Let’s travel together.

Siedmioletni proces z wyrokiem 25 lat więzienia. Ksiądz – Ona jest niewinna

0 2 446

Agata M. wychowała się w normalnej rodzinie, w której nigdy nie brakowało pieniędzy. Od zawsze ambitna jako kierunek studiów obrała medycynę, co było strzałem w dziesiątkę. Agata bardzo dobrze radziła sobie z nauką i wkrótce została jedną z najlepszych studentek na roku. Wszyscy wróżyli przyszłej pani doktor, świetlaną karierę lekarską. Miała powołanie, a do tego była sumienna i pracowita. Po ukończeniu studiów i zdobyciu specjalizacji z pediatrii, rozpoczęła pracę w szpitalu. Jednak po roku czasu za namową kolegi, Agata zatrudniła się we Wrocławskim pogotowiu. W nowej pracy szybko zaskarbiła sobie sympatię kolegów. Nigdy nie narzekała, brała dyżur za dyżurem, świetnie radziła sobie z presją, którą niesie ze sobą praca w karetce, a do tego była dla wszystkich serdeczna.

„Agatę od razu wszyscy polubili. Może nie była duszą towarzystwa, ale ujęła nas swoim pogodnym usposobieniem i życzliwością (…) Opowiadałyśmy sobie różne rzeczy z prywatnego życia. Agata zwierzała mi się ze swoich problemów sercowych (…) W pewnym momencie dla wszystkich stało się jasne, że między nią a naszym kolegą z pracy jest coś więcej niż tylko relacje zawodowe„- opowiadała koleżanka po fachu.

Dariusz Ch. był bardzo przystojnym lekarzem z rozległą wiedzą i doświadczeniem. Kobiecie imponowała osobowość starszego kolegi, lubiła z nim dyżury. Z czasem między tą dwójką zaczęło iskrzyć, ale na flircie nie poprzestało. Problem w tym, że Dariusz był żonaty ze swą wieloletnią sympatią, z którą znał się od podstawówki. Małżeństwo miało dziecko. Agata bardzo żałowała, że mężczyzna nie jest wolny. Ale początkowo cieszyła się z każdej wspólnie spędzonej chwili, podświadomie wierząc, że Dariusz pozostawi dla niej żonę. Kochankowie spotykali się w mieszkaniu Agaty. Było romantycznie i spontanicznie, ale po jakimś czasie kobiecie taki układ zaczął przeszkadzać. Liczyła na coś więcej, zaczęła mówić o ślubie.

„Widziałam, że Agata jest nim zafascynowana. Przestrzegałam ją, że to nie jest mężczyzna dla niej. Miał żonę, co nie było dla niego przeszkodą. O jego wcześniejszych flirtach wiedzieli wszyscy, oprócz Agaty i żony. Miał opinię kobieciarza”– opowiadała koleżanka z pracy

Mężczyzna spotykał się z Agatą, ale wcale nie myślał o rozwodzie. Nigdy nie deklarował, że mógłby porzucić rodzinę. Jasno i wyraźnie mówił kochance, że ich znajomość może być oparta tylko i wyłącznie na sekretnych spotkaniach, a jeśli jej to nie odpowiada, to powinni się rozstać. Mimo, iż kobieta przystała na ten układ, Dariusz czuł że sytuacja wymyka się z pod kontroli. Niejednokrotnie sugerował rozstanie. Agata była coraz bardziej zdesperowana. W jednym z e-maili do przyjaciółki pisała:

„Ten związek wpędza mnie w potworny rozstrój nerwowy. Coraz częściej mam uczucie, że nie może tak dalej być, że to przekracza moje siły. Jestem tak uwikłana, że nie potrafię już rozeznać się we własnych uczuciach (…) Jest mi z tym wszystkim bardzo ciężko, pozostają marzenia. Są częścią mojego życia, wyobrażam sobie wspólną przyszłość, a to jest frustrujące. Coraz bardziej tracę nadzieję, że kiedyś będziemy jednak razem. Nasz świat to życie i miłość bez wymagań, bez planów na przyszłość. Nie potrafię się z tym pogodzić”.– pisała.

Agata coraz bardziej nalegała by kochanek zostawił żonę. Im bardziej o niego zabiegała, tym mniej dostawała w zamian.Uzależniła się od niego psychicznie i emocjonalnie, a Dariuszowi zaborcza miłość ciążyła coraz bardziej, zaczął od niej uciekać. Zdesperowana Agata podjęła działania, które zaważyły na ich życiu.

Rankiem, 3 października 1996 roku Agata przyjechała fiatem 126 p pod dom swojego kochanka. Wiedziała, że mężczyzna w tym czasie jest w pracy. Zadzwoniła domofonem. Pretekstem rozmowy o Dariuszu, wywabiła jego zdziwioną żonę, która niczego nieświadoma wsiadła do samochodu kobiety. Ta ruszyła w kierunku cmentarza. Tuż za nią jechał jej kolega- ratownik wodny Dariusz B.

Zatrzymali się obok cmentarza żołnierzy włoskich na Oporowie. Dariusz B. podszedł do fiata od strony pasażerki. W tym momencie Agata M. wyjęła skórzany pasek i zaczęła nim dusić Anetę Ch. a potem fachowo stwierdziła zgon i kazała Dariuszowi zapakować ciało do worka i zanieść w zarośla. Następnie odjechała. Mężczyzna przewiózł zwłoki na tereny wodonośne. Ciało ukrył w krzakach. Worek wyrzucił do Odry.

