Let’s travel together.

Kilkuletni mordercy i kraj który wybaczył i zapomniał

2 5 759

Było chłodne popołudnie w Trondheim w Norwegii, 15 października 1994 roku. Spadł pierwszy śnieg w tym sezonie. Pięcioletnia Silje Redergard wraz z dwoma sześcioletnimi chłopcami bawiła się na pokrytym śniegiem, boisku piłkarskim. Rodzice całej trójki byli sąsiadami, ale nie utrzymywali bliższych relacji, za to ich pociechy często spędzały wspólnie czas na podwórku. Dzieciaki wesoło tarzały się w śnieżnych zaspach, rozpoczęły nawet budowę igloo. Jednak nagle wydarzyło się coś, co zmieniło życie wszystkich trzech rodzin. Dziecięca zabawa zakończyła się niewyobrażalną tragedią.

W pewnym momencie dwóch chłopców, zaatakowało Silje. Bili dziewczynkę pięściami, kopali ją po całym ciele, uderzali kamieniami, aż w końcu gdy przestała płakać, rozebrali do naga, pozostawiając w śniegu na pewną śmierć. Kilka godzin później na ciało pięciolatki, natknął się ośmioletni chłopiec mieszkający w sąsiedztwie. Dziecko natychmiastowo pobiegło do rodzinnego domu dziewczynki.

„Nie wiedzieliśmy, że coś się stało z naszą córką, dopóki ten chłopiec nie przybiegł do naszego domu. Miał tylko 8 lat, więc nie wiedzieliśmy czy mówi prawdę. Udaliśmy się we wskazane przez niego miejsce i dostrzegliśmy grupę policjantów. Nie mogliśmy się dostać do naszej córki. Teren został zagrodzony. Zapytali nas, kim jesteśmy, a potem wsadzili nas do radiowozu i zawieźli na komisariat. Tam poznaliśmy brutalną prawdę- nasza córeczka mimo prowadzonej reanimacji zmarła. Wszystko wskazywało na to, że morderstwo może mieć związek z motywem seksualnym, ponieważ Silje została rozebrana. Podejrzenia spadły na nas i pozostałych członków rodziny. Spędziliśmy długi czas na komisariacie. Do domu wróciliśmy dopiero o 22:00”– opowiadała mama zamordowanej dziewczynki.

Rodzice Silje, sądzili że za tą okrutną zbrodnią stoi osoba dorosła, jednak następnego dnia poznali przerażającą prawdę. Wtedy właśnie udali się do domu jednej z kobiet która reanimowała Silje, by podziękować jej za próbę uratowania życia córki.

„Ta kobieta powiedziała nam, że robiła wszystko by uratować życie naszej córki. Na jej kolanach siedział jej syn. Wtedy wyjawiła nam, że zrobił to on wraz z innym chłopcem. Spojrzałam na to dziecko i zapytałam: „Co zrobiłeś?” Powiedział: „biliśmy ją, a kiedy zasnęła po prostu ją rozebraliśmy”. Kiedy dowiedzieliśmy się, że zrobił to sześciolatek, wyszliśmy. Woleliśmy uciec niż go zabić.”

Sprawa Silje Redergard jest często porównywana do przypadku Jamesa Bulgera, który został zabity przez Roberta Thompsona i Jona Venablesa po tym, jak zabrali go z centrum handlowego w Liverpoolu, 20 miesięcy wcześniej. Oczywiście były znaczne różnice. Zabójcy Jamesa byli o cztery lata starsi od chłopców, którzy zabili  Silje. Trójka tych norweskich dzieci dobrze się znała, a Thompson i Venables byli obcymi, którzy uprowadzili dziecko, pod nieuwagę jego matki. Ale być może najważniejszą różnicą było to, że w Wielkiej Brytanii władze postanowiły pozwolić, by naród osądził zabójców dziecka. To, co stało się z Silje mogło być medialnym wydarzeniem dekad. Ale w przeciwieństwie do mściwego gniewu popularnej prasy brytyjskiej wobec zabójców Jamesa, nie pojawił się ani jeden sensacyjny wpis w prasie norweskiej. Nazwiska chłopców nigdy nie zostały ujawnione publicznie – a ich anonimowość była chroniona i pozostała szanowana do dziś, mimo że wiele osób (w tym rodzice zamordowanej dziewczynki) wie, kim są. Do dziś dnia nieznany jest także powód, dla którego doszło do tak niewyobrażalnej tragedii. Spekulowano, że chłopcy naśladowali bohaterów serialu Power Rangers, dlatego też został on zdjęty z telewizyjnych, norweskich stacji. W ciągu kilku tygodni obaj chłopcy zostali zapisani do innego przedszkola. Rodzice innych dzieci zaakceptowali tę sytuację. Wszyscy zgodnie uważali, że chłopcy muszą uczęszczać do przedszkola i trzeba się nimi zaopiekować. Psychologowie i pedagodzy dokładali wszelkich starań, by inne dzieci były bezpieczne.

„Nie wierzymy w więzienie dla młodzieży, więc sądzimy, że jeśli możemy im pomóc w jakikolwiek inny sposób, to właśnie powinniśmy to zrobić”– mówił psycholog, który sprawował nad dziećmi opiekę przez kolejne 8 lat po śmierci Silje.

Najwyraźniej dołożono wszelkich starań, aby chłopcy byli chronieni, a nigdy nie ukarani. Dziś są już 24 letnimi mężczyznami. Wiadomo, że nigdy nie byli zaangażowani w przemoc czy działalność przestępczą. Zupełnie nic nie wiadomo o jednym z nich, ale o drugim wyciekły pewne informacje. Mężczyzna do dnia dzisiejszego walczy psychicznie z konsekwencjami swoich działań w dzieciństwie. Margareth Rosenvinge pracująca w filii Trondheim w Kirkens Bymisjon- misji związanej z norweskim kościołem państwowym opowiada:

„Od około roku każdego dnia jestem z nim w kontakcie. On jest osobą bezdomną. Sypia na ulicy albo w kościele. Swoje problemy „leczy” alkoholem i metaamfetaminą. Przerosły go wydarzenia z jego dzieciństwa. Środki odurzające pomagają mu się odprężyć i na chwilę zapomnieć o tym co się zrobił. W jego życiu nie ma radości. Jest młodym mężczyzną ale jego życie skończyło się gdy miał 6 lat. Teraz żyje w piekle, a każdy dzień jest koszmarem. Jest bardzo powściągliwy, zawsze miły, uprzejmy, nieśmiały. Każdy narkoman jest związany z przestępczością, ale nie on. On nigdy nie sprawił żadnych problemów”.

Sprawa zabójstwa Silje, ma także głęboki wpływ na jej rodzinę. Nie ma dnia by o niej nie myśleli. A co myślą teraz o tych dwóch chłopcach, którzy ją zabili? Wybaczyli im, że byli tylko dziećmi niezdającymi sobie sprawy z konsekwencji swoich czynów.

 

Komentarze
Loading...