Let’s travel together.

„Lewą ręką trzymałem ją za włosy, a w prawej miałem nóż”. Sprawa zaginionej 22-latki

0 4 382

22- letnia Małgorzata S. Ze Stęszewa była cieszącą się życiem, piękną, blondynką, która niegdyś próbowała swoich sił w modelingu. Organy ścigania uznały ją za zmarłą, osoby odpowiedzialne za jej śmierć zostały skazane, ale Małgorzata nadal widnieje na stronie fundacji zajmującej się poszukiwaniem osób zaginionych. Dlaczego? Bo jej ciała nigdy nie odnaleziono.

Był 22 grudzień 2000 rok. Zbliżało się Boże Narodzenie. Tego dnia Małgorzata była w pracy w jednej z Poznańskich firm. Była bardzo podekscytowana, gdyż wielkimi krokami zbliżał się jej wymarzony, wyjazd do Barcelony gdzie miała jechać z najlepszą przyjaciółką. Dziewczyny zamierzały spędzić sylwestrową noc z tysiącami członków ekumenicznej wspólnoty kościelnej. Wszystko było dopięte na ostatni guzik- nocleg, bilety, spakowane ubrania. O godzinie 16:00 Małgosia opuściła biuro z zamiarem udania się do Stęszewa, gdzie miała pomagać mamie w przygotowaniach do wigilijnej kolacji. Godzinę po opuszczeniu biura przestała odbierać telefon i zniknęła. Jeszcze tego samego dnia, przypadkowi świadkowie w lesie pomiędzy Rogalinem a Świątnikami zauważyli płonące auto. Mimo iż wrak był w złym stanie, szybko ustalono iż jest to Cinquecento Małgosi, ale po niej samej nie było nigdzie śladu. Wypadek samochodowy wykluczono. Fiat dziewczyny został celowo podpalony.

Policjanci natychmiast przystąpili do poszukiwań kobiety. W ciągu następnych dni na ulicach Poznania, pojawiły się plakaty z wizerunkiem uśmiechniętej blondynki. Do poszukiwań dołączył odnoszący sukcesy w tamtych czasach, detektyw Krzysztof R. Oraz kilku jasnowidzów, którzy jednogłośnie twierdzili, że Małgosia została uprowadzona. Podejrzewano, że atrakcyjna kobieta mogła paść ofiarą handlu żywym towarem. Jednak już dwa tygodnie później tą teorie jak i wersję o samobójstwie można było wykluczyć. Śledczy natrafili na ślad telefonu komórkowego zaginionej. Telefon miał już nowego właściciela, który jak zeznał nabył go od znajomego przyjaciółki Małgosi. Wyniki śledztwa zszokowały wszystkich.

Jak już wiemy Małgosia wraz z przyjaciółką planowała wyjazd do Barcelony. Kobiety były jak papużki nierozłączki. Każdą wolną chwilę spędzały razem i często chodziły na dyskoteki, co nie podobało się 25- letniemu wówczas Sebastianowi S- chłopakowi przyjaciółki, który bardzo nie lubił Małgorzaty. Uważał, że ma ona zły wpływ na jego dziewczynę. Oficjalnie nie okazywał jednak nienawiści i udawał, że akceptuje tą przyjaźń. Jednak kiedy dowiedział się o planowanym wyjeździe, wpadł w szał. W końcu miał inne plany na sylwestrową noc- chciał zabrać dziewczynę na dyskotekę.

„Wtedy to się naprawdę wkurwiłem”– mówił podczas późniejszego przesłuchania.

Sebastian postanowił rozwiązać problem w najbardziej makabryczny sposób. O pomoc poprosił młodszego kolegę, Ryszarda J. Obaj wcześniej byli karani za drobne przestępstwa. Sebastian doskonale znał rozkład dnia Małgosi. Sprawdził także gdzie zaparkowała swój samochód. Feralnego dnia obaj czekali na nią przed bankiem.

„Zepsuł nam się samochód, a nie mamy jak wrócić do domu. Podwiozłabyś nas?”– rzekł mężczyzna do zaskoczonej przypadkowym spotkaniem Gosi.

