Let’s travel together.

Najmłodszy zabójca na tle seksualnym w Europie – 14-latek z Sulikowa, szokujący wyrok.

0
Wtorek, 20 czerwca 2006 roku. Piękny czerwcowy dzień, w powietrzu czuć już lato. W szkole wszyscy mają luzy, nikt już się nie uczy, oceny wystawione, świadectwa wypisane. Oczekiwanie na zbliżające się wakacje. Tego dnia, Sylwia Cieślak podjęła ostatnią i chyba najgorszą w swoim życiu decyzję.

Sulikowo – maleńka wieś w Polsce, położona w województwie zachodniopomorskim, w powiecie kamieńskim, w gminie Świerzno. Sylwia Cieślak, od urodzenia mieszkała w Sulikowie, wraz ze swoimi rodzicami i rodzeństwem.13 – latka uczyła się w szkole podstawowej w pobliskim Gostyniu.

20 czerwca

Po lekcjach, 20 czerwca 2006 roku, Sylwia zwykła wracać do domu autobusem, jednak tego dnia zdecydowała się na spacer.
– Idę z Dawidem – miała powiedzieć koleżankom.
Dawid J, był jej kolegą ze szkoły i podwórka, mieszkał bowiem w tej samej wsi co Sylwia. Rodzice Dawida przeprowadzili się do Sulikowa kilkanaście lat temu. Wcześniej mieszkali pod Golczewem. 14 – letni Dawid ma trzy siostry. W szkole powtarzał dwa razy tę samą klasę.

Niepokój i czarna honda

Dzień mijał jak zwykle, jednak późnym popołudniem, mama Sylwii, Wioletta Cieślak, zaczęła odczuwać niepokój. Sylwia już dawno powinna być w domu…
Wieczorem już cała wieś szukała dziewczynki. W poszukiwaniach wzięli udział strażacy, mieszkańcy i zaalarmowana policja. Po dziewczynce, jednak nie było śladu.
Po przesłuchaniu mieszkańców wioski i znajomych ze szkoły, policjanci szybko ustalili, że ostatnią osobą, która widziała Sylwię, był Dawid.

– Widziałem, jak szła do domu drogą i wsiadła do czarnej hondy z żółtymi numerami rejestracyjnymi – zeznał Dawid policjantom bardzo spokojnie i rzeczowo.

Z zeznań chłopca, wynikało, że kierowcą samochodu był mężczyzną w białej czapce z daszkiem. Sylwia po chwili rozmowy z kierowcą, miała wsiąść do samochodu i odjechać z nieznajomym.

Makabryczne znalezisko

Następnego dnia, ekipy poszukiwawcze wróciły do pracy, dołączyli do nich również harcerze z pobliskiego hufca.
Około godziny 11, Sylwię znalazł pan Kazimierz, strażak z pobliskiego Gostynia.
Przed Sulikowem, 500-600 metrów, górka jest. Jadę, ale głowa mi chodziła, na lewo i prawo. Tam, po lewej stronie pole rzepaku. Stanąłem, rower oparłem o drzewo, podszedłem i ukląkłem sobie. I między tymi badylami rzepaku zobaczyłem „mogiłkę”, ziemia usypana na 60 centymetrów szeroko i może dwa metry długo. Wyciągnąłem rękę, ale jakby sama się cofnęła. Po prostu wyczułem, że ona tam jest.

Nie czekając długo, wskoczył na rower i pośpiesznie udał się do Sulikowa. Akurat jego koledzy, strażacy wyjeżdżali na kolejną rundę poszukiwań. Pan Kazimierz zaprowadził ich na miejsce.

– Nasz komendant tam był. Podszedł, rzepak rozrzucił i mówi „dziki poryły”. A ja mu tłumaczę: – Franek, jakby dziki poryły, toby było skotłowane wszystko, rzepak razem z ziemią – relacjonuje pan Kazik. – I taki młody strażak zaczął tę ziemię nogą rozgarniać. Nie zapomnę tego do końca życia… Pięta się odkryła. Białe rajstopy miała. Rajstopy albo skarpetki. No nie wiem. Leżała na brzuchu, bo pięta była do góry. Jakżem tylko zobaczył, mnie już tam nie było…

Strażacy wezwali policję. Do popołudnia zabezpieczano ślady. Policyjny pies podjął trop. Zaprowadził funkcjonariuszy do Sulikowa.

