Let’s travel together.

Morderstwo z zimną krwią, prawie doskonałe

0 2 835

32- letni Radosław S. Mieszkał wraz z partnerką w Oleśnicy. Wszyscy, którzy go znali jednogłośnie twierdzili, że był bardzo spokojnym człowiekiem. Jego pasją była piłka nożna. W wolnym czasie grywał w amatorskim klubie piłkarskim. Zawodowo zajmował się drobnymi biznesami. Jednym z nich był punkt skupu butelek. Drugim źródłem dochodu, było udzielanie pożyczek na procent, również nieznanym sobie osobom. Wiodło mu się nieźle, ale to właśnie lichwiarstwo doprowadziło do jego śmierci.

Pewnego wrześniowego poranka o godzinie 7:00 rano Radosław opuścił mieszkanie, informując partnerkę że niebawem wróci. Wiadomo, że miał udać się do rodziców mieszkających w miejscowości Smolna. Tam wypisał czek na 20 tysięcy złotych. Jak później udało się ustalić, zrealizował go po godzinie 8:00 w jednym z banków, a potem wszelki ślad po nim zaginął.

Rodzina i bliscy natychmiastowo rozpoczęli poszukiwania zaginionego. Przygotowano ulotki z jego zdjęciem, które zawisły praktycznie na każdym słupie i drzewie. Niestety poszukiwania Radosława, nie przyniosły rezultatu. Po miesiącu, udało się odnaleźć samochód zaginionego- charakterystyczny ciemnozielony ford mondeo z uszkodzonym zderzakiem. Auto zlokalizowano w Kluczborku. Nie posiadało śladów włamania, było zamknięte oryginalnym kluczykiem. Wewnątrz znajdowały się rzeczy osobiste mężczyzny, jednak brakowało dokumentów, telefonu komórkowego i notatnika.

W trakcie śledztwa udało się ustalić, że Radosław, wieczór poprzedzający zaginięcie spędzał w klubie „Bomber”. Tam z niejakim Bogdanem, umawiał się na wspólny wyjazd w interesach. Z tym samym mężczyzną spotkał się, feralnego poranka. Podczas przesłuchań, Bogdan zeznawał, że rozmawiali tylko chwilę. Nic więcej nie udało się ustalić.

„Nie widzieliśmy możliwości, żeby Radek mógł z nami stracić kontakt, wyjechać sobie i żebyśmy o nim zapomnieli. To nie człowiek tego typu. Był z nami bardzo związany”– mówiła bliska zaginionego.

14 czerwca 2001 roku, na terenie pasieki pod Bierutowem, właściciel zauważył ludzką nogę wystającą z ziemi, odkopaną prawdopodobnie przez dzikiego zwierza. Oględziny wykazały, że morderstwa dokonano w innym miejscu. Ofiara zginęła od dwóch ran postrzałowych w głowę i w szyję. Sprawca przysypał zwłoki wapnem, jednak użył wapna niewłaściwego, co nie przyśpieszyło procesu rozkładu zwłok, ale dosłownie je zakonserwowało.

„Nasze przeczucia się potwierdziły. Niestety… „ – mówiła partnerka, Radosława, którego udało się zidentyfikować.

Policyjne śledztwo w tej sprawie trwało, aż 17 lat. Policja, przez cały ten czas, zakładała że głównym motywem morderstwa były porachunki finansowe. W końcu Radosław, zajmował się nie do końca legalnym procederem. Śledztwo było o tyle trudniejsze, że było bardzo mało świadków. Nikt nie pomógł w ustaleniu, jak samochód ofiary znalazł się w Kluczborku. Sprawę umorzono po dwóch latach, a dzięki przypadkowi otwarto ją ponownie w 2016 roku, dzięki okolicznościom ujawnionym w toku innego śledztwa.

Podczas rozmowy z jednym ze skruszonych przestępców, policjanci usłyszeli o osobie, która „miała dokonać niewykrytego zabójstwa w Oleśnicy”. Chodziło o sprawę Radosława S. Śledczy przez wiele miesięcy przeglądali akta, gromadzili dowody, oraz odtwarzali przebieg morderstwa. Okazało się, że w 2000 roku jednym ze stałych klientów lichwiarza był drobny przedsiębiorca z Dolnego Śląska- Sławomir B. Katowickie CBŚP zatrzymało podejrzanego. Za morderstwo z użyciem broni palnej grozi mu dożywocie.

Radosław S.

 

Komentarze
Loading...