Let’s travel together.

Niemieccy turyści, którzy udali się na wycieczkę do Doliny Śmierci – sprawa częściowo rozwiązana po latach

0

21 października 1996 rok –  Park Narodowy, Dolina Śmierci, która okala Kalifornię i Nevadę. Ranger Brenner odbywa swój rutynowy lot helikopterem. Mężczyzna bierze udział w misji powietrznej, która miała na celu zlokalizowanie nielegalnych laboratoriów, produkujących leki, często działających na tym obszarze. Tego ranka, dostrzega on jednak samochód osobowy.

 

Zaginieni Niemieccy turyści

Od razu wydało mu się to dziwne. Po tak ciężkim terenie, mogły się poruszać tylko samochody terenowe. Ponadto w 1994 r. Miejscowi górnicy musieli zaprzestać swoich działań, gdyż cały teren zamknięto w związku z ustawą o ochronie środowiska, co oznaczało, że tzw. Dolina Śmierci została oficjalnie uznana za rezerwat przyrody.

Kiedy helikopter wylądował, Ranger od razu sprawdził samochód. Zielony Plymouth Voyager z kalifornijskimi tablicami rejestracyjnymi, był cały pokryty kurzem. Wyglądał tak, jakby tkwił w tym miejscu od dłuższego czasu. Ranger zawiadomił policję, a ta szybko odkryła, że auto było własnością wypożyczalni i zostało ono wynajęte 8 lipca 1996 roku przez czteroosobową grupę turystów z Niemiec: Egbert Rimkus 34, jego syn Georg 11, dziewczyna Egberta ,Cornelia Meyer i jej syn Max 4. Kiedy auto nie wróciło do najemcy, zgłoszono jego kradzież na policję. Dalsze śledztwo wykazało, że grupa niemieckich turystów, przybyła do Stanów Zjednoczonych tego samego dnia. Bilety powrotne do Niemiec, mieli wykupione na 27 lipca, ale  nie zjawili się na pokładzie samolotu. Na co dzień mieszkali w Dreźnie.

Wycieczka po Kalifornii i Nevadzie

Udało się także ustalić, że na samym początku swego pobytu w Stanach, Niemcy eksplorowali obszar San Clemente w południowej Kalifornii, a 12 lipca, Egbert zadzwonił do swojego banku w Dreźnie, pytając jakim sposobem może wypłacić gotówkę w oddziale Banku w San Clemente. Zdjęcia odzyskane z monitoringu, sugerowały że cała czwórka udała się na wybrzeże Kalifornii, a następnie do hotelu w Las Vegas. Z hotelu wymeldowali się 22 lipca i pojechali do Doliny Śmierci. W czasie ich wizyty w tym miejscu, panowały bardzo gorące temperatury dochodzące do 51 stopni. Ich ostatecznym celem był Park Narodowy Yosemite w Kalifornii. 

Wszystkie zapasy pozostały w aucie

22 października, rozpoczęto poszukiwania zaginionych turystów. Auto odnaleziono w bardzo odległym pustynnym obszarze, przeznaczonym głównie dla doświadczonych turystów. Wszystkie opony były poprzebijane, a koła pokrzywione. Ekspertyza wykazała, że samochód przejechał na nich około 3,5 km. Wokół pojazdu, nie znaleziono żadnych podejrzanych śladów, prócz opakowań po żywności, odchodów, papieru toaletowego i portfela Cornelii. Wewnątrz znajdowała się przenośna lodówka z zapasem żywności, butelki z piwem, pusta butelka po burbonie, odzież, śpiwór, namiot, fajka z tytoniem, aparat fotograficzny, oraz zabawki dla dzieci. Pozostawienie jedzenia i napoi w samochodzie, wydawało się co najmniej dziwne.

Wpis w dzienniku turystycznym

Kiedy śledczy dotarli do zamkniętej kopalni Warm Spring, gdzie znajduje się dziennik turystyczny, znaleziono w nim wpis z 23 lipca:

„Przejdziemy przez przełęcz”-Conny, Egbert, Georg, Max 

Przełęcz o której mowa w księdze gości, to prawdopodobnie przełęcz Mengle. Jednak jest to wyjątkowo trudna i długa trasa i można ją przebyć tylko samochodem z napędem na cztery koła. Poszukiwania turystów na tym ciężkim obszarze, kontynuowano przez kolejne dni. Mimo zaangażowania helikopterów i 250 osób, nie natrafiono na żadne ślady. Przez kolejne lata niejednokrotnie wznawiano poszukiwania, ale wciąż bezskutecznie.

Spekulacje

Co więc mogło się stać z zaginionymi? Niektórzy spekulowali, że zainscenizowali oni swoje zniknięcie. Współpracownicy Egberta mówili, że wspominał on o przeprowadzce do Kostaryki. Inna teoria głosiła, że ​​Egbert próbował dostać się do obiektu NWC China Lake w celu znalezienia technologii napędu hybrydowego gdzie grupa została przymusowo wcielona do programu rządu amerykańskiego, albo zobaczyli coś czego nie powinni zobaczyć i zostali przez rząd „wyeliminowani”. Mogli też natrafić na pustyni na przestępców zaangażowanych w nielegalną działalność. Spekulacji było naprawdę wiele.

Tam nigdy nie sprawdzano

Dopiero w 2009 roku, Tom Mahood, pracownik grupy poszukiwawczo- ratowniczej z Los Angeles, zaczął czytać o sprawie zaginionych Niemców. Podczas gdy od początku, wszyscy twierdzili, że niemieccy turyści, nie udali się na południe i nikt tego terenu nie sprawdził, Tom wywnioskował, że się mylili. Wyjaśnił, że Niemcy najprawdopodobniej wierzyli, że udając się w kierunku granicy Chińskiej Stacji Uzbrojenia Morskiego, znajdą pomoc sądząc że teren jest strzeżony przez żołnierzy. To był strzał w dziesiątkę. Tom i jego partner, po długich godzinach wędrówki, natknęli się na dwa szkielety. Badania potwierdziły, że jeden z nich należał do Egberta. Choć z drugiego, nie udało się wyodrębnić materiału genetycznego, był to szkielet damski, więc niewątpliwie należał do Cornelii. Nie odnaleziono dowodów, przemawiających za tym, że do śmierci pary, przyczyniły się osoby trzecie. Egbert i Cornelia zmarli najpewniej w wyniku narażenia na ekstremalne warunki pogodowe. Wciąż nie wiadomo co stało się z dziećmi, ale podejrzewa się, że podzieliły los swoich opiekunów.

Autor, Dorota Ortakci.

 

This slideshow requires JavaScript.

 

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.