Let’s travel together.

„Nawet gdy umarły były jeszcze przydatne”. Andyjski potwór bezkarny mimo ponad 300 zabójstw

0 1 462

W 1949 roku w małym kolumbijskim miasteczku, w biednej wielodzietnej rodzinie przyszedł na świat Pedro López. W tamtym czasie w Kolumbii panowała wojna domowa, która pochłonęła tysiące ofiar, a pośród ludzkich dramatów dojrzewał jeden z największych seryjnych morderców XX wieku. Nie był to odpowiedni czas na szczęśliwe dzieciństwo tym bardziej jeśli za matkę ma się prostytutkę, która zamiast dawać swym dzieciom przykład i miłość była zimną i dominującą kobietą.

W wieku 8 lat Pedro został przyłapany przez rodzicielkę na kontaktach seksualnych z młodszą siostrą. Po tym incydencie musiał żyć na ulicy. Nie miał możliwości powrotu do domu. Jak można przypuszczać, uliczne życie rządziło się twardymi prawami. Pedro sypiał w ciemnych zaułkach, żywił się odpadkami a do tego niejednokrotnie był wykorzystywany seksualnie. Po roku męki los wreszcie się do Niego uśmiechnął. Udał się do Bogoty. Tam pewna amerykańska para zwróciła uwagę na żebrającego chłopca. Przygarnęli go do siebie zapewniając byt, opiekę i edukację. Mogło by się wydawać, że chłopak złapał Pana Boga za nogi jednak jego dobra passa nie trwała długo.

W wieku 12 lat Pedro został wykorzystany seksualnie przez nauczycielkę. Po tym wydarzeniu ukradł pieniądze i uciekł z domu by znów żyć na ulicy, utrzymując się z drobnych kradzieży. Szybko odkrył że rabunki to dość dochodowy interes, dlatego w krótkim czasie z nieszkodliwego złdziejaszka stał się specem w kradzieżach samochodowych, zyskując dzięki temu rangę wsród lokalnych gangów. Mimo swego sprytu w 1969 roku Pedro został złapany na kradzieży. Za swoje przewinienia został skazany na 7 lat więzienia, gdzie obudził się w Nim instynkt mordercy.

Już dwa dni po osadzeniu został brutalnie zgwałcony przez czterech więźniów. To właśnie wtedy obiecał sobie że już nikt nigdy go nie dotknie. Skonstruowanym przez siebie nożem zabił w przeciągu miesiąca więźniów którzy go skrzywdzili. Władze więzienia uznając, że Pedro działał w obronie własnej dołożyły mu tylko dwa lata do wyroku. Wszystko czego doświadczył w więzieniu w połączeniu z brutalnymi wydarzeniami z Jego życia, spowodowały nieodwracalne straty w umyśle tego młodego chłopaka.

Kiedy wyszedł na wolność w 1978 roku, od razu opuścił kraj dużo podróżując po Peru. W tym samym roku narodził się “Potwór z Andów”. Pedro nienawidził kobiet. Za wszystko obwiniał swoją matkę, która niejednokrotnie znęcała się nad Nim psychicznie. Swoje potrzeby zaspakajał jedynie za pomocą pism pornograficznych, ale przyszedł moment w którym przestało mu to wystarczać. Wtedy też podjął świadomą decyzję. Swe rządze będzie realizował z dziewczynkami w wieku od 8 do 11 lat – ufne, ciche i mało kobiece. Do tego z biednych andyjskich rodzin. Kto będzie ich szukał? W tamtych czasach młode dziewczęta padały łupem handlarzy żywym towarem. Więc nikt nie mógłby przypuszczać jaki los spotkał jego ofiary.

Pedro działał na terenie trzech krajów: Kolumbii, Ekwadoru i Peru. Jego schemat postępowania był zawsze taki sam: zdobywał zaufanie dziewczynki, proponując  błyskotki, słodycze lub pokazanie czegoś niezwykłego, a w ustronnym miejscu rzucał się na nie, gwałcił i dusił. Ciała grzebał w jednym z wykopanych przez siebie grobów zbiorowych.

„To było jak impreza. Ale po chwili… kiedy już się nie poruszała, nudziła mnie i wychodziłem szukać nowej dziewczyny.”

„To jest tak, jak z jedzeniem kurczaka. Po co jeść starego, skoro można mieć młodego?”

Raz prawie, spotkała go zasłużona kara. Podczas próby porwania 9 letniej Indianki natrafił ja jej współplemieńców. Torturowano go przez wiele godzin. Członkowie plemienia postanowili zakopać go żywcem i właśnie w tym momencie po raz kolejny dopisało mu szczęście. Nie wiadomo skąd pojawił się misjonarz który przekonał Indian, że morderstwo nie jest dobrym rozwiązaniem i nie spodoba się Bogu. Indianie, co prawda niechętnie, posłuchali rady misjonarza. Władze Peru deportowały Lópeza do Ekwadoru.