This slideshow requires JavaScript.

Dochodzenie

Podczas sekcji zwłok, sporządzono 11 stronicowy raport, zawierający opis obrażeń jakich doznała Sylwia m.in. rany, otarcia, zadrapania, zasinienia.
Przyczyną zgonu było uduszenie, dziewczynka została brutalnie zgwałcona przed śmiercią.
Jego (Dawida) matula ludziom gadała, że to ja zabiłem, bo ją szybko znalazłem. wspomina pan Kazimierz. – Ciężko to przeżyłem. Panie, telewizje, telekuriery na podwórko mi wjeżdżały. Dopytywali, filmowali.
Śledztwo trwało półtora miesiąca. Dowodów obciążających Dawida nie było. On sam, cały czas, przekonywał policję, że dziewczynka została porwana i że on sam nie ma z tym nic wspólnego.
Według mieszkańców wsi, chłopak zachowywał się „zwyczajnie„.
Nie było po nim widać, że może mieć coś wspólnego z tym zabójstwem. Chodził po wsi, grał z nami w piłkę – opowiada chłopiec, który na wakacje odwiedza rodzinę w Sulikowie. – Był taki, jak my.

DNA

Dopiero 8 sierpnia 2006 r., kiedy przyszły wyniki badań DNA, sprawa stała się klarowna. Ślady biologiczne na ciele ofiary nie pozostawiały wątpliwości.
– Gdy przedstawiał nam swoją wersję wypadków my udowadnialiśmy mu, że to nieprawda. W pewnym momencie „pękł” i przyznał, się do winy – mówi mł. insp. Bogusław Brzezowski, szef kamieńskiej policji.
To właśnie Brzezowski stał na czele grupy powołanej do odszukania zabójcy Sylwii. Policjantom pomógł też psycholog, który bardzo dobrze opracował portret psychologiczny sprawcy. Ten również okazał się miażdżący dla Dawida.

Opowieść mordercy

To nie było tak, że to był jakiś chuligan. Jak każdy chłopiec w jego wieku broił, ale nie były to jakieś straszne rzeczy. Aż do chwili, gdy dowiedzieliśmy się, że jest podejrzewany o zabójstwo – mówi mieszkanka Sulikowa.
Czy aby na pewno??
Gdy już nie miał jak odpierać ataków, zaczął opowiadać.

– Gdy Sylwia nie chciała się kochać, zacząłem ją dusić. Potem się przestraszyłem i dusiłem coraz bardziej – opowiadał.

Uderzył ją w głowę, zaciągnął w rzepak, gwałcił i długo dusił.
Nawet gdy Sylwia już nie oddychała, uciskał jej szyję. Nagle usłyszał hałas, okazało się, że w pobliżu przejeżdżał traktor, więc zrobił przerwę w duszeniu. Nie tracił jednak czasu i zaczął wyciągać sznurowadła z jej butów. Zawiązał wokół szyi i dusił ją tym sznurowadłem, tak dla pewności. A żeby było skuteczniej, pozaplatał na nim supełki.
Okazuje się, że już kilka lat wcześniej współżył ze swoimi koleżankami. Pierwsze kontakty seksualne miał już za sobą w wieku 11 lat. Mieli to robić obok krzyża stojącego przy głównej drodze w Sulikowie. Ściągał wprawdzie majtki, kładł się na koleżance, tłumaczył, owszem leżał, dotykał jej penisem, jednak dopiero jako drugi w kolejce, po koledze.
Opisuje też, jak z kumplami znęcał się nad zwierzętami. Topił wiejskie koty, wykręcał im kończyny, przywiązywał sznurkiem do drzewa i uderzał deską. Ot, takie tam „dziecięce wybryki”.

Proces i wyrok

Proces odbył się za zamkniętymi drzwiami. Dawid J. przyznał się do zgwałcenia i zamordowania Sylwii Cieślak. Wyrok: 7 lat poprawczaka.
Do sądu przyszła matka zabójcy ale nie zamieniła z synem ani słowa, a jedynie w przerwie podała mu reklamówkę z jedzeniem.
– Mam nadzieję, że te lata spędzone w zakładzie poprawczym sprawią, że zastanowi się nad tym co zrobił. Że się zmieni – powiedziała jego matka.
Adwokat Dawida nie miał argumentów, aby walczyć o niższy wyrok. Chłopak przyznał się do winy i pogrążały go wyniki badań DNA.
– Dwa tygodnie myślałem, co powiem na jego obronę. Nie mam żadnego argumentu – mówił Jerzy Nowicki, adokat. – To była tylko obrona formalna. Pilnowałem, czy proces przebiega zgodnie z prawem. Dawid zyskał haniebne miano najmłodszego zabójcy na tle seksualnym w Europie i trafił do półotwartej placówki w Świdnicy.

This slideshow requires JavaScript.

Kolejne wybryki Dawida

Już rok od ogłoszenia wyroku dostał przepustkę, przyjechał wtedy do swojego domu, na miesiąc. W trakcie tego miesiąca wykorzystywał seksualnie swoją młodszą siostrę. Gdy ten fakt ujrzał światło dzienne, Dawid J. znów stanął przed sądem.
No ale co zrobić z nieletnim, który już raz został skierowany do poprawczaka za przestępstwo seksualne? Co nakazuje polskie prawo w takim przypadku? Okazało się, że co najwyżej można mu odebrać kieszonkowe albo ograniczyć czas na rozmowy telefoniczne.

Napad

Jednak posunięto się krok dalej. Dawidowi za karę, odebrano możliwość wychodzenia na przepustki. Ale i z tym problemem sprytny Dawid sobie poradził. Uciekł.
Uciekł, zanim skończył 17 lat. Złapano go na dworcu we Wrocławiu. Cóż porabiał Dawid na wolności? Napadł na 19-letnią dziewczynę i grożąc jej nożem, zabrał torebkę a w niej telefon komórkowy i 600 zł.
Nie miałem informacji, że na przepustkach broi – mówi Artur Stączek, dyrektor świdnickiego zakładu poprawczego – Nie sprawiał żadnych problemów wychowawczych – zapewnia. – Słuchy o tym, że coś wywija, zaczęły do nas docierać później, gdy już uciekł.

Wtedy został osądzony jak dorosły i trafił do więzienia na dwa lata. To paradoksalnie zmniejszyło jego początkową karę, którą miał odsiedzieć w poprawczaku. W „zamknięciu” spędził bowiem 6 lat. Wyszedł na wolność w wieku 20 lat.

Na wolności

W połowie września 2012 roku, Dawid J. wychodzi z więzienia. Matka Dawida prosi sąsiadów, czy by kto nie pojechał po niego samochodem, w dniu wyjścia bo komunikacja ze wsią jest słaba: pekaes jeździ tylko do powiatu, a dalej 11 km trzeba iść pieszo.
Nikt jednak nie pomógł. Ludzie byli w strachu i zaskoczeni, że już go wypuszczono. Tak szybko?

– Panie, co to za kraj, co to za prawo?! Zgwałcił, zamordował i po sześciu latach jest wolnym człowiekiem?! Nie ma kuratora, nie leczy się. Nic mu nie można zrobić. Musi dojść do kolejnej tragedii, żeby go na zawsze zamknęli?!

Okazuje się, że tak.
– Ma swoje prawa, może żyć jako wolny człowiek, nie możemy go nękać – mówi Emilia Szczeblewska, sekretarz gminy Świerzno. Do czasu aż nie popełni kolejnej zbrodni, policja ani inne organy nie mają prawa nachodzić Dawida.
– Zobaczyłam go 14 września na rondzie we Wrzosowie. Szedł z Kamienia do Sulikowa – opowiada Wioletta Cieślak, mama Sylwii.

Ucieczka

Rodzina z pomocą gminy uciekła do lokalu zastępczego w innej miejscowości. Nie mogli patrzeć w twarz mordercy cieszącego się wolnością, bali się również o bezpieczeństwo pozostałych córek.
Karnista prof. Piotr Kruszyński dziwi się, że to rodzina ofiary musiała uciekać przed wychodzącym na wolność sprawcą: – To nienaturalna sytuacja.
Na pytanie do policji, jak mogą zapewnić bezpieczeństwo mieszkańcom Sulikowa, gdzie na wolności chodzi gwałciciel i zabójca, pada odpowiedź:

– Funkcjonariusze z ogniwa patrolowo-interwencyjnego są wyczuleni na ewentualne zdarzenia z udziałem tego mężczyzny – stwierdza sierż. Marta Szołtun. – To oznacza m.in. wzmożone patrole, częstsze wizyty dzielnicowego, ścisłą współpracę z gminnym ośrodkiem pomocy społecznej. Robimy to, na co pozwala prawo. I nasze możliwości kadrowe. Policjant nie może stać pod domem Dawida, a radiowóz patrolować cały czas tej jednej miejscowości.

Dawida wypuszczono na wolność bez żadnych badań i nie wzięto go pod nadzór kuratora. Nie podlega nadzorowi policji.
– Siedział na krzesełku i patrzył się prosto w oczy. Tak perfidnie się śmiał. Tak z zachwytem, z zadowoleniem, aż mnie z nóg zwaliło. Prąd poraził – wspomina Cieślak.

Jednemu wolność – drugiemu więzienie

Po jakimś czasie, jednak rodzina musiała wrócić do swojego starego domu. Mieszkają 100 metrów od zabójcy swej córeczki. Nic nie mogą zrobić.
Profesor Zbigniew Lew Starowicz, seksuolog, tłumaczy:
– Jeśli on na przepustce, pod groźbą sankcji, dopuszczał się czynów niedozwolonych, po wyjściu na wolność nie należy się spodziewać niczego innego.
– Wysoki stopień zdemoralizowania jak na tak młody wiek – ocenia seksuolog, dr Stanisław Dulko – Należy realnie rozważać jego kolejne ataki.
Co więcej, według obowiązującego prawa, za dwa lata, po odbyciu kary, z jego akt został wymazany wpis, iż w ogóle był skazany.

This slideshow requires JavaScript.

Biedny chłopak

Co zaskakujące, we wsi zdania na temat chłopca są podzielone. Podczas gdy wielu się go boi, drugie tyle boi się o niego.
Gdy jedni mówią:
„Żeby go odstrzelić, upierniczyć mu jaja bez znieczulenia. Zawlec chama z powrotem za druty! Wysłać do łagrów!”.

Inni mówią „Ludzie, co z was za chrześcijanie”. „Przecież to dziecko wychowane tutaj, wśród nas. Może zabił, bo czuł się odrzucony? Może obejrzał za dużo złych filmów? Trzeba dać Dawidowi szansę”

– Dajcie mu spokój, dziennikarze… – mówi pan Józef,mieszkaniec Sulikowa. – Chłopak źle zrobił, ale więcej już tego nie zrobi. Nauczkę dostał. Skąd wiem? Rozmawiałem z nim. Ja też siedziałem. Dawno. Mówili mi, że jak wyjdę, już nie będę umiał normalnie żyć. I co? Za kraty nie wróciłem. A Dawid niby na wolności, ale jak w więzieniu. Z domu tylko po drewno się wymyka, bo w piecu przecież palić czymś trzeba. Jak jest ładny dzień, to szkoda mi go nawet, że na powietrzu choć godzinę nie pobędzie.

Wybaczenie

Ludzie zaczynają przebąkiwać, że już swoje odpokutował, z domu przecież prawie nie wychodzi. Dobrze, że z opieki dostał te 500 złotych na ubranie, bo on z więzienia taki biedny wrócił. I jednak chyba naprawiony, bo dni mijają, a nikogo nie skrzywdził. Z oczu mu jakoś lepiej patrzy niż przed skazaniem – mówią niektórzy.

A ja im mówię: poczekajcie jeszcze trochę, to się zdziwicie – przekonuje sąsiad – Przecież tu nawet jednego policjanta nie ma, który by w razie czego Dawida powstrzymał. Jeśli ktoś się nie boi, to chyba tylko ten, kto nie ma dzieci. Dzieciom zabrania się więc wracać ze szkoły na piechotę. Wszystkie jadą gimbusem. Kierowca podjeżdża jak najbliżej domów, wysadza i czeka, aż dojdą do drzwi.

 

Autor: KaPaMa
Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.