Let’s travel together.

Krwi było tak dużo, że się przestraszyłem i uciekłem. Zostawiłem go tam

0 1 230

Jerry Lee był tylko małym chłopcem. Dwunastolatkiem, który kochał karty z Pokemonami, Nintendo, grę na flecie, a przede wszystkim swoich dziadków. Mimo iż został porzucony przez rodziców, a rówieśnicy wyzywali go od „homo” i „pedałów” w odniesieniu do jego małej postury i łagodnej natury, Jerry kochał życie. Nauczyciele chwalili go za ciężką pracę, a dorośli którzy go znali cenili jego dobre maniery i przyjazne nastawienie. Mieszkał w Interlachen na Florydzie,-małej społeczności w której wszyscy się znali. Interlachen położone wśród starych dębów i ogromnej ilości jezior, to miejsce w którym turyści i emeryci mogą odpoczywać. Społeczność, która jest bezpieczna. I to właśnie w tym sielankowym miejscu Jerry padł ofiarą bezsensownego i brutalnego morderstwa. Ale jeszcze bardziej szokujące było to, kto odebrał mu życie.

W piątek, 26 maja 2000 roku Jerry Lee zrobił to, co większość dzieci po szkole. Pocałował swojego dziadka, zarzucił plecak na ramię, wsiadł na swój cenny, czarno-czerwony rower i wyruszył na przejażdżkę piaszczystymi, polnymi drogami w pobliżu domu. Kiedy dobiegła godzina 18:00 i było już dawno po obiedzie, dziadkowie wiedzieli, że coś jest nie tak- ich niezawodne, przewidywalne dziecko nie wróciło do domu. Dziecko, które panicznie bało się ciemności. Marvin Alley szukał swojego wnuka wszędzie. Dwukrotnie zjawił się w domu rodziny Silva. John Silva, piętnastolatek, który uczęszczał do tej samej szkoły średniej, co Jerry Lee, był jednym z jego najnowszych przyjaciół. Ich przyjaźń zaczęła się od gry Nintendo i została umocniona w szkolnym klubie kart Pokemon. John powiedział, że w ogóle nie widział Jerry’ego Lee. Jednak chwilę później szepnął do przyjaciela swojej siostry: „Co za okropny sposób na śmierć.” Wtedy jeszcze nikt nie wiedział, że Jerry Lee nie żyje.

Częściowo ze względu na wiek, a częściowo ze względu na fakt, że wszyscy, którzy znali Jerry’ego, byli pewni, że nie odszedł on dobrowolnie, władze rozpoczęły natychmiastowe poszukiwania. Nie było 24-godzinnego okresu oczekiwania, tylko natychmiastowa akcja z psami tropiącymi, helikopterami, strażakami, policjantami i setkami cywilnych ochotników. Przez trzy kolejne dni, przeczesywano każdy cal wszechobecnych obszarów leśnych, otaczających Interlachen. Sprawdzono każde z jezior, strumieni i opuszczonych działek. Kilka dni później policja otrzymała telefon, by przyjrzeć się uważniej obszarowi na którym mieści się stare szambo i małe wysypisko śmieci. Teren ten był już wcześniej przeszukiwany, ale nic nie znaleziono. Mimo tego śledczy ponownie zjawili się w tym miejscu. W okolicy panował złowieszczy, ofensywny zapach, ale wszyscy zbywali to na zapach śmieci. Policjanci wielokrotnie mijali przemysłową paletę, mijając po drodze samochodowe zderzaki, palety, meble i wszelkie inne przedmioty. Wtedy też na miejscu zjawiła się Dawn Bacham, mieszkanka Interlachen. Kobieta zdawała sobie sprawę z tego, że zostanie wyśmiana, ale tak zaniepokoił ją sen, który miała poprzedniej nocy, że zdecydowała, że zaryzykuje. W swoim śnie ujrzała ciało Jerry’ego w szambie. Nikt nie chciał jej wierzyć, ale ona nalegała:

„Jeśli wy tego nie zrobicie, zrobię to ja. Boję się bo wiem co tam znajdę”.

Policja wraz ze strażakami ponownie udała się w miejsce, które było już wielokrotnie sprawdzane. Minęli poszarpaną, przesiąkniętą deszczem, pomarańczową kanapę, resztki spalonej przyczepy mieszkalnej, aż wreszcie dotarli do leżącej na ziemi przemysłowej palety, którą wcześniej zignorowano. Kiedy strażak-ochotnik odepchnął paletę na bok, wiedział, że poszukiwania dobiegły końca. Zapalił latarkę, której światło skierował w ciemną dziurę starego szamba. W jego wnętrzu, pod czerwonym rowerem, leżało ciało Jerry’ego. Ręce i kostki chłopca były związane bandażem elastycznym. Bandaż wraz z przewodem elektrycznym opinał ciasno jego szyję. Dziecko zostało pozbawione spodni i bielizny. Sekcja zwłok wykazała, że został on uduszony kilka godzin po tym jak opuścił dom. Mimo, iż został rozebrany nie było dowodów na to, że został zgwałcony. Wewnątrz szamba, wraz z ciałem Jerry’ego i jego rowerem, śledczy odkryli jego pusty, zielony plecak, trzy karty Pokemonów i dziwną notatkę, napisaną niebieskim tuszem: ZWIĄŻ RĘCE, KNEBEL, PASEK, ZAKRYJ OCZY.

Stephanie Taylor w końcu zwierzyła się policji, że John Silva dziwnie zachowywał się po południu w dniu zniknięciua Jerry’ego Lee. Opuścił dom z brązową papierową torbą na kierownicy roweru, a wrócił już po 30 minutach brudny, spocony i bez papierowej torby. Resztę dnia milczał, dopóki nie powiedział: „Co za okropny sposób na śmierć.” Ta informacja była tą, której policja potrzebowała. Dzień po odnalezieniu ciała Jerry’ego, John Silva został aresztowany. Pod przyjaznym, łagodnym tonem przesłuchania historia Johna Silvy ciągle się zmieniała:

 „W ogóle go nie widziałem” ,„Wyszliśmy razem, aby poszukać innego przyjaciela, a on pojechał z nim”, „To pewnie jakiś zboczeniec.” Wreszcie, pod koniec drugiej godziny przesłuchania, John Silva powiedział, że ma wiadomość dla dziadków Jerry’ego: „Powiedz im, że nie chciałem, żeby tak się stało. Powiedz im, że jest mi przykro”.

Jednak jego spowiedź wytworzyła scenariusz wydarzeń, które nie mogły mieć miejsca. Chłopak zeznał, że on i Jerry jeździli na swoich rowerach, szukając przyjaciela, kiedy zatrzymali się przy szambie, znanym miejscowym dzieciom jako „Fort”, aby walczyć. Podczas brutalnej zabawy, Jerry ciężko się zranił. John sprowadził go do szamba, aby ten ochłonął. Po drodze, Jerry spadł ze schodów i rozbił głowę:

 „Próbowałem powstrzymać krwawienie, bandażem. Miałem ze sobą bandaż ponieważ, kilka tygodni wcześniej zraniłem się w nogę. Związałem mu ręce ponieważ był w szoku i strasznie nimi szamotał. Nie chciałem żeby wyrządził sobie większą krzywdę. Krwi było tak dużo, że się przestraszyłem i uciekłem. Zostawiłem go tam.” 

John był pewien, że chłopiec umarł z powodu rany głowy. Nie wiedział wtedy jeszcze, że sekcja zwłok ujawniła, że został on uduszony. Zapytany, dlaczego nie wezwał pomocy, powiedział, że wpadł w panikę. Detektywi nie powiedzieli wtedy Johnowi, że jego historia nie ma sensu. Nie przypomnieli mu, że dłonie Jerry’ego były związane za plecami i połączone z jego kostkami, a lekarz nie znalazł ran głowy podczas autopsji.  Nie powiedzieli mu, że styl pisma na znalezionych notatkach pasuje, do jego stylu pisania. John Anthony Silva, choć miał piętnaście lat, został osądzony jako dorosły. Nie było wątpliwości, że to on był mordercą. Proces rozpoczął się dopiero w lutym 2001 roku. Podczas swojego pierwszego występu w sądzie John nie okazał żadnych emocji ani skruchy. Nie wydawał się mieć świadomości powagi swojej zbrodni. Spodziewał się, że będzie traktowany jak dziecko. Był pewien, że zaakceptują jego wyjaśnienie wypadku. Jego zachowanie jednak zmieniło się znacznie podczas procesu. Zaczął zdawać sobie sprawę, że bycie piętnastolatkiem uratuje go tylko od kary śmierci, a nie od pozostania w więzieniu. Zasłonił twarz i płakał, gdy pokazano mu zdjęcia z miejsca zbrodni wielkości plakatu. Jednak nie było mu przykro z powodu tego co zrobił, tylko dlatego, że go złapano. 

Po odczytaniu wyroku: dożywocie bez możliwości zwolnienia warunkowego, wpadł w histerię. Po wyprowadzeniu go z sali rozpraw, dziadek zamordowanego chłopca, objął szlochającą matkę Johna. Nie czuł ani goryczy ani żalu do tej kobiety.

„To było słodko-gorzkie zwycięstwo. Dwaj chłopcy zginęli.”– powiedział.

Ku pamięci Jerry’ego zasadzono drzewo z tablicą pamiątkową. Mieszkańcy Interlachen stracili część zaufania, jaką zawsze mieli do swojej bezpiecznej społeczności. Nikt nie był pewien komu mógł zaufać. Nikt też nie wie co spowodowało tą tragedię. Pojawiły się spekulacje, że dzieciaki pokłóciły się o karty z Pokemonami, była też jakaś dziewczyna, którą oboje lubili, jednak żaden motyw nie miał najmniejszego sensu. Byli to tylko dwaj chłopcy, którzy wychodzili żeby się bawić. Tylko jeden wrócił z tej zabawy żywy, a swe życie spędzi za kratkami.

Komentarze
Loading...