Let’s travel together.

Bulwersująca sprawa morderstwa dwójki dzieci. Gdzie leży prawda?

0 3 197

W nocy 6 czerwca 1996 r. Darlie Routier zadzwoniła pod numer alarmowy, krzycząc że ona i jej synowie zostali dźgnięci nożem. Ratownicy medyczni przybyli na miejsce w ciągu pięciu minut. Najstarszy chłopiec Devon zmarł na miejscu na skutek czterech ran zadanych nożem. Za trzy dni miał obchodzić swoje 7 urodziny. Jego pięcioletni brat, Damon zmarł chwilę później w karetce. Darlie miała głęboką ranę na szyi i rany cięte na rękach. Została natychmiast przewieziona do miejscowego szpitala. Kobieta przeszła operację i przeżyła. Osiem miesięcy później została skazana na śmierć za zabicie swoich synów.

„Nigdy nie uwierzę, że moja córka to zrobiła. Zabójca moich wnuków, wciąż jest na wolności .Tu chodzi o prawdę i o sprawiedliwość dla Devona i Damona. To jest najważniejsze … musimy uratować jej życie, zanim zgładzą tę niewinną dziewczynę.”mówiła przez łzy mama Darlie.

Jej rodzina twierdziła, że istotne dowody zostały przeoczone podczas procesu. Darlie od samego początku mówiła, że ona i jej synowie zostali zaatakowani podczas snu. Twierdziła, że wraz z synami zasnęła w pokoju gościnnym, podczas oglądania telewizji. Jej mąż Darin spał na górze z ośmiomiesięcznym synkiem, Drake’em. Według niej obudziła się około godziny 2:30 i zobaczyła nad sobą mężczyznę z nożem. Napastnik uciekł, więc Darlie ruszyła za nim do pomieszczenia gospodarczego, gdzie znalazła nóż. Chciała się bronić, na wypadek gdyby wrócił. Właśnie wtedy zdała sobie sprawę, że jest ranna. Chwilę później dostrzegła swoich synów we w krwi. 

Słyszę ten krzyk. Zbiegam po schodach. W tym momencie Darlie krzyczy: „Devon, Devon, Devon, Devon, Devon, Devon”. Podbiegam do niego i widzę te dwie plamy krwi, w górnej części klatki piersiowej. Zaczynam reanimację, ale jak tylko wdmuchnąłem powietrze w jego usta, ono wylatywało przez dziurę w klatce piersiowej. Byłem cały we krwi. Obudziłem się w najgorszym koszmarze. Moje dziecko umierało, a ja nie wiedziałem co mam robić.”opowiadał mąż kobiety.

Śledczy nie kwestionowali historii Darin’a, ale byli zaniepokojone oświadczeniem  jego żony. Nie rozumieli, w jaki sposób mogła przespać atak na jej synów i nie umieć podać dokładnego opisu napastnika. 

„Kiedy nadszedł czas, aby opisać tak zwanego podejrzanego, nie była w stanie opisać tej osoby, mimo że według jej zeznań napastnik nachylał się nad nią.”mówił detektyw.

Na miejscu zbrodni śledczy nie znaleźli dowodów potwierdzających wersję wydarzeń Darli. Odkryli domniemany punkt wejścia i wyjścia zabójcy – otwarte okno w garażu. Mimo to na parapecie wisiała ogromna warstwa kurzu i pajęczyn, co sugeruje, że nikt przez to okno nie przeszedł. 

„Brak śladów krwi prowadzących do okna garażu- czyli na drodze, którą intruz miał pokonać, było co najmniej problematyczne. Krew znajdowała się tylko i wyłącznie w miejscu zdarzenia. Czy morderca zadający ciosy ostrym narzędziem trzem osobom, byłby wstanie zachować tak idealny porządek? To była jedna z rzeczy, które znowu nie pasowały do tej historii”kwestionował kolejny z detektywów.

Kolejna zagadkowa wskazówka została odkryta w ślepym zaułku 75 jardów od domu, w którym doszło do tragedii. Tam śledczy odnaleźli skarpetkę, ze śladami krwi obydwu chłopców. Według prokuratora, skarpetka została w tym miejscu celowo podrzucona:

„Jedną z cech przypadków, w których matki angażują się w zabijanie dzieci jest to, że po fakcie próbują zatuszować swój czyn, w bardzo amatorski sposób. Nikt nie chce wierzyć, że matka zrobiłaby coś takiego swoim dzieciom. Ale w pewnym momencie, kiedy otrzymujesz tego rodzaju przytłaczające dowody fizyczne, musisz zacząć akceptować niektóre z nich.”

Półtora tygodnia po zabójstwach, Darlie została przesłuchana przez detektywa znanego ze skutecznego wymuszania zeznań na podejrzanych. Według niego kobieta przyznała się do zabójstwa swoich dzieci. Ta stanowczo zaprzeczyła, jednak jej rozmowy z detektywem w żaden sposób nie zarejestrowano. Nie było nagrania wideo, czy nawet taśmy. Ale to nie przeszkadzało w tym by nadal podtrzymywać, że kobieta jest winna. Prokuratura oceniła oskarżoną, jako samolubną, której ekstrawagancki styl życia był zagrożony przez obowiązki macierzyństwa. Insynuowano, że zależało jej na pieniądzach z ubezpieczeń na życie. Prócz tego sugerowano, że Darlie cierpiała na depresje poporodową. Jednym zdaniem, zabiła dzieci, poderżnęła sobie gardło a winę próbowała zrzucić na kogoś kto nie istnieje. 

Podczas rozprawy, lekarz sądowy zeznał, że rany kobiety były powierzchowne i zadane w wyniku samookaleczenia. Ale obrona przedstawiła dokumentację medyczną z której wynikało, że ​​cięcie przebiegło dosłownie 3 milimetry od tętnicy szyjnej. Gdyby tętnica została uszkodzona, pieniądze z ubezpieczenia dzieci, już by się kobiecie nie przydały. Po drugie polisa wynosiła 5000$. Jeśli Darlie zależało na pieniądzach, dlaczego nie zabiła męża, który był ubezpieczony na 800 000$? Odnośnie śladów krwi na ubraniu kobiety, praktycznie cała krew należała do niej, z wyjątkiem dwóch maleńkich plamek na jej plecach. 

Mimo wielu za i wielu przeciw, kobieta została zabrana do celi śmierci w więzieniu stanowym Gatesville. Jej rodzina i prawnicy twierdzą, że podczas śledztwa i procesu sądowego pominięto najważniejsze szczegóły. Mówiono, że zdjęcia jej ran nie zostały właściwie przedstawione ławie przysięgłych. Po rozprawie jeden z nich, który skazał  kobietę, miał okazję bliżej przyjrzeć się tym fotografiom:

„Po tym, jak zobaczyłem zdjęcia, poczułem, że nie jest winna. Nie skaleczyła się, ale podjęła walkę, by chronić siebie. Wierzę z całego serca, że jest niewinna. Nie mam co do tego wątpliwości.”

Zbadano także linię czasową wydarzeń z tamtej nocy. Analizując: Świadectwo medyczne wykazało, że Damon nie mógł żyć dłużej niż dziewięć minut i że nie umarł, dopóki nie przybyli sanitariusze. Więc zanim przybyli, musiały się zdarzyć następujące wydarzenia: Darlie rozmawiała z operatorem 911 przez pięć minut i 40 sekund z tych dziewięciu minut. Policja zabezpieczyła miejsce zbrodni przez dodatkowe dwie minuty z dziewięciu minut, zanim sanitariusze przybyli na miejsce. To pozostawiałoby Darlie około półtorej minuty, by przejść 68 metrów po to by w zaułku porzucić skarpetkę, zainscenizować miejsce zbrodni i poderżnąć sobie gardło. Półtorej minuty….

Rodzina kobiety wierzy, że ​​niezidentyfikowane odciski palców na miejscu zbrodni należą do intruza. Odciski palców zabezpieczono na drzwiach garażu. Nigdy nie zostały one zidentyfikowane. Co ważne w tym samym rejonie, miała już miejsce seria podobnych ataków na kobiety i dzieci. Napastnik, który nigdy nie został schwytany, na podstawie zeznań ofiar nosił na dłoniach skarpetki, aby nie pozostawiać odcisków palców.  

Adwokaci Darlie nadal odwołują się od wyroku. Jeśli odwołania zostaną wyczerpane, kobieta zostanie stracona. 

Komentarze
Loading...