Let’s travel together.

Czy morderca może leżeć w grobie razem ze swoją ofiarą? Okrutne zabójstwo z rąk męża

0 3 116

Gabriel Sz. z Konstantynowa Łódzkiego, właściciel firmy, która instalowała systemy grzewcze i telekomunikacyjne, mężczyzna sprawiający bardzo dobre wrażenie- kulturalny i uprzejmy. Jednak kobieta o, której rękę bardzo długo się starał, nie była do niego przekonana. Czyżby coś przeczuwała?

Gabriel łatwo się nie poddawał, od zawsze był uparty. Eliza miała wtedy chłopaka, a kiedy w związku pojawił się kryzys, Gabriel wiedział jak ten moment wykorzystać. Dużo pomogli mu w tym rodzice dziewczyny- tłumacząc córce, że z mężczyzną z bogatej rodziny będzie jej najlepiej. W końcu się udało, a Eliza- młodziutka księgowa uległa. Po ślubie byli trzy lata, nie mieli dzieci. Wśród bliskich uchodzili za dobrze dobrane, szanujące się małżeństwo. Mimo młodego wieku, bardzo dobrze powodziło im się finansowo- dorobili się mieszkania i dwóch samochodów, a „zatroskany” mąż ubezpieczył żonę na dużą sumę.

„Chodziłyśmy razem na nauki przedmałżeńskie. Wydawało się, że ta para naprawdę się kocha. On prawie na rękach ją nosił. Zawsze był blisko. Odgadywał jej pragnienia i wszystkie spełniał. Pamiętam, że nie mówił do Elizy inaczej, niż: „kwiatuszku”, a ona do niego: „misiaczku”wspominała znajoma kobiety.

A jednak ten wzbudzający zaufanie 33- letni mężczyzna krok po kroku planował, według niego zbrodnię doskonałą. Bez wiedzy 28- letniej Elizy zawarł polisy ubezpieczeniowe na jej życie, fałszując jej podpis. Jego celem były tylko te pieniądze-  ponad pół miliona złotych.

„Był bardzo miły, grzeczny i uprzejmy zarówno dla nas, jak i dla naszych przyjaciół. Mieliśmy o nim bardzo dobre zdanie” – mówił ojciec Elizy.

” Eliza odwiedzała nas trzy, cztery razy w tygodniu sama lub z nim. Nie mieliśmy podstaw, żeby coś podejrzewać”– dodawała matka.

Eliza zginęła, bo spotkała na swojej drodze pijanego kierowcę. Gdy chowano ją na cmentarzu w Konstantynowie, wszyscy wierzyli, że to prawda. Niestety rzeczywistość była brutalniejsza.

17 czerwca 2004 roku Gabriel zadzwonił do żony i pod pretekstem wspólnego obejrzenia działki pod budowę domu, zwabił ją na wiejską, mało ruchliwą drogę. Czekał na nią w lesie- w polonezie ze zdjętymi tablicami rejestracyjnymi, który zakupił na tę okazję za 1000 zł na fałszywe nazwisko. Na twarzy miał maskę, a na pace dwie 11-kilogramowe butle z gazem i parę butelek z benzyną. Kiedy Eliza minęła go swoim seatem, ruszył za nią uderzając, w lewe przednie drzwi. Mimo iż siła uderzenia była ogromna, kobieta przeżyła ten wypadek- była nieprzytomna. Chcący upozorować zdarzenie z udziałem nieznanego sprawcy, Gabriel oblał auto benzyną, podpalił i oddalił się z miejsca zbrodni. Wrócił dopiero gdy strażacy dogasali samochód. Udawał przerażonego próbując ratować Elizę, która nadal żyła tylko dzięki temu, że jakimś cudem wyczołgała się z płonącego auta….Policjantom z obłędem w oczach, opowiadał o kierowcy, który w nich uderzył. Sprawiał wrażenie wiarygodnego. Sam poniósł obrażenia, ale tylko on wiedział, że poparzenia na jego twarzy powstały podczas podpalania auta…Małżeństwo trafiło do szpitala.

„Odwiedzaliśmy Gabriela. Nie informowaliśmy go, w jakim stanie była Eliza, żeby tego nie przeżywał, bo mu współczuliśmy. Byliśmy przecież w tej samej drużynie- ktoś spowodował wypadek, a oni są poszkodowani” -mówił ojciec kobiety.

Lekarze z Siemianowickiego szpitala, walczyli o życie Elizy przez trzy tygodnie. Niestety zmarła 6 lipca 2004 roku. Nikt wtedy nie przypuszczał, iż zginęła z rąk męża. To Gabriel zajął się pogrzebem. Wybrał plac, trumnę a rodzice Elizy zaakceptowali jego wybór. Zadbał by jego małżonkę pożegnały tłumy ludzi, jednoczył się w bólu z bliskimi Elizy, którzy kilka dni po pogrzebie doznali kolejnego szoku.

„Zadzwonili z policji i powiedzieli, że zięć został zatrzymany. Pojechaliśmy na komendę i tam się dowiedzieliśmy okrutnej prawdy”– wspominała matka.

Sprawca został ustalony dzięki dociekliwości policjantów, i temu, że znalazł się nieoczekiwany świadek.

„To nie było łatwe, ale ustaliliśmy, kto naprawdę kupił poloneza. Potem okazało się, że w dniu wypadku Gabriela Sz. nie było w pracy. Pracowników okłamał, że wyjeżdża na targi. Kluczowy w sprawie okazał się jednak naoczny świadek. Kolega oskarżonego, którego Gabriel Sz. Poprosił o pomoc. Powiedział mu, że chce wymusić odszkodowanie za samochód. Nie wspominał o zabójstwie, jednak to nie stanowiło już dla nas problemu. Kolega miał zabrać Gabriela Sz. Z miejsca zdarzenia do domu. Gdy zobaczył jednak, że kompan podpala auto, spanikował i uciekł”

Zatrzymany nie przyznał się do zabójstwa małżonki, mimo tego strona oskarżająca, zażądała najsurowszej kary. Gabriel dopuścił się zbrodni przeciwko życiu, realizując scenariusz niczym z filmu- brutalny i dobrze zaplanowany. Mężczyzna został skazany na dożywocie skąd napisał list do sądu o następującej treści:

„Moją wolą jest spocząć po śmierci z żoną Elizą, czego ani wysoki sąd, ani nikt inny zabronić mi nie może. Poza tym, że jestem skazany na dożywocie, nadal jestem człowiekiem, pamiętającym codziennie o stracie żony”. 

Wymiar sprawiedliwości i w tym przypadku nie miał wątpliwości, że morderca nie może być pochowany z własną ofiarą. Mimo iż Gabriel był dysponentem wykupionego przez niego miejsca spoczynku, i to on miał prawo do decyzji kto zostanie w tym miejscu pochowany, sąd przyznał prawo go grobu, Elizy jej mamie.

 

 

Komentarze
Loading...