Pedro doskonale wiedział, że w Ekwadorze prawo jest liberalne a za tego typu czyny grozi do 20 lat więzienia. Działał dalej. W okolicy szybko zaczęto notować zaginięcia młodych dziewcząt, jednak władze ignorowały te informacje. W 1980 roku po dużej powodzi w Ambato ziemia oddała ciała części ofiar andyjskiego potwora. Kilka dni po powodzi Pedro został zatrzymany przez policję podczas próby porwania 12 letniej dziewczynki, która ocalała dzięki ojcu który natychmiastowo wszczął alarm.

Na komisariacie Pedro odmówił złożenia zeznań. Umieszczono go więc w celi z księdzem licząc że godny zaufania duchowny nakłoni mordercę do spowiedzi. Na efekt nie trzeba było długo czekać. Już następnego dnia zwyrodnialec zeznał księdzu że zamordował 110 dziewcząt w Ekwadorze, 100 w Kolumbii i ponad setki w Peru. Tłumaczył, że stracił swoją niewinność w wieku 8 lat i postanowił wyrządzić taką samą szkodę jak największej ilości małych dziewczynek. W mordowaniu odnajdywał perwersyjną przyjemność, której nie mógł dać mu kontakt z kobietą. Najbardziej lubował w Ekwadorkach, według niego były najbardziej ufne i niewinne. Swoje ofiary mordował zawsze za dnia. Mrok odebrałby mu możliwość obserwowania agonii. Zszokowany ksiądz poprosił o możliwość zmiany celi. Jego opowieść spisano i odczytano skazanemu. Pedro przyparty do muru przyznał się do wszystkiego. Dodał, że swe ofiary najpierw gwałcił, potem dusił patrząc głęboko w oczy. Widząc w nich uciekające życie odczuwał największą satysfakcję seksualną.

„Nawet gdy umarły były jeszcze przydatne. Sadzałem je na krzesłach i robiłem przyjęcie”

López zaprowadził śledczych do niektórych grobów. Łącznie wydobyto 81 ciał. Reszty nigdy nie odnaleziono. Prawdopodobnie zostały zabrane przez powódź bądź pożarte przez zwierzęta.

Pedro został oskarżony o popełnienie 110 morderstw choć prawdopodobnie zabił ponad 300 młodych dziewcząt. Pod koniec 1980 roku został skazany na dożywocie.

Morderca udzielił jedynego wywiadu. Oto fragmenty.

„Jestem człowiekiem stulecia. Nikt nigdy o mnie nie zapomni. Polowałem na moje ofary całymi dniami. Szukałem dziewcząt, w których spojrzeniu była niewinność i piękno. To były dobre dziewczęta. Pomagały swoim matkom. Chodziłem za nimi kilka dni, czekałem aż zostaną same. Dawałem im jakieś prezenty, np. małe lusterko. Potem zabierałem je na skraj miasta, obiecując prezent dla ich matek. Zabierałem je do tajnych kryjówek, w których przygotowane były już ich groby. Czasem były tam też ciała poprzednich dziewcząt. Związywałem je, gwałciłem przy wschodzie słońca. Przy pierwszym blasku słońca dostawałem wytrysku. Chwytając za gardło zmuszałem je do uprawiania seksu. Gdy słońce całkowicie wzeszło zaczynałem je dusić. Wtedy tylko było dobrze gdy widziałem ich oczy. W nocy bym tego nie zobaczył. Musiałem to robić przy świetle dziennym. To były fantastyczne chwile, gdy trzymałem dłonie na szyjach tych młodych kobiet. Zaglądałem im głęboko w oczy, widziałem iskry które powoli znikały. Tylko ktoś kto naprawdę zabił wie co mam na myśli.

Gdy wyjdę na wolność znów poczuję to samo. Wszystko trwało od 5 do 15 minut. Byłem bardzo dokładny. Długo upewniałem się, że na pewno są martwe. Przykładałem lusterko by sprawdzić czy oddychają. Czasami musiałem je zabić ponownie. Nigdy nie krzyczały, ponieważ nie spodziewały się niczego złego. Były takie niewinne. Moje małe przyjaciółki lubiły towarzystwo. Często kładłem po kilka ciał obok siebie. Ale po chwili czułem się znudzony, one się nie ruszały. Więc szukałem kolejnych dziewcząt.”

Mimo dożywotniego więzienia w 1994 roku został zwolniony i deportowany do Kolumbii. Ponownie podjął próbę morderstwa, został aresztowany i uznany za chorego psychicznie. W 1998 roku uznano go za zdrowego psychicznie i zwolniono z więzienia. Obecnie López jest poszukiwany przez Interpol.

Komentarze
Loading...