojej grupy po czym poszła się odświeżyć oraz przebrać. Gdy wróciła do autobusu. Zmiana stroju sprawiła, że po powrocie do autobusu reszta grupy jej nie rozpoznała i wkrótce pojawiła się wiadomość o zaginionej pasażerce…

Zaginiona miała być Azjatką w wieku 20-30 lat, o wzroście około 160 cm wzrostu, ubraną w ciemny strój i dobrze mówiącą po angielsku.

Kobieta nie rozpoznała swojego opisu i chętnie włączyła się w poszukiwań zaginionej. W akcji brało udział około 50 osób, które przeszukiwały tereny Eldgja pieszo, na quadach i w samochodach, a straż przybrzeżna wysłała do pomocy helikopter.

Kilka godzin później, około 3 nad ranem w niedzielę, grupa poszukiwawcza w końcu zdała sobie sprawę, że kobieta, której szukali, przez cały czas była z nimi, a akcja poszukiwawcza została odwołana.

Autor, KaMa.

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.