Let’s travel together.

Najbardziej tajemnicza zagadka zaginięć o jakiej przyszło mi napisać

0 2 276

wilgotny czwartkowy poranek w maju 1938 roku, setki pracowników pól naftowych w zachodniej Pensylwanii, wzięło wolny od pracy dzień, aby wziąć udział w poszukiwaniach zaginionej dziewczynki. Szukali jej wraz z tysiącem innych ochotników, którzy odpowiedzieli na wezwanie lokalnego szeryfa. Po drodze zabijali grzechotniki i uważali aby nie spaść w jeden z szybów naftowych, wykopanych podczas boomu naftowego w latach 70 XIX wieku. Ale po zmroku zmęczone twarze dziesiątek mężczyzn, przekazały rodzicom ponurą prawdę. Minął kolejny dzień, a czteroletnia, piegowata, rudowłosa Marjorie, nadal nie została znaleziona. Osiemdziesiąt lat temu Marjorie zniknęła podczas pikniku z okazji Dnia Matki w którym uczestniczyła wraz z rodziną. Jej sprawa do dnia dzisiejszego jest tematem jednego z najstarszych, nierozwiązanych przypadków zarejestrowanych przez Narodowe Centrum ds. Zaginionych i Wykorzystywanych Dzieci.

W niedzielę 8 maja 1938 roku ojciec Shirley, matka Cecilia, i dzieci- Dorothea (11), Allan (7) i Marjorie (4) wybrali się na polankę w Allegheny Forest, która była popularna wśród myśliwych i rybaków. Około 15.00 Cecilia udała się do samochodu aby odpocząć, a jej mąż przygotowywał się do łowienia pstrągów. Dziewczęta, Dorothea i Marjorie, chciały zbierać polne kwiaty, a Shirley ostrzegł je, że pod głazami czają się grzechotniki. Dziewczynki zebrały bukiet fiołków, a Dorothea udała się do samochodu by dać je mamie. Kiedy wróciła, jej siostry nigdzie nie było. Rodzina natychmiastowo pojechała do najbliższej budki telefonicznej, oddalonej o siedem mil aby skontaktować się z policją. Nastąpiły wyczerpujące poszukiwania, które trwały wiele miesięcy i zaangażowały ponad 3 tysiące miejscowych. O tej sprawie rozpisywały się wszystkie krajowe gazety. Każdy wierzył, że dziewczynka została uprowadzona. Świadkowie zeznali, że przez ten teren około godziny 15:00 przejeżdżały trzy samochody. Dwóch z kierowców zostało szybko zidentyfikowanych. Trzeci, jechał tamtego dnia tak szybko, że mijający go kierowcy musieli zjeżdżać na pobocze.

Pod koniec pierwszego tygodnia poszukiwań sprawdzony obszar objął 35 mil jednak po dziewczynce nie było śladu. Inżynierowie wypompowywali studnie, a rdzenni Amerykanie wyśledzili niedźwiedzie matki, które według ich wierzeniom miały skłonność do „wychowywania” małych dzieci. Bezskutecznie. Węże i niedźwiedzie nie były jedynymi niebezpieczeństwami czającymi się w lesie. Prawda jest taka, że w tym lesie mógł przebywać każdy, którego skusiła samotna, mała dziewczynka. Powodem ewentualnego porwania dziecka, mógł być czysty zysk. W czasie Wielkiego Kryzysu porwania dzieci stały się popularnym, mało zaawansowanym sposobem na zarobienie pieniędzy. „Fala porwań ogarnia naród”, głosił nagłówek New York Timesa 3 marca 1932 roku, dwa dni po porwaniu syna lotnika Charlesa Lindbergha. W tamtym czasie niektórzy obawiali się, że samochody, będące wciąż stosunkowo nową technologią, będą powodować wzrost liczby porwań i nie mylili się. Uprowadzenia wzrosły wraz z wykorzystywaniem samochodów i autostrad.

W dniu 12 września 1950 roku, władze Tennessee postawiły zarzuty dyrektorowi Domu Dziecka, który sprzedawał dzieci bogatym rodzinom, pomijając procedurę adopcyjną. Mężczyzna ten zmarł trzy dni po wszczęciu dochodzenia.  Teoria, że Marjorie padła ofiarą handlu prowadzonego przez dyrektora została wzmocniona przez wskazówkę jednego świadka. Kilka dni po zaginięciu dziewczynki, taksówkarz z Wirginii Zachodniej zeznał policji, że późno w nocy, w Dzień Matki, mężczyzna i płacząca płacząca dziewczynka zameldowali się w hotelu Imperial. Było to w połowie drogi do Tennessee. Jednak po upływie pięciu miesięcy teoria ta stała się mało prawdopodobna. Policja stanowa Pensylwanii wyśledziła kupca Conrada Fridleya z Zachodniej Wirginii. Mężczyzna zeznał, że tego wieczoru on i jego córka Lois wracali do domu i musieli zatrzymać się w hotelu z powodu gęstej mgły. Lois była zmęczona i płakała. Rejestry spisu ludności i zeznania członków rodziny, potwierdziły słowa Conrada.

