Let’s travel together.

Czy mężczyznę podającego się za „Peter’a Bergmann’a” uda się kiedyś zidentyfikować?

0 2 410

12 czerwca 2009 roku w około godziny 18:30, szczupły, opalony mężczyzna z krótkimi siwymi włosami i głębokim germańskim akcentem w wieku dobiegającym pięćdziesiątki, wyszedł z autobusu na stacji Sligo Mac Diarmada, w Irlandii. Na ramieniu nosił czarną torbę, podobną do tej na laptopa, zaś w dłoni trzymał drugą, większą torbę bagażową. Udał się taksówką do miasta, gdzie zatrzymał się w jednym z hoteli na trzy doby, płacąc 65 euro za noc. Za swój pobyt zapłacił gotówką. Nie rezerwował wcześniej pokoju. Wypełnił niezbędne formularze, aby się zameldować, wpisując: „Peter Bergmann, Ainstettersn 15, 4472 Wien, Austria”. Później okazało się, że Peter Bergmann to tylko przybrany pseudonim, a pod podanym adresem nic nie istnieje. Nazwisko Bergmann jest powszechne w Holandii, a wywodzi się z Niemiec lub Szwecji. Następnego ranka mężczyzna udał się na pocztę, gdzie zakupił klaser ze znaczkami pocztowymi. Napisał listy i wrzucił je do skrzynki pocztowej. Listy nigdy nie zostały wyśledzone ani odzyskane. Przez cały czas jego pobytu w hotelu pracownicy recepcji zauważyli, że za każdym razem mężczyzna wychodził z plastikową, fioletową reklamówką, ale wracał bez jej zawartości. Oświadczyli, że ciągle wchodził i wychodził. Mówił bardzo niewiele i trzymał się z daleka. Jak czegoś potrzebował, zazwyczaj gestykulował. 14 czerwca, wsiadł do taksówki i zapytał o cichą plażę na której mógłby odpocząć i popływać. Kierowca zasugerował mu plażę Rosses Point. Po jakimś czasie „Peter” wrócił tą samą taksówką.

Następnego dnia 15 czerwca po godzinie 13:00 mężczyzna wymeldował się z hotelu. Nie miał ze sobą torby podróżnej, co oznacza, że pozbył się jej w trakcie pobytu. Wziął ze sobą torbę na ramie, fioletową reklamówkę i drugą czarną. Zgodnie z zapisem monitoringu, czterdzieści minut później jadł kanapkę popijając cappuccino i przeglądając zawartość kieszeni, zanim ostatecznie o godzinie 14:20 wsiadł do autobusu jadącego do Rosses Point – tej samej plaży na którą taksówkarz zabrał go poprzedniego dnia. Wielu plażowiczów zwróciło na niego uwagę tego dnia. Wyróżniał się na tle ludzi, ponieważ był w pełni ubrany, a jak wiadomo skórzana kurtka i ciemne spodnie podwinięte do kolan, zwracają na siebie uwagę, podczas gdy wszyscy są strojach kąpielowych. Według świadków brodził w zamyśleniu w wodzie, sięgającej mu do kostek. Późną nocą napotkała go młoda para. Przywitali go z uśmiechem, a on skinął głową w odpowiedzi.

Wczesnym rankiem 16 czerwca Artur i Brian Kinsella, odnaleźli ciało mężczyzny. Byli zszokowani tym odkryciem, ale udało im się skomponować i odmówić modlitwę za duszę zmarłego przed skontaktowaniem się z władzami. Mężczyzna nie miał przy sobie dowodu osobistego, a metki na jego ubraniach zostały usunięte. Mimo rozległych poszukiwań w okolicy, nie znaleziono żadnego z przedmiotów, których wcześniej się pozbył. Sekcja zwłok wykazała, że przyczyną śmierci było utonięcie. Nieznany człowiek miał także raka gruczołu krokowego z przerzutami na kości, a jego jedna nerka została wcześniej usunięta. Jego serce również było w bardzo złym stanie. Człowiek z tak poważnymi schorzeniami, nie potrafiłby normalnie funkcjonować bez silnych leków przeciwbólowych. Mimo tego w jego krwiobiegu nie natrafiono na ślad leków przeciwbólowych, ani innych substancji.

Człowiek ten bardzo dokładnie zaplanował swoje samobójstwo, i dokonał wszelkich starań by nigdy nie został zidentyfikowany. Sprawa niezidentyfikowanego mężczyzny, nigdy nie wyszła poza kręgi Irlandii, a jego ciało spoczęło w Silgo. W 2015 roku jedna z gazet poinformowała, że skontaktowano się w tej sprawie z policją, wówczas austriacka policja zauważyła że Irlandzkie władze tak naprawdę nigdy nie zgłosiły im niezidentyfikowanego mężczyzny, których mógł pochodzić z Austrii. Nie złożono również zawiadomienia dla Interpolu. Sprawa ta pozostaje niewyjaśniona. 

Komentarze
Loading...