Ta nie miała powodów by odmówić. W końcu o pomoc prosił ją chłopak najlepszej przyjaciółki. Dramat rozegrał się już w aucie. Zaskoczona dziewczyna została uderzona pięścią w twarz, a następnie skrępowana i rzucona na tylne siedzenie. Bezbronna i zakneblowana, nie miała najmniejszej szansy na to by zwrócić na siebie uwagę innych kierowców. Mężczyźni zawieźli ją do miejscowości Komorniki, gdzie mieścił się warsztat jednego z nich. W jego wnętrzu czekała już przygotowana piwnica, w której zwyrodnialcy mieli więzić kobietę. Ponoć zabójstwa nie mieli w planie, tak naprawdę do dziś nie wiadomo czemu napastnik postanowił zabić Małgosię. W trakcie zatrzymania, morderca był niewzruszony. Nie okazywał żadnych emocji. Obaj mężczyźni zgodnie twierdzili, że zaszło nieporozumienie, a zakucie ich w kajdanki jest absurdem. Zapewnili sobie nawet alibi, ale śledczy przeczuwali, że coś kręcą i się nie mylili. Pierwszy „pękł” Ryszard który ze szczegółami opowiedział co wydarzyło się 22.12.2000 roku.

„Chciałem ją tam zamknąć. Wewnątrz piwnicy kompletnie zacząłem szaleć (…), uderzyłem ją pięścią w brzuch i wydaje mi się na pewno, że Rychu ją kopnął. Chwyciłem ją za włosy. Lewą ręką trzymałem ją za włosy, a w prawej miałem nóż (…) i dźgnąłem ją w szyję” – zeznawał Sebastian.

Jeszcze tego samego wieczoru sprawcy pozbyli się ciała. Zawinęli zwłoki Małgosi w dywan i udali się nad brzeg Warty. Wrzucili zwłoki do rzeki a wraz z nimi narzędzie zbrodni. Następnie pojechali do lasu i podpalili samochód. Kilka godzin później Sebastian pojawił się w mieszkaniu swojej dziewczyny. Nie zdradził się w niczym, a jego zachowanie nie budziło niepokoju. W  następnych dniach brał czynny udział w poszukiwaniach Małgosi. Był nawet u niej w domu…Nikt nie miał wtedy najmniejszego powodu by go podejrzewać.

W trakcie procesu żaden z oskarżonych nie przyznał się do zabójstwa. Sebastian S. Przyznawał się do porwania, ale twierdził, że kobietę przekazał członkom gangu, którzy zajmują się dostarczaniem kobiet do agencji towarzyskich. Ryszard twierdził, że działał na zlecenie, ale nie może podać nazwisk wspólników gdyż groziłaby mu śmierć z ich ręki. Nikt im nie uwierzył, ponieważ ta opowieść była zupełnie nieprawdopodobna. Proces miał charakter poszlakowy, ale budził ogromne emocje i zainteresowanie opinii publicznej. Tym bardziej, że obaj mężczyźni po krótkim czasie odwołali swe zeznania.

„Wcześniej przyznałem się do zabójstwa, bo takie zeznania wymusili na mnie biciem policjanci”– zapewniał sąd oskarżony.

Jednak ślady zabezpieczone w piwnicy warsztatu były wiarygodnym materiałem dowodowym

„Ślad znaleziono na drzwiach wejściowych do budynku.Sebastian całe to miejsce zalał ropą. Laboratorium na wszystkie sposoby próbowało wyciągnąć stamtąd DNA, ale się nie udało. Ślad biologiczny znaleziony na framudze drzwi potwierdził, że Małgorzata musiała być w tej piwnicy” – mówił jeden ze śledczych.

Ostateczny wyrok w tej sprawie zapadł cztery lata później. Sąd skazał Sebastiana S. Na karę dożywotniego pozbawienia wolności z możliwością ubiegania się o przedterminowe zwolnienie po trzydziestu latach. Ryszard J. Został skazany na sześć lat pozbawienia wolności. Sebastian wykorzystał wszystkie możliwości odwołania się od wyroku. Dziś siedzi w celi dla najbardziej niebezpiecznych skazanych. To więzienie w więzieniu.

„Nie jestem bestią, jak mnie się przedstawia. Nie jestem idealny, ale nie jestem na wskroś zły. Nie zabiłem Małgorzaty”– mówił beznamiętnym głosem, odczytując tekst z pomiętej kartki.

„Małgorzata S. Miała by większe szanse na przeżycie, gdyby na swej drodze spotkała wilka a nie oskarżonego”– mówił sędzia.

W poszukiwania ciała Małgosi zaangażowano ogromne siły. Dno Warty sprawdzano metr po metrze. Niestety bez skutku. Nie odnaleziono jej ciała przez co mimo prawomocnych wyroków, w sercach jej bliskich wciąż tli się nadzieja…

 

Komentarze
Loading...