Let’s travel together.

Co się stało z rodziną z Niemiec?

0 3 047

Drage, Niemcy. We wtorek, 21 lipca 2015 roku, rodzina Schulze, składająca się z ojca Marco (41), matki Sylwii (43) i córki Miriam (12), odwiedziła stadninę koni, która znajdowała się w pobliżu ich domu. To był ostatni moment kiedy widziano ich wszystkich razem żywych. Następny dzień był ostatnim szkolnym dniem przed rozpoczęciem wakacji. Pogoda była całkiem przyjemna, a wszyscy wokół mieli dobry humor. Ale niestety Miriam zachorowała i tego dnia nie mogła zobaczyć swoich przyjaciół jeszcze raz przed rozpoczęciem wakacji. Ten dzień spędza z tatą, mama pracuje w pobliskim supermarkecie. Jej współpracownica jest ostatnią znaną osobą, która ją widziała.

W piątek 24 lipca szef Sylwii, zgłasza jej zaginięcie. Tego samego dnia policja odwiedza dom Schulze. Nikt nie reaguje na pukanie do drzwi, więc policja wchodzi do domu. Witają ich koty, ale po rodzinie nie ma śladu. W domu znaleziono, portfele, dokumenty, paszporty, ale brakowało ulubionego pluszaka Miriam. Przez następne trzy dni policja, strażacy i społeczeństwo szukają rodziny, ale nie mają szczęścia. Dopiero w piątek 31 lipca utopione ciało Marco zostaje wyłowione z rzeki Łaby. Zwłoki były obciążone betonowym blokiem o wadze 25 kg. Policja z ogromną dokładnością przeszukuje rzekę z nadzieją na odnalezienie matki i córki. Jedyne na co natrafili, to rower Sylwii, który leżał pod mostem. 

Co więc wydarzyło się w środę 22 lipca? Jak napisałam wcześniej, Sylvia poszła do pracy, podczas gdy Marco zajmował się chorą córką Miriam. Mężczyznę widziano tego dnia w sklepie, jak kupował paczkę papierosów. Miriam miała umówioną wizytę u lekarza, jednak się na niej nie zjawiła. Sylwia opuściła miejsce pracy około godziny 17:00. Wieczorem sąsiedzi widzieli jak Marco wyrzucał śmieci. Następnego dnia o godzinie 7:30 był widziany w drodze do domu. Ale skąd wracał? 5 sierpnia, na policję zadzwonił wiarygodny świadek. Widział rodzinę Schulze, w tym samym dniu w którym zaginęli. Byli nad jeziorem Mühlenteich w Holm-Seppensen- miejsce oddalone o 40 km od ich rodzinnego domu. Psy tropiące wyczuły zapach Sylwii i Miriam, ale trop urwał się nad brzegiem zbiornika. Tylko ślad Marco, nie tylko prowadził do wody, ale także od niej.

Policja początkowo podejrzewała Marco o zabicie rodziny, ale są pewne rzeczy, które się nie zgadzają. Świadek widział rodzinę wczesnym wieczorem w środę 22 lipca, ale tego dnia w godzinach 17:25 i 19:33 Marco, wykonał z domu dwa połączenia. Raczej nie jest możliwe by w ciągu dwóch godzin, pokonałby 40 km, zabił rodzinę, ukrył ciała tak, że nie można ich odnaleźć i wrócił z powrotem do domu. Mógł oczywiście umieścić ciała w swoim samochodzie, i pozbyć się ich później. Ale dlaczego zabiłby rodzinę w miejscu publicznym, a nie w domu? Oczywiście istnieje jeszcze teoria, że ktoś inny zabiły lub porwał Sylwię i Miriam, zabił Marco i upozorował jego samobójstwo.

Sprawa czeka na swoje wyjaśnienie.

Komentarze
Loading...