Let’s travel together.

Czy morderca może leżeć w grobie razem ze swoją ofiarą?

0 7 072

Gabriel Szz Konstantynowa Łódzkiego był właścicielem firmy, która instalowała systemy grzewcze i telekomunikacyjne. Mężczyzna sprawiał bardzo dobre wrażenie, był kulturalny i uprzejmy, jednak kobieta o której rękę zabiegał, nie była do niego przekonana. Czyżby coś przeczuwała?

Para idealna

Gabriel łatwo się nie poddawał, od zawsze był uparty. Eliza, która wpadła mu w oko miała wtedy chłopaka, ale kiedy w związku pojawił się kryzys, Gabriel wiedział jak ten moment wykorzystać. Dużo pomogli mu w tym rodzice dziewczyny- tłumacząc córce, że z mężczyzną z bogatej rodziny będzie jej najlepiej. W końcu się udało, a Eliza – młodziutka księgowa uległa. Wśród bliskich uchodzili za dobrze dobrane, szanujące się małżeństwo. Mimo młodego wieku, bardzo dobrze powodziło im się finansowo – dorobili się mieszkania i dwóch samochodów.

Chodziłyśmy razem na nauki przedmałżeńskie. Wydawało się, że ta para naprawdę się kocha. On prawie na rękach ją nosił. Zawsze był blisko. Odgadywał jej pragnienia i wszystkie spełniał. Pamiętam, że nie mówił do Elizy inaczej, niż: „kwiatuszku”, a ona do niego: „misiaczku”wspominała znajoma kobiety.

Polisa na życie

A jednak ten wzbudzający zaufanie 33- letni mężczyzna krok po kroku planował, według niego zbrodnię doskonałą. Bez wiedzy 28- letniej Elizy zawarł polisy ubezpieczeniowe na jej życie, fałszując jej podpis. Jego celem były tylko  pieniądze –  ponad pół miliona złotych.

Był bardzo miły, grzeczny i uprzejmy zarówno dla nas, jak i dla naszych przyjaciół. Mieliśmy o nim bardzo dobre zdanie – mówił ojciec Elizy.

 Eliza odwiedzała nas trzy, cztery razy w tygodniu sama lub z nim. Nie mieliśmy podstaw, żeby coś podejrzewać– dodała matka.

W lipcu 2004 r. Eliza zmarła, ponieważ spotkała na swojej drodze pijanego kierowcę. Gdy chowano ją na cmentarzu w Konstantynowie, wszyscy wierzyli, że to prawda. Niestety rzeczywistość była brutalniejsza.

Pieniądze ważniejsze niż życie żony

17 czerwca Gabriel zadzwonił do żony i pod pretekstem wspólnego obejrzenia działki pod budowę domu, zwabił ją na wiejską, mało ruchliwą drogę. Czekał na nią w lesie – w polonezie ze zdjętymi tablicami rejestracyjnymi, który zakupił na tę okazję za 1000 zł, na fałszywe nazwisko. Na twarzy miał maskę, a w bagażniku dwie 11-kilogramowe butle z gazem i parę butelek z benzyną. Kiedy Eliza minęła go swoim seatem, ruszył za nią uderzając, w lewe przednie drzwi. Mimo, iż siła uderzenia była ogromna, kobieta przeżyła ten wypadek- była nieprzytomna.

Chcący upozorować zdarzenie z udziałem nieznanego sprawcy, Gabriel oblał auto benzyną, podpalił i oddalił się z miejsca zbrodni. Wrócił dopiero gdy strażacy dogasali samochód. Udawał przerażonego i krzyczał by ratować Elizę, która nadal żyła tylko dzięki temu, że jakimś cudem wyczołgała się z płonącego auta….Policjantom z obłędem w oczach, opowiadał o kierowcy, który w nich uderzył. Sprawiał wrażenie wiarygodnego. Sam poniósł obrażenia, ale tylko on wiedział, że poparzenia na jego twarzy powstały podczas podpalania auta…Małżeństwo trafiło do szpitala.

Odwiedzaliśmy Gabriela. Nie informowaliśmy go, w jakim stanie była Eliza, żeby tego nie przeżywał, bo mu współczuliśmy. Byliśmy przecież w tej samej drużynie – ktoś spowodował wypadek, a oni są poszkodowani -mówił ojciec kobiety.

Lekarze z Siemianowickiego szpitala, walczyli o życie Elizy przez trzy tygodnie. Niestety zmarła 6 lipca 2004 roku. Nikt nawet nie mógł przypuszczać, że zginęła z rąk męża. Gabriel sam zajął się pogrzebem, wybrał plac, trumnę, a rodzice Elizy zaakceptowali jego wybór. Zadbał także by jego małżonkę pożegnały tłumy ludzi, jednoczył się w bólu z bliskimi Elizy, którzy kilka dni po pogrzebie doznali kolejnego szoku.

Świadek i wola skazanego

Zadzwonili z policji i powiedzieli, że zięć został zatrzymany. Pojechaliśmy na komendę i tam się dowiedzieliśmy okrutnej prawdy – wspominała matka.

Sprawca został ustalony dzięki dociekliwości policjantów i temu, że znalazł się nieoczekiwany świadek.

To nie było łatwe, ale ustaliliśmy, kto naprawdę kupił poloneza. Potem okazało się, że w dniu wypadku Gabriela Sz. nie było w pracy. Pracowników okłamał, że wyjeżdża na targi. Kluczowy w sprawie okazał się jednak naoczny świadek. Kolega oskarżonego, którego Gabriel Sz. Poprosił o pomoc. Powiedział mu, że chce wymusić odszkodowanie za samochód. Nie wspominał o zabójstwie, jednak to nie stanowiło już dla nas problemu. Kolega miał zabrać Gabriela Sz. Z miejsca zdarzenia do domu. Gdy zobaczył jednak, że kompan podpala auto, spanikował i uciekł.

Zatrzymany, nie przyznał się do zabójstwa małżonki, mimo tego strona oskarżająca, zażądała najsurowszej kary. Gabriel dopuścił się zbrodni przeciwko życiu, realizując scenariusz niczym z filmu – brutalny i dobrze zaplanowany. Mężczyzna został skazany na dożywocie, skąd napisał list do sądu o następującej treści:

Moją wolą jest spocząć po śmierci z żoną Elizą, czego ani wysoki sąd, ani nikt inny zabronić mi nie może. Poza tym, że jestem skazany na dożywocie, nadal jestem człowiekiem, pamiętającym codziennie o stracie żony. 

Wymiar sprawiedliwości i w tym przypadku nie miał wątpliwości, że morderca nie może być pochowany z własną ofiarą. Mimo, iż Gabriel był dysponentem wykupionego przez niego miejsca spoczynku i to on miał prawo do decyzji kto zostanie w tym miejscu pochowany, sąd przyznał prawo go grobu Elizy, jej mamie.

Autor, Dorota Ortakci

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

 

 

Komentarze
Loading...