Dariusz Ch. zaniepokojony nieobecnością żony, tuż przed północą zawiadomił policję. Poszukiwania zaginionej trwały kilka miesięcy. Mimo, iż mężczyzna z determinacją uczestniczył w poszukiwaniach małżonki, nadal spotykał się z kochanką, która cały czas marzyła o wspólnym życiu. Wiedziała jednak, że dopóki nie ma ciała, mężczyzna nie uzyska statusu wdowca, a co za tym idzie nie sformalizują swojego związku. Zaczęła się tym faktem denerwować. Zadzwoniła więc do kolegi, który brał udział w zabójstwie prosząc by ten anonimowo poinformował policję o miejscu spoczynku zaginionej Anety. Dariusz B. owego telefonu nie wykonał. O zaistniałej sytuacji opowiedział znajomemu policjantowi, który przychodził na basen, gdzie ten pracował.

6 lutego 1997 roku, ekipa dochodzeniowo- śledcza odkryła szczątki w miejscu, które wskazał mężczyzna. Stan rozkładu był tak zaawansowany, że lekarze z Zakładu Medycyny Sądowej nie byli w stanie określić przyczyny zgonu. Mąż rozpoznał żonę po fragmentach odzieży i obrączce. Z trójki podejrzanych zatrzymano Agatę i jej wspólnika. Mąż zamordowanej miał soldne alibi- w czasie w którym doszło do zabójstwa odbywał dwunastogodzinny dyżur.

Lekarka nie przyznała się do zabójstwa. Winą obarczała kochanka, który według niej od dawna chciał pozbyć się żony. Twierdziła, że był on w zmowie z Dariuszem B. Wynajął go i opłacił. Badania psychiatryczne wykazały, że Agata niezbyt dobrze rozróżniała świat fikcji od realności.

„To nie ja zabiłam. Zostałam wrobiona!!!! Poprosiłam tą kobietę o rozmowę, wywiozłam na cmentarz bo prosił mnie o to jej mąż. Mieliśmy powiedzieć jej o naszym związku. Zamiast niego w umówionym miejscu pojawił się Dariusz B. Podczas jazdy kłóciłam się z tą kobietą, a co działo się dalej pod cmentarzem tego nie wiem. Zdenerwowana i zawiedziona, że mój partner nie zjawił się na miejscu odjechałam, pozostawiając tą dwójkę razem”– zeznawała w sądzie oskarżona.

Ratownik Dariusz B, początkowo zeznając w roli świadka, przyznał się do ukrycia zwłok Anety. Zeznał że był dłużny Agacie sporą sumę pieniędzy ( 80 tysięcy złoych) , a ta zaproponowała mu rozwiązanie długu w inny sposób. Prosiła go o pomoc w pewnej sprawie.

„Jadąc za nimi nie wiedziałem że w planie jest morderstwo. Sądziłem, że kobiety będą tylko rozmawiać, a ja mam być świadkiem”– zeznawał

Jednak kiedy po raz kolejny zeznawał- już nie w roli świadka, ale oskarżonego o współudział w zabójstwie, zaczął zmieniać zeznania, które były niespójne i irracjonalne.

Istotne fragmenty z zeznań Dariusza B podczas wieloletniego procesu:

  •  Otworzyłem drzwi od auta i zobaczyłem jak Agata dusi tą kobietę
  • Otworzyłem drzwi od auta , Aneta wypadła, upadłem na nią i chwyciłem ją za szyję
  • Po duszeniu wiozłem ją żywą, ale umarła
  • Ukryłem zwłoki pod cmentarzem, wróciłem po nie wieczorem ale chyba zabrali je policjanci do swojego radiowozu.
  • Agata fachowo stwierdziła zgon i wyjęła czarny worek na trupy, który zabrała z pracy
  • Ukryłem jej ciało w zaroślach nad rzeką

Mimo tych niespójnych zeznań nie zlecono badań psychiatrycznych mężczyzny. A sąd okręgowy zakwestionował iż są logiczne….

Sąd Okręgowy we Wrocławiu uznał Agatę M. główną inicjatorką morderstwa, a Dariusza B. współwinnym tej zbrodni. Kobieta dostała 25 lat więzienia, a jej znajomy lat 15. Wyrok został utrzymany w mocy przez sąd apelacyjny, jednak uchylony przez Sąd Najwyższy i skierowany do ponownego rozpatrzenia. Podczas drugiego procesu, ponownie skazano Agatę na karę 25 lat więzienia z zaznaczeniem, iż wyrok jest surowy z uwagi na wykonywany przez oskarżoną zawód. Osoba składająca przysięgę Hipokratesa miała pomagać ludziom, a nie ich zabijać. Agata podczas rozprawy cały czas płakała błagając sąd, by dał wiarę jej niewinności. Przed odczytaniem ostatecznego wyroku, z sądu zabrała ją karetka pogotowia. Sprawa ponownie trafiła do Sądu Najwyższego. Orzeczenie 25 lat więzienia podtrzymano.

Głównymi dowodami w sprawie były zeznania drugiego oskarżonego. Na rozprawie zjawił się kapelan więzienny

 „Wiem, że Agata M. jest niewinna. Ale nie mogę złamać tajemnicy spowiedzi”– mówił, ale sąd nie wziął pod uwagę słów księdza.

 

 

Komentarze
Loading...