Let’s travel together.

Tajemnica zaginięcia dwuletniej dziewczynki

0 3 089

Ciężko sobie wyobrazić, przerażenie rodzica kiedy ginie dziecko, ale czy to możliwe że w obliczu tak tragicznej sytuacji rodzice wmówią sobie wszystko, by uniknąć okrutnej prawdy? To może być jedyne wytłumaczalne zjawisko, związane z zaginięciem Pauline Picard.

Pauline miała zaledwie dwa lata, kiedy zniknęła z rodzinnego gospodarstwa położonego w skalistym terenie Bretanii we Francji, w 1922 roku. Wolontariusze wraz z policją przeszukiwali cały kraj, jednak bezskutecznie. Dopiero dwa tygodnie później, gdy już prawie wszyscy stracili nadzieję, na odnalezienie Pauline, z miasta Cherbourg, odległego o 500 kilometrów, nadeszła wiadomość, że znaleziono małą dziewczynkę. Rodzice rozpoznali na fotografii swoją zagubioną pociechę i czym prędzej udali się do Cherbourg, by zabrać dziecko do domu. Spotkanie nie przebiegło jednak tak radośnie, jak powinno. Dziewczynka nie rozpoznała swych rodziców, a co istotne nie mówiła w regionalnym, bretońskim dialekcie. Nie było też żadnego wyjaśnienia, w jaki sposób maluch odnalazł się 500 kilometrów dalej. Mimo tych nieścisłości cała społeczność z radością przywitała Pauline, a jej dziwne zachowanie tłumaczono przebytą traumą.

Pytania zostały zepchnięte na bok, sprawa choć zagadkowa została zamknięta, a życie rodziny Picard wróciło do normy. Jednak sprowadzenie dziewczynki do domu, okazało się dopiero początkiem tragedii. Niedługo później, dokonano makabrycznego odkrycia. W pobliżu farmy Picardów, odnaleziono rozłożone nagie zwłoki małego dziecka, pozbawione głowy ( nie jest jasne czy głowa odpadła w wyniku rozkładu, czy została odcięta). Czaszkę odnaleziono nieopodal w trawie. Teren ten był wcześniej wielokrotnie przeszukiwany, co oznacza że ktoś podrzucił ciało. Obok niego leżały starannie złożone ubranka. Ubranka, które miała na sobie Pauline w dniu w którym zaginęła. Dokładniejsze zbadanie zwłok przyniosło więcej pytań, niż odpowiedzi. Między innymi czaszka znaleziona przy ciele okazała się być czaszką dorosłego mężczyzny, nie małej dziewczynki.

Picardowie przyjęli makabryczne odkrycie jako dowód na to, że ich biologiczna córka nie żyje. Miesiąc później mała dziewczynka, która mieszkała z nimi, została wysłana do sierocińca. Policji nie udało się ustalić, ani do kogo należała czaszka, ani kto stał za tą odrażającą zbrodnią.

Jedynym podejrzanym był Yves Martin, farmer mieszkający po sąsiedzku z Picardami. Na parę dni przed znalezieniem zwłok na polach, odwiedził Picardów i zapytał, czy naprawdę sądzą, że znaleźli swoją córkę. Miał również wyznać:

„Boże pomóż mi, jestem winny”

Mężczyzna ostatecznie został umieszczony w zakładzie psychiatrycznym, gdyż zaczął wykazywać objawy obłąkania. Jego stan nie pozwalał na przeprowadzenie z nim sensownej rozmowy na temat Pauline. Nie jest jednoznacznie stwierdzone, czy Martin zwariował po zaginięciu Pauline, co przemawiałoby za jego winą, czy zdradzał objawy zaburzeń już wcześniej, a morderstwo w sąsiedztwie miało negatywny wpływ na rozwój jego choroby. Losy dziewczynki, która trafiła do sierocińca są nieznane.

 

Komentarze
Loading...