W 2008 roku Tammy Dittman, długoletnia nauczycielka z Bradford zabrała klasę do Lasu Allegheny, aby poznać jego archeologię. Podczas tej  podróży dwaj mężczyźni z Korpusu Ochrony Ludności opowiedzieli uczniom o poszukiwaniach Marjorie. Klasa podjęła się projektu badania sprawy i prowadzeniu rozmów z małymi dziećmi o ich bezpieczeństwie. Po tym jak jedna z gazet omówiła projekt, otrzymano telefon od starszego mężczyzny będącego na łożu śmierci, który również brał udział w poszukiwaniach:

„W tamtym lesie jest wiele miejsc, które stanowią zagrożenia. Opuszczone, niewidoczne gołym okiem studnie- po prostu idziesz i lecisz w dół. Jednak ja wierzę, że ta dziewczynka została porwana. Mogę mieć tylko nadzieję, że została sprzedana do dobrej, kochającej rodziny”.

W 2010 roku od żyjących krewnych Marjorie, pobrano materiał DNA. Wprowadzono go do systemu, jednak nie znaleziono żadnego dopasowania. Harold Thomas „Bud” Beck, pisarz, gawędziarz i profesor college’u z doktoratem z językoznawstwa, zbadał sprawę po tym, jak usłyszał o tym w barze, który prowadził. Około 1998 roku, kiedy dostęp do internetu stawał się coraz bardziej powszechny, opublikował nagrodę w wysokości 10 000 USD za informacje o Marjorie. Opublikował także aktualne zdjęcia jej siostry, wyobrażając sobie, że zaginiona dziewczynka może być do niej podobna. Skontaktowała się z nim pewna kobieta, informując, że w szpitalu na Florydzie pracuje pielęgniarka, która wygląda podobnie. Beck zlokalizował tą pielęgniarkę i mimo iż podobieństwo było uderzające, zaprzeczyła że jest poszukiwaną Marjorie. Jakiś czas później kobieta skontaktowała się z nim ponownie. W tym czasie wróciła na farmę z dzieciństwa w Północnej Karolinie. Opowiedziała mu historię, którą przed śmiercią przekazała jej matka.

W 1938 roku, ojciec pielęgniarki opuścił farmę i pojechał na północ aby pracować zimą w rafineriach Bradford. Kiedy nadeszła wiosna, pora było wracać do swoich upraw. Jadąc na południe, w Dzień Matki przez Allegheny, potrącił małą dziewczynkę. W pobliżu nie było nikogo. Obawiając się o jej życie, postanowił zawieźć ją do szpitala. Pędził jak szalony, a podczas tej jazdy dziecko odzyskało przytomność. On i jego żona stracili jedyną córkę tamtej zimy. Obawiali się, że z uwagi na wiek nie będą już mogli spłodzić więcej dzieci. Mężczyzna przyprowadził Marjorie na farmę i tam ją wychował. Kilka lat później stracił rękę na pokładzie lotniskowca w czasie drugiej wojny światowej. Przez cały czas uważał, że jest to „Boski sposób ukarania go za to co zrobił”. Pielęgniarka mówiła rodzicom, że pamięta inną rodzinę, miała przebłyski w pamięci, ale skutecznie wmawiano jej, że to tylko sny. Kobieta zgodziła się na opowiedzenie Beck’owi tej historii pod warunkiem złożenia dwóch obietnic: Po pierwsze nie mógł nikomu opowiedzieć o jej tożsamości, z wyjątkiem Dorothei, z którą chciała się spotkać, po drugie mógł opublikować tą historię tylko po jej śmierci. Według mężczyzny w tamtym czasie Dorothea była w złym stanie zdrowia i nie mogła się spotkać z „Marjorie”. Pielęgniarka zmarła około dziesięciu lat temu. Beck dotrzymał obietnicy i opublikował tą historię po jej śmierci w swojej książce. Wszyscy naciskają go aby powiadomił o tym wszystkim władzom, ale on postanowił dochować tajemnicy i nie chce ujawnić gdzie spoczęła „Pielęgniarka Marjorie”, co rozwiązało by tą tajemniczą zagadkę. Gdyby ekshumowano jej zwłoki, badania DNA powiedziałyby prawdę. Chociaż opowieść Becka jest wątpliwa, jeśli jest prawdą wyjaśniłaby fakt nagłego zaginięcia dziewczynki i pędzącego szybko, nigdy niezidentyfikowanego samochodu.

W Wy moi drodzy? Co myślicie o tej sprawie?

 

 

 

 

Komentarze
Loading...