Let’s travel together.

„Kiedy wreszcie cię dopadnę, potnę na kawałki, tak by nigdy nikt Cię nie odnalazł”- ostatnie połączenie

0 2 068

Dorothy Scott była 32-letnią samotną matką, która mieszkała wraz ze swoim 4-letnim synem w małym miasteczku w południowej Kalifornii. Na co dzień pracowała jako księgowa w sklepie a artykułami dla subkultury hippisowskiej. Jednak jej praca nie była tak barwna jak kolorowe bonga sprzedawane zza lady. Dorothy całe dnie spędzała w biurze na zapleczu. Jej życie osobiste było równie nudne jak praca. Kobieta była osobą bardzo religijną- prawdziwa zagorzała katoliczka, która poza pracą i domem nie miała życia osobistego.

„Nudna jak książka telefoniczna”– tak podsumował ją jeden ze znajomych.

Mimo tego, Dorothy była wzorowym pracownikiem, dobrą matką, osobą serdeczną i godną zaufania, a przede wszystkim pomocną. Jednak nad wyraz spokojne życie kobiety zmieniło się w 1980 roku.

„Ok, teraz nic nie idzie po mojej myśli, ale kiedy wreszcie cię dopadnę, potnę na kawałki, tak by nigdy nikt Cię nie odnalazł”– rzekł złowieszczy głos w słuchawce telefonu.

Takie telefony, Dorothy otrzymywała na kilka miesięcy przed jej tajemniczym zaginięciem. Z początku połączenia od „tajemniczego wielbiciela” schlebiały kobiecie. Adorował ją, był miły, uprzejmy a do tego tajemniczy. Samotna matka, jak większość w jej położeniu marzyła o miłości. Ziarno niepokoju zaczęło kiełkować w momencie w którym telefony stały się coraz częstsze, a tajemniczy mężczyzna potrafił dokładnie opisać rozkład dnia Dorothy, włącznie z jej ubiorem. Wtedy kobieta zrozumiała, że jest obserwowana, a jej wielbiciel zmienił się w obsesyjnego psychopatę. Zaniepokojona Dorothy wyrażała swe obawy matce. Planowała kurs karate, zakup broni, a głos dzwoniącego mężczyzny wydawał jej się dziwnie znajomy, jednak nie potrafiła go do nikogo dopasować.

Okoliczności zaginięcia Dorothy są dosyć niezwykłe. W wietrzny wieczór, 28 maja 1980 roku, uczestniczyła w spotkaniu pracowniczym. To właśnie ona jako pierwsza zauważyła, że jeden z kolegów- Condrad źle się czuje, a na ramieniu ma ślad po ukąszeniu. Wraz z koleżanką- Pam, odwiozła kolegę do szpitala, w którym okazało się, że mężczyzna został ukąszony przez czarną wdowę i będzie musiał kilka godzin pozostać na oddziale. Kobiety postanowiły na niego zaczekać by potem móc odwieźć go do domu. Według Pam, Dorothy cały ten czas spędziła w poczekalni z wyjątkiem jednego, krótkiego wyjścia do toalety.

Około godziny 23:00 Condrad został wypisany ze szpitala. Dorothy zaoferowała, że pójdzie po samochód i podjedzie nim pod główne wejście szpitala. Samochód istotnie zaraz pojawił się na podjeździe. Minął ich jednak z spiskiem opon i odjechał. Przednie światła oślepiły Pam i Conrada, więc nie byli w stanie stwierdzić, kto siedział za kierownicą.

„Możesz w to uwierzyć?” – rzekła Pam, która sekundę później rzuciła się w pogoń za samochodem. Ten jednak gwałtownie skręcił w prawo i zniknął w ciemności.

Zdezorientowani, pomyśleli że być może Dorothy otrzymała jakiś niepokojący telefon. Pierwsze co nasunęło im się na myśl to jakiś nagły wypadek dotyczący jej syna. To tłumaczyłoby nielogiczne zachowanie kobiety. Jednak kiedy kilka godzin później Pam skontaktowała się z bliskimi Dorothy, okazało się że ta nie wróciła do domu. Wtedy stało się jasne, że kobietę spotkało coś złego. Zawiadomiono policję.

Samochód Dorothy odnaleziono około 15 kilometrów od szpitala. Został podpalony i porzucony. W okolicy nie natrafiono na żaden ślad kobiety, ani porywacza. Dokładnie tydzień po zaginięciu kobiety, jej mama otrzymała pierwszy telefon- pierwszy ponieważ psychopata pastwił się nad zrozpaczoną rodziną cztery długie lata, dzwoniąc w każdą środę…

„Czy jesteś spokrewniona z Dorothy Scott?”– zapytał męski głos.
„Tak”– odpowiedziała mama zaginionej.
„Mam ją”– rozmówca odłożył słuchawkę.

Kolejne połączenia były brutalniejsze. Psychopata z nieukrywanym podnieceniem, opowiadał co zrobił z Dorothy. Wszystko wskazywało na to, że doskonale znał rozkład dnia jej mamy. Dzwonił tylko wtedy gdy ta była w domu sama. Po medialnym nagłośnieniu sprawy, na biurku jednego z redaktorów rozdzwonił się telefon:

„Zabiłem ją. Zabiłem Dorothy Scott. Była moją miłością. Przyłapałem ją na zdradzie z innym mężczyzną. Zaprzeczyła, że ​​ma kogoś innego. Zabiłem ją”– Dzwoniący uwierzytelnił się, podając szczegóły, które nigdy nie zostały opisane. Opisał szal, który tego wieczoru miała na szyi Dorothy, wiedział o ugryzieniu pająka. Twierdził, że Dorothy sama do niego zadzwoniła informując, że znajduje się w szpitalu. Jeśli rzeczywiście to zrobiła, to właśnie w momencie, w którym zostawiła Pam i udała się do toalety.

W 1984 roku, robotnik budowlany w przydrożnym rowie natknął się na szczątki zwierzęce, kopiąc dalej odkrył ludzkie kości: miednicę, czaszkę, dwie kości udowe i kość ramienną. Pośród szczątków leżał zegarek, który zatrzymał się na godzinie 00:30 dnia 29 maja 1980 roku, oraz pierścionek z turkusem. Szczątki już po tygodniu zostały zidentyfikowane. Należały do Dorothy Scott. Po tym jak odnalezienie zaginionej nagłośniono medialnie, morderca ponownie skontaktował się z jej mamą

„Czy Dorothy jest już w domu?”– zapytał.

W tej sprawie jest wiele niewiadomych. Mimo iż, morderca zachowywał się niezwykle zuchwale nigdy nie został ujęty. Tata Dorothy zmarł w 1994 roku, na tydzień przed swoimi 70- tymi urodzinami, zaś jej mama w 2002. Rodzice ofiary, nigdy nie poznają już tożsamości mordercy.

Komentarze
